Uwaga na kradzionego "holendra"! Polacy kradną rowery w Holandii, które potem lądują na aukcjach internetowych

Ładna pogoda sprzyja rowerowym wycieczkom pod warunkiem, że mamy rower. A jeśli przyjdzie nam do głowy pomysł, że moglibyśmy kupić swoje dwa kółka przez internet, to może pojawić się problem...
Ładna pogoda sprzyja rowerowym wycieczkom pod warunkiem, że mamy rower. A jeśli przyjdzie nam do głowy pomysł, że moglibyśmy kupić swoje dwa kółka przez internet, to może pojawić się problem... Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta
Statystyki holenderskiej policji wskazują, że tylko w ubiegłym roku skradziono w tym kraju ponad 90 tysięcy rowerów. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo w Holandii zgłasza się jedynie 25 proc. kradzieży. Wśród złodziei bardzo często przewijają się Polacy, którzy swoje fanty sprzedają w internecie. Jak nieświadomie nie zostać paserem? Jest strona, która pomoże.

Robi się coraz cieplej i wiosna rozpoczyna się na całego. Dla wielu z nas to czas, kiedy przesiadamy się z komunikacji miejskiej lub swoich czterech kółek na rower. Niektórzy decydują się wtedy nawet na zakup własnego jednośladu, często używanego, bo taniej, najlepiej z Holandii, bo dobry jakościowo. W sieci jest mnóstwo ofert rowerów tego typu. Sprawdziliśmy. Ich ceny na przykład na serwisie OLX wahają się od 150 zł do ponad 2000 zł.
Ale tu często pojawia się pewien haczyk. Sprzedający bardzo często nie mają dokumentów wystawionego na aukcji roweru, bo „kupili go tam i przywieźli ze sobą” lub, że po prostu „nie mają ich i już”. Często też powód jest bardzo prozaiczny.
Rafał Muszczynko ze stowarzyszenia rowerowego "Zielone Mazowsze"

Firmy powinny mieć dowód zakupu. Ale rowery sprowadzane z Holandii często mają po 30 lat i mało kto przez 30 lat, jeśli kupujemy sprzęt od osoby prywatnej, trzyma dowód zakupu, czyli w tym przypadku paragon.

Ale zawsze w tych przypadkach przezorny kupujący powinien sprawdzić swojego upatrzonego "holendra". Dlaczego? Według holenderskich ubezpieczycieli, którzy powołują się na statystyki tamtejszej policji, tylko w 2017 roku skradziono w Holandii ponad 90 tysięcy rowerów. Ale to jeszcze nic, bo jeśli wierzyć ustaleniom AVc, fundacji, która zrzesza holenderskich producentów pojazdów i ubezpieczycieli, że w tym kraju zgłasza się tylko 25 proc. kradzieży, to mamy do czynienia z dużo większą liczbą. Niektóre źródła, jak Fietserbond (jedna z największych tego typu organizacji reprezentujących interesy rowerzystów w Holandii - przyp. red.) mówią tu nawet o ponad 450 tysiącach skradzionych rowerów rocznie.

Polski akcent
Wśród złodziei jednośladów w Holandii wielokrotnie przewijają się niestety nasi rodacy. Widząc jakość holenderskich rowerów i popyt na nie w Polsce, wietrzą łatwy biznes. Tylko w tym roku w Holandii policja zatrzymała pięciu Polaków, którzy byli zamieszani w kradzież jednośladów. Trzech z nich aresztowała w lutym policja w Amersfoort.
W skład ich szajki wchodził też Holender. Zostali przyłapani w jednym z garaży razem z kilkunastoma skradzionymi rowerami i samochodem z polskimi tablicami rejestracyjnymi, którym najprawdopodobniej chcieli wywieźć rowery z Holandii. Pozostałych dwóch Polaków zatrzymano w styczniu, też w okolicach Amersfoort, w busie wyładowanym po brzegi skradzionymi jednośladami.

Do jednego z największych zatrzymań polskich złodziei doszło w październiku ubiegłego roku w Hadze i Schiedam. W sumie aresztowano sześć osób. Według ustaleń holenderskiej policji złodzieje działali głównie na plażach i bulwarach w południowej części wybrzeża Holandii pomiędzy Katwijk i Hoek van Holland. Policja oszacowała, że szajka, która działała w Holandii najprawdopodobniej od marca 2017 roku, mogła ukraść i wywieźć do Polski nawet 1000 rowerów.
Jak się wystrzegać skradzionego towaru?
Problem pojawia się w momencie, gdy taki skradziony jednoślad trafi na polski rynek i wtopi się w internetowe oferty sprzedających, którzy podobnie jak złodziej, nie mają dokumentów na swoje rowery. Co zrobić gdy podoba nam się taki jednoślad i mamy zamiar go kupić, ale nie chcemy zostać oskarżeni o paserstwo? Bo przypomnijmy, że paserem nieumyślnym jest ten:

Co mówi prawo? Art. 292. kodeksu karnego

§ 1. Kto rzecz, o której na podstawie towarzyszących okoliczności powinien i może przypuszczać, że została uzyskana za pomocą czynu zabronionego, nabywa lub pomaga do jej zbycia albo tę rzecz przyjmuje lub pomaga do jej ukrycia, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. W wypadku znacznej wartości rzeczy, o której mowa w § 1, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Istnieje prosta metoda, żeby sprawdzić, czy dany rower nie jest kradziony. W Holandii powstała strona internetowa Fietsdiefstalregister, na której możemy zweryfikować, czy jednoślad nie pochodzi z kradzieży. Wystarczy poprosić sprzedającego o zdjęcie naklejki z numerem ramy lub numerem seryjnym i wpisać go w rubrykę: „Zoek op merk en framennumer”, po wcześniejszym wybraniu modelu roweru.

Jeśli na wyświetlonym wykazie przy pozycji „Gestolen” pojawi się napis „Nee” to znaczy, że spokojnie możemy złożyć ofertę sprzedawcy. Ale abstrahując od rowerów z Holandii. W przypadku zakupu każdego roweru z drugiej ręki należy sprawdzać numer ramy lub numer seryjny. Dlaczego?


– Zdarzają się na przykład bardzo proste machinacje numerów na rowerze np. przebicie ósemki z trójką. Dlatego trzeba przygadać się numerom, bo od razu widać, że ktoś przy nim grzebał. Ale przede wszystkim trzeba pytać się o dowód zakupu, bo czasem jest też tak, że polskie firmy kupują rowery, które są wyciągniętym z kanału, czy odciętym z parkingu złomem i może się zdarzyć taka sytuacja, że kupili w dobrej wierze to co było złomem, ale sprzedają w kraju jako sprawne rowery – mówi Rafał Muszczynko.
Trwa ładowanie komentarzy...