Zmagania ze stereotypami to dla nich codzienność. Rodziny z dziesiątką dzieci nie mają w Polsce łatwo. Ile ich jest?

Państwo Artur i Agnieszka Mejer z zachodniopomorskiego Wierzchowa mają 13 dzieci. Jedenaścioro z nich to beneficjenci 500+.
Państwo Artur i Agnieszka Mejer z zachodniopomorskiego Wierzchowa mają 13 dzieci. Jedenaścioro z nich to beneficjenci 500+. Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Dla niektórych posiadanie jednego dziecka jest ogromnym wyzwaniem. A teraz wyobraź sobie, że takich maluchów masz 10 i więcej. Rodziny wielodzietne stereotypowo nie mają w Polsce dobrego PR-u, zwłaszcza po wprowadzeniu programu 500+. Postanowiłem przyjrzeć się rodzinom, które zdecydowały się mieć co najmniej dziesiątkę dzieci.

Mój ojciec wychował się w wielodzietnej rodzinie. W sumie było ich jedenaścioro - siedmiu braci i cztery siostry. Postaw ojca za linią, daj mamie pompony i możesz zdobywać osiedlowy puchar rodzin w piłkę nożną. Jednak lata 60. i 70., kiedy na świat przyszła większość zacnego towarzystwa, to był jednak zupełnie inny okres. Dzieci pojawiały się w szpitalach masowo, jak stal schodząca z hut i fabryk. W 1960 przyszło na świat 660 940 dzieci z czego aż 77 639 było piątym lub dalszym dzieckiem. Stanowiło to 11,7 proc. całej liczby urodzeń. Współczynnik dzietności zaczynał odklejać się od trójki i powoli leciał w dół.

Ciężko określić, od jakiej liczby dzieci rodzina staje się wielodzietna. Przyjęło się, że to familia posiadająca "liczne" potomstwo. Dla demografii to rodzina, która zapewnia rozszerzoną zastępowalność pokoleń, czyli taka gdzie życie rodzicom uprzykrzają co najmniej cztery bajtle. Z punktu widzenia ekonomii będzie to jednak rodzina posiadająca więcej niż trójkę urwisów. Od takiej liczby dzieci znacząco zmniejsza się zamożność rodziny. Wielodzietność w Polsce to tonący okręt, na przestrzeni poprzedniej dekady liczba obfitych familii zmalała o 400 tys.

Teraźniejszy stan urodzeń w Polsce na tym tle jest raczej fatalny. Według statystyk GUS w 2016 roku w Polsce urodziło się 382 257 dzieci. Tych piątych, szóstych, siódmych i kolejnych ledwie 6037. Ta liczba stanowi 1,6 proc. całej liczby urodzeń w tamtym roku. Niewiele. Współczynnik dzietności wyniósł 1,36. Niby lepiej niż rok wcześniej (1,28), lecz nadal wygląda to dość blado. Przyjmuje się, iż wynik między 2,10 a 2,15 jest wartością zapewniającą prostą zastępowalność pokoleń.


– Według danych przekazanych nam przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w 2016 roku żyło w Polsce 520 tysięcy rodzin wychowujących trzy i więcej dzieci – mówi naTemat Paweł Borządek ze Związku Dużych Rodzin 3+. – Łącznie to 2,7 mln osób żyjących w rodzinach wielodzietnych. Trudno jednak ustalić, ile z nich to rodziny, w których przyszło na świat więcej niż dziesięcioro dzieci – dodaje.

Rodziny wychowujące więcej niż dziesięcioro dzieci
Ile rodzin w Polsce wychowuje więcej niż 10 dzieciaków? My też nie mieliśmy pojęcia o jakiej skali można tutaj mówić, dlatego zapytaliśmy Główny Urząd Statystyczny. O dziwo, nawet tam nie było łatwo, ponieważ pełna charakterystyka takich rodzin jest możliwa do uzyskania tylko w oparciu o dane ze spisów powszechnych. Na rok 2011, kiedy odbył się ostatni taki spis, rodzin liczących 10 i więcej dzieci było 1139. Trzeba jednak pamiętać, że znaczna część zbieranych wówczas informacji pochodzi z badania reprezentacyjnego obejmującego ok. 20 proc. wylosowanych mieszkań, które następnie uogólniono na całą populację.

Rodzinom wielodzietnym nie żyje się łatwo. Mają najniższe dochody w przeliczeniu na jedną osobę, przy zwielokrotnionych wydatkach. Przekłada się to na fakt, iż 15,5 proc. rodzin z co najmniej 3 dzieci na utrzymaniu rezygnuje z zakupu wszystkich niezbędnych podręczników, 35,1 proc. rezygnuje z dodatkowych płatnych zajęć uzupełniających, a 29,7 proc. z dodatkowych, płatnych zajęć nadobowiązkowych. Tak wynika z raportu GUS "Warunki życia rodzin w Polsce" z 2014 roku. Takie osoby często są zmuszone zrezygnować z niezbędnych dla dzieci płatnych wizyt u lekarzy (10,1 proc.) i stomatologów (14,8 proc.). Niemalże 2/3 z nich nie zabiera maluchów na wakacje, a 20 proc. nie stać na zafundowanie dzieciakom szkolnych wycieczek.

Nelcowie, Mejerowie, Szumadowie...
Tak duże rodziny intrygują, czego dowodem jest medialne zainteresowanie rodziną Sławomira i Grażyny Nelec, u których gościł Andrzej Duda. Pisano również o liczącej 15 osób rodzinie Mejerów z zachodniopomorskiego Wierzchowa. Państwo Artur i Agnieszka Mejer pobierają 500+ na 11 dzieci.
W podkarpackich mediach pojawiał się wątek Emilii, Lubomiry, Marii, Zoriany, Kaliny, Marty, Iwanky, Sofii, Tatiany i Petro - dzieci państwa Szumadów z Przemyśla. To właśnie ten południowo-wschodni region Polski uchodzi za jeden z największym przyrostem naturalnym.

Najwięcej wielodzietnych rodzin żyje w Sierakowicach
Niekwestionowanym liderem w tej statystyce jest gmina Sierakowice. Ten słynący z beneficjentów 500 + region, posiada 13-krotnie większy przyrost naturalny niż reszta kraju. Widok rodzin wielodzietnych w kaszubskiej gminie nikogo zatem nie dziwi. Według danych tamtejszego GOPS-u, pomocą materialną w 2017 zostało objęte 115 rodzin wychowujących 4 i więcej dzieci. Liczba osób w takich gospodarstwach to aż 789 osób. Nietrudno zatem policzyć, że w wielu domach mieszkało więcej niż podana czwórka dzieci.

W innych częściach kraju również można znaleźć tak liczne rodziny. Z nie wszystkimi łatwo nawiązać kontakt, nawet przez stowarzyszenia, które się nimi zajmują. – W swoim stowarzyszeniu mamy cztery rodziny 10+. Proszę dzwonić po Wielkanocy – próbuje zbyć naszą rozmowę prezes Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza, Waldemar Wasiewicz. – Z góry mówię, że nie wiem, czy będą chcieli rozmawiać. Zdarzyło im się kilka niemiłych doświadczeń ze strony mediów – dodaje.
Trwa ładowanie komentarzy...