Zaczynam myśleć, że jak w Porsche zrobią miejskie autko, to też się uda. Panamera Sport Turismo przesuwa kolejną granicę

Panamerę Sport Turismo można pomylić ze zwykłą Panamerą. Fot. naTemat
Puryści wyrywają włosy z głowy, a Niemcy w Stuttgarcie nic sobie z tego nie robią i śmiało prą do przodu. Porsche Panamera Sport Turismo to kolejna gorąca premiera niemieckiego producenta sportowych samochodów. Po dużym SUV-ie (Cayenne), małym (Macan) i limuzynie przypominającej coupe (Panamera) przyszedł czas na… kombi. I zaskoczenia nie ma – Panamera Sport Turismo to auto bardzo udane. W dużej mierze dlatego, że zmiany są kosmetyczne.

Po co to wszystko?

No jak to po co – biznes się musi kręcić. Porsche oczywiście mogłoby być kolejną super elitarną marką, której auta powstają w garażu i które można zobaczyć tylko w internecie, ale kilkanaście lat temu ktoś pokazał, że ma łeb na karku, i tak powstało pierwsze Porsche Cayenne. Auto, które w moim odczuciu fatalnie się zestarzało (z wyglądu), na widok którego fani innych sportowych marek (chodzi oczywiście o plakaty na ścianach) dostawali ataku śmiechu.
Lata minęły, a ostatni śmieje się oczywiście producent. To nawet nie chodzi o to, że dzięki powiększeniu gamy modelowej Porsche w ostatnich kilkunastu latach odniosło wielki sukces. Niemcy po prostu z jednej strony pozwolili spełnić swoje marzenia o Porsche tym, których nie stać na 911, a z drugiej strony oddali trochę swojej magii tym, których na 911 stać, ale zwyczajnie go nie chcą.

Stąd tak wielki sukces Cayenne (tylko druga generacja sprzedała się w liczbie pół miliona egzemplarzy!) czy właśnie "zwykłej" Panamery.

Kombi tez może budzić pożądanie

Testowana Panamera Sport Turismo to rozszerzenie tej myśli. Bo choć Niemcy unikają tej nazwy jak ognia i nie znajdziecie jej w żadnym katalogu, Panamera Sport Turismo to po prostu Panamera w kombi. W pewnym sensie konkurent dla takich aut, jak choćby Audi RS6. Ale jak ktoś się uprze i powie, że to auto jedyne w swoim rodzaju, to będzie miał trochę racji.

I w zasadzie może i nie ma w tym nic dziwnego, że producent unika nazywania tego samochodu kombi. Panamera Sport Turismo jak na kombi… nie za bardzo wygląda jak kombi. To bardziej shooting brake, choć samochód jest pięciodrzwiowy. Bagażnik wcale nie jest dużo większy niż w "sedanie" (520 litrów, o 25 więcej), choć trzeba oddać, że jest do niego znacznie lepszy dostęp. Także i linia dachu nie jest jakaś pokraczna – opada trochę później niż w przypadku zwykłej Panamery i… to tyle.
Czy auto się podoba? Sam w pierwszej chwili byłem dość sceptyczny (choć druga generacja Panamery to ładne auto), ale z każdym dniem testu coraz bardziej się do niej przekonywałem. Spojrzenia zazdrosnych kierowców z innych aut jednoznacznie sugerują, że samochód podoba się i innym. Zresztą podejrzewam, że laik może pomylić Panemerę Sport Turismo z tradycyjną Panamerą.


Nie napisałem nic o tym, co w środku, ale tam nie ma żadnych zmian. To po prostu Panamera drugiej generacji. I dzięki Bogu, bo to udane wnętrze. Jest bardzo przestronnie z przodu, z tyłu komfortowo siądą dwie osoby. Piąta na kanapie się raczej nie zmieści, bo przez środek auta biegnie gigantyczny tunel. To auto czteroosobowe.

Jak to jeździ?

Na pewno nie jak kombi. Bardziej jak zwykła Panamera, czyli bardzo, ale to bardzo szybko. Testowana wersja została wyposażona w silnik V8. 550 koni mechanicznych, 770 Nm momentu obrotowego, prędkość maksymalna ponad 300 kilometrów na godzinę. Suche liczby w tym wypadku mówią same za siebie. A ponieważ to wersja Turbo, de facto nazwa auta robi się jeszcze bardziej pokraczna. Tak naprawdę to Porsche Panamera Sport Turismo Turbo. Nazwa niemal tak długa jak ten samochód.

Z wielkim smutkiem musze się przyznać, że – co widać na zdjęciach – moment testu zbiegł się z ostatnimi obfitymi opadami śniegu tej zimy, przez co Panamerą Sport Turismo zwyczajnie "nie poszalałem". Kilka spraw jednak zdążyłem zauważyć.
Po pierwsze: to absurdalnie szybkie auto. Z pakietem Sport Chrono samochód z miejsca przyspiesza do setki w 3,9 sekundy i zważywszy na rozmiary i pokaźną wagę auta, wywołuje to u kierowcy i pasażerów uczucie na pograniczu euforii oraz niedowierzania. Tak jak pisałem przy okazji jazd testowych nowym Cayenne – wyobraźcie sobie, że te dwie tony, co można przeliczyć na ponad 200 zgrzewek wody mineralnej, wybijają się z miejsca w rakietowym tempie. Oszałamiające. Panamera Sport Turismo w pewnym sensie przełamuje bariery. Przewiozłem tym autem osobę, która nie lubi dużych prędkości. Po zaprezentowaniu startu z miejsca tego auta najpierw dostałem burę, a potem zobaczyłem lekki uśmiech w kącikach ust i niedowierzanie w oczach.

Po drugie: wygląda na to, że Panamera Sport Turismo nie straciła swoich sportowych właściwości jezdnych, które powinna odziedziczyć po limuzynie. O ile w trybie komfortowym to przyjemne, mięciutkie auto do pokojowej jazdy, o tyle w trybach sportowych reakcja na wciśnięcie pedału gazu jest natychmiastowa, a sam samochód robi się znacznie sztywniejszy i bardzo precyzyjny w zakrętach. Przeciętny kierowca nie będzie w stanie doprowadzić tego samochodu do limitu możliwości. Wcześniej przegra ze strachem.
Po trzecie: elektronika działa. Nawet w ekstremalnie zimowych warunkach samochód sprawnie jedzie, rusza, hamuje i nie ślizga się. To wcale nie jest takie oczywiste, kiedy macie pod nogą moment obrotowy tej wielkości.

I taki miły bonus: spalanie. Owszem jeśli dacie Panamerze Sport Turismo w kość, spalanie będzie... sami wiecie jakie. Ale jeśli ruszycie w trasę z nastawieniem na komfortową podróż, wystarczy 11 litrów na sto kilometrów. Ja tyle miałem na 150-kilometrowym odcinku składającym się z dróg krajowych i szybkiego ruchu. Naprawdę. Przypominam: 550 koni pod maską.

Dla kogo to?

Ja szczerze mówiąc… nie wiem. Panamera Sport Turismo to po prostu delikatnie powiększona Panamera. I choć jest do niej bardzo podobna, czyli dalej kierowca widzi przed sobą maskę wielkości boiska do koszykówki, a auto z przodu i z tyłu nawet można pomylić z 911, jest jednak trochę bardziej pokraczna od zwykłej Panamery.

Oczywiście tanio też nie jest. Bazowa Panamera Sport Turismo Turbo, czyli tak jak na testach, to wydatek rzędu 774 tysięcy złotych. Oczywiście po dodaniu kilku niezbędnych dodatków nagle cena rośnie o kolejne sto tysięcy. Panamera Sport Turismo "bez Turbo" to wydatek ponad 550 tysięcy złotych. Z drugiej strony nikt nie obiecywał, że będzie tanio.
Przy tak niewielkim zysku w pojemności bagażnika trudno też udawać, że Panamera Sport Turismo jest jakoś niewiarygodnie praktyczna przy zwykłej Panamerze.
Ale nie ja wymyśliłem ten samochód, tylko ci sami ludzie, którzy sprawili, że po polskich drogach przewalają się dziesiątki Macanów i Cayenne’ów. Ja bym wolał zwykłą Panamerę, ale... sprzeda się.
Trwa ładowanie komentarzy...