Nawet sobie nie wyobrażacie, od ilu lat powstaje "Bal czy szmal". Paweł Pawelec pomógł już tysiącom Polaków i Polek

Paweł Pawelec prowadzi "Bal czy szmal" praktycznie od zawsze.
Paweł Pawelec prowadzi "Bal czy szmal" praktycznie od zawsze. Fot. facebook.com/pawelecfactory
Lubicie "Bal czy szmal" na antenie radia Eska? Od poniedziałku do piątku chwilę po godzinie siedemnastej Paweł Pawelec wysłuchuje ludzkich dramatów i próbuje godzić rozpadające się związki. Często z sukcesem, a jeśli się nie uda, zawsze zostaje szmal na pocieszenie. Ale łatwo nie jest. – Kiedyś jakiś facet mówił mi, że zdradził, ale od zdradzonej dowiadywałem się, że to mu się zdarzyło już dziesiąty raz – opowiada w rozmowie z naTemat i tłumaczy, jak wygląda produkcja tej właściwie już kultowej audycji.

Ile to już lat trwa?

Niech pan teraz siądzie.

Siadam.

6 czy 8 lat robimy już "Wrzuć na luz", a wcześniej robiliśmy z Albertem poranki i ten program nazywał się "Zjedz Pawelca na śniadanie". To robiliśmy przez 13 lat, więc już około 20 lat tworzymy "Bal czy szmal" i "Wkrętarkę Alberta".

To niewiele krócej niż ja żyję.

No bo ja jestem starszy pan! Nie no, żartuję, ale pracuję w radiu już bardzo długo. Zawsze robimy z Albertem te sztandarowe godziny. Kiedy ludzie jadą rano do pracy albo ten popołudniowy "drive", tak to się nazywa. Wtedy ludzie nie maja wyjścia. Słuchają radia albo nawet do niego dzwonią.

W takim razie – na oko – ilu parom już pan pomógł?

Ojej. Codziennie jednej od poniedziałku do piątku.
Można pomnożyć 20 lat razy powiedzmy 300 dni w roku?

Tak. Chociaż pamiętajmy, że nie zawsze pomagam (śmiech). Ale można na to spojrzeć też w ten sposób, że zawsze pomagam, bo jeśli jest brany szmal, to proszący o wybaczenie nie powinien sobie więcej głowy zawracać tą drugą osobą. Jeśli ktoś oficjalnie bierze na antenie pieniądze, to nie jest wart uwagi.

To zawsze było 50 zł?

Tak.

A inflacja?

Ja byłem za tym, żeby to było pięć złotych, żeby bardziej bolało. Za przysłowiowego dolara. "Bal czy bucks". Gdyby było więcej, np. 200 zł, ludzie próbowaliby mnie oszukać. Braliby w tym udział jak w konkursie z nagrodami. A tak jest wymownie, zwłaszcza jeśli związek trwa od wielu lat. 50 złotych za 10 lat….mówi wszystko.


Rozumiem, że to nie jest ustawiony program?

To są prawdziwe historie. Nie ma żadnego researchera, który wcześniej umawia rozmówców. Zawsze dzwonię do pierwszej osoby w całkowitym zaskoczeniu, a później polujemy na tę drugą osobę. Jeśli nie odbiera to dzwonię z telefonu komórkowego i informuję, że jutro weźmie udział w naszej radiowej zabawie, o której nic więcej nie mogę powiedzieć i pytam, czy będzie pod telefonem. Mamy tyle konkursów w Esce, że ludzie nie mają pojęcia, w jakiej sprawie zadzwonię, a potem już jest za późno – trzeba rozmawiać. Zresztą zdarza się też, że łączę pary, których… nigdy nie było. Ktoś kogoś zauważył, a ta druga strona nie zareagowała, nie poczuła mięty… Wtedy też pomagam.
Czyli jednak ludzie się chętnie zwierzają?

Czasami długo muszę czekać, by się przede mną otworzyli. Żeby opowiedzieli wszystko co złego uczynili i to obcemu człowiekowi. Często słyszę od ludzi, że chcą pomocy, ale jednocześnie boją się powiedzieć mi wszystko. Wtedy kończę pierwszą część rozmowy, mówię, że puszczam muzykę w radiu, a sam dowiaduję się już wszystkiego poza anteną. Wtedy już z odpowiednią wiedzą dzwonię do drugiej połowy. Ta wiedza jest mi niezbędna do pogodzenia pary.

Wszystko musi pan wiedzieć?

Jeśli mnie oszukają albo nie powiedzą czegoś istotnego to zazwyczaj moja próba pomocy kończy się tragicznie. Jeśli nie mam całej wiedzy, dzwoniąc do drugiej osoby , szybko zostaję pokonany.

A w praktyce?

Najbardziej utkwiła mi historia mężczyzny, który zdradził swoją kobietę po kilkunastu latach związku. Powiedział, że pojechał wypocząć z grupą przyjaciół do Kazimierza Dolnego i tam doszło do zdrady. Nie powiedział mi jednak istotnej rzeczy. Kiedy do niej zadzwoniłem i próbowałem ją uspokajać, ona mnie zapytała, czy ja wiem, z kim on ją zdradził. Ja mówię, że z jakąś kobitą. A ona do mnie, że tu się bardzo, bardzo mylę. Że pojechał do Kazimierza Dolnego, ale zdradził ją z facetem. I to wywala jej całe życie, bo oni mają dzieci, a widziała smsy, jak pisał do niego. Ona już nie była w stanie się do niego przytulić, przestał być dla niej mężczyzną. Tym bardziej, że według niej kobiety za nim zawsze się oglądały. Zdradę z kobietą by mu wybaczyła.

Można się zdziwić.

Miałem dużo homoseksualnych historii. Nasłuchałem się tych głosów pełnych rozpaczy, w których starszy partner dowiadywał się na antenie, że był tylko skarbonką, że był wykorzystywany, że ktoś teraz nie chce być z takim starym "oblechem". To były takie teksty. Albo jakiś facet mówił mi, że zdradził, ale od kobiety dowiadywałem się, że to mu się zdarzyło dziesiąty raz.

Ale każdemu nie da się pomóc?

Mam codziennie 30-40 nowych zgłoszeń i tylko jedną szansę dziennie. W tych zgłoszeniach trzeba opisać swoją historię, przedstawić swój problem. Dziś już najczęściej dobrze wybieram parę, której historię uda się przedstawić na antenie. Zazwyczaj krótki opis mówi o tym, że facet ma dużo do ukrycia, długi opis przedstawia szaloną miłość, która nie wyszła. Wtedy już wiem, że będę miał do czynienia z kimś, kto się bardzo zakochał w kimś, kto się nie zakochał.
20 lat pomagania. Jest Pan cierpliwy.

Ja o te pary naprawdę ciężko walczę na antenie. To totalnie rąbie mi psychikę, jeśli jest w historii jakiś naprawdę poważny problem, a ja jestem ostatnią deską ratunku. Przecież czasami walczymy o całe rodziny z dziećmi. A trzeba jeszcze zadbać o to, by był w tym element zabawy dla słuchacza – to naprawdę trudny kawałek chleba.

Ci, którym się udało, pamiętają, komu to zawdzięczają?

Co święta dostaję pozdrowienia od słuchaczy. "Gdyby nie ty, nie byłoby nas" – i takie podobne historie. To bardzo miłe .

Ile?

Ze sto SMS-ów co święta.
Trwa ładowanie komentarzy...