Obywatelka Malinowska przegrała z Kaczyńskim. Ale nie zamierza mu odpuszczać za "najgorszy sort Polaków"

Krystyna Malinowska w lutym ubiegłego roku pozwała Jarosława Kaczyńskiego za określenie "najgorszy sort Polaków". Sąd jednak uznał, że prezes Prawa i Sprawiedliwości nie jest niczemu winny, a jego wypowiedzi są "niekonkretne".
Krystyna Malinowska w lutym ubiegłego roku pozwała Jarosława Kaczyńskiego za określenie "najgorszy sort Polaków". Sąd jednak uznał, że prezes Prawa i Sprawiedliwości nie jest niczemu winny, a jego wypowiedzi są "niekonkretne". Fot. Archiwum prywatne Krystyny Malinowskiej
– Moim zdaniem prezes nie mówił o "najgorszym sorcie Polaków" do kosmitów, tylko do konkretnych ludzi. A robił to po to, by dotrzeć do swojego twardego elektoratu. A to, że nas obraził i sponiewierał, to już efekt uboczny, na który się nie zgadzamy – mówi nam Krystyna Malinowska z Obywateli RP, która poczuła się dotknięta sformułowaniem "najgorszy sort Polaków". I pozwała autora tych słów – prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Nie wygrała, ale nie chce się poddawać. – Zamierzam się odwoływać, i to aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – deklaruje.

W lutym ubiegłego roku Krystyna Malinowska postanowiła złożyć pozew przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie spodobało jej się, gdy prezes PiS w Telewizji Republika w grudniu 2015 roku podzielił Polaków, mówiąc o części "najgorszy sort".
Jarosław Kaczyński
wypowiedź z grudnia 2015 roku w Telewizji Republika

W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. (...) To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. I ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony. (...) Wojna, komunizm, później transformacja przeprowadzona, tak jak ją przeprowadzono, właśnie ten typ ludzi promowała, dawała mu wielkie szanse; dziś on boi się, że te czasy się zmienią.

Na wyrok trzeba było czekać przez rok. Sędzia Agnieszka Wlekły-Pietrzak w uzasadnieniu napisała, że "samo subiektywne odczucie osoby, że wypowiedź jej dotyczy" nie może stanowić okoliczności rozstrzygającej o zasadności pozwu.

– Analiza treści wypowiedzi zawartych w pozwie wskazuje, że nie dotyczą one ani konkretnych osób, ani konkretnych podmiotów zbiorowych, mają charakter metaforyczny i nie da się wywieść, iż dotyczą one powódki – przekonywała sędzia warszawskiego Sądu Okręgowego. Prezes Kaczyński nie musi przepraszać, ani wypłacać 20 tysięcy odszkodowania na cele charytatywne. Ale wyrok nie jest prawomocny. A Malinowska już zapowiada, że się od niego odwoła.

Jako jedyna w Polsce pozawała pani Jarosława Kaczyńskiego za określenie "najgorszy sort Polaków". Naprawdę sądziła pani, że prezes PiS przeprosi?


Życzyłabym sobie, żeby pan prezes mnie przeprosił, nas przeprosił, wszystkich Polaków, którzy poczuli się dotknięci jego słowami. A poczuli się, co widać na przykład na portalach społecznościowych.

Czyli ten pozew złożyła pani nie tylko w swoim imieniu?

Pozew jest mój, indywidualny, ale niejako na zapotrzebowanie większego grona Polaków. Nie można zbiorowo pozywać o ochronę dóbr osobistych, ale obrażać już można zbiorowo. Odzew na ten mój krok był ogromny, co można przeczytać na wielu portalach i w komentarzach pod różnymi artykułami w sieci. Choć muszę przyznać, że byli i tacy, którzy mi grozili, wyzywali mnie. Jednak w większości odzew był pozytywny. Do tej pory mam poparcie wielu osób, bo nie walczę tylko o swoje, ale i o innych.
Jak się okazuje Kaczyński ani nie przeprosi, ani nie wypłaci 20 tys. złotych na cele charytatywne. Jego pełnomocnik tłumaczył, że prezes PiS nie mógł pani obrazić, bo przecież nawet pani nie zna, a jego wypowiedź była "niekonkretna".


Moim zdaniem prezes nie mówił tego ("najgorszy sort Polaków" – red.) do kosmitów, tylko do konkretnych ludzi. A robił to po to, by dotrzeć do swojego twardego elektoratu. A to, że nas obraził i sponiewierał, to już efekt uboczny, na który się nie zgadzamy.

Zgodnie z obietnicą informuję, że sprawa Malinowska vs Kaczyński, runda druga, 22 marca 2018r., godzina 10:00 rozprawa...

Opublikowany przez Krystyna Malinowska 16 marca 2018

Jest pani wkurzona, czy zawiedziona?


Nie, nie. Spodziewałam się takiego orzeczenia, chociażby dlatego, że trzeba naprawdę dużo odwagi, by przeciwstawić się wyrokiem prezesowi Kaczyńskiemu. A przecież wiemy, w jakim kierunku idzie reforma sądownictwa... Niestety nie wszyscy sędziowie mają odwagę. I najlepiej jest zepchnąć tę sprawę na kolejny organ, niech oni się martwią i coś poradzą z tym gorącym kartoflem.

Czy ten gorący kartofel pójdzie dalej? Będzie się pani odwoływać od tej decyzji?


Oczywiście. Zamierzam się odwoływać, i to aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Czyli po całości.

Po całości, dlatego chociażby, że zostałam uznana za zdrajcę, bo do komisarzy europejskich zgłosiłam informację o tym, że w Polsce znów zaczyna dziać się źle, że jesteśmy zaniepokojeni sytuacją, że są łamane prawa, niszczona jest konstytucja i Trybunał Konstytucyjny. Za to zostałam uznana za zdrajcę, dlatego teraz skorzystam z unijnych narzędzi i instytucji, które są dosyć mocno wyczulone na ochronę dóbr osobistych, a zwłaszcza godności.

Sądzi pani, że coś w tej sprawie ugra? Czy to bardziej manifest?


Gdyby jakikolwiek inny polityk z innej opcji poniewierał obywateli przeciwnej strony, to też by mi się to nie podobało. Często koryguję ludzi, że jednak nie możemy postępować tak, jak "oni". Tylko powinniśmy pokazywać, że można inaczej, że można powiedzieć to, co się chce, ale niekoniecznie obrażając innych.

No właśnie, o to też chciałam zapytać. Podczas manifestacji Obywatele RP, do których pani należy, też czasami obrażają prezesa PiS.


Ale w świetle orzeczenia, które wczoraj pani sędzia wydała, jeżeli te obelgi nie są kierowane bezpośrednio (z imienia i nazwiska), to nie są kierowane do pana prezesa, tylko gdzieś w komos. Także myślę, że pan prezes nie powinien czuć się obrażony. Jeżeli prawo ma działać, to musi w obie strony.

Mówiła pani, że uważa na słowa i czasami uspokaja manifestujących, by te protesty miały pokojowy charakter, by nikt nikogo nie obrażał.

Dokładnie tak. To właśnie pokazuje, że potrafimy szanować innych ludzi i ich poglądy. Oczywiście, że można się spierać na argumenty bardziej lub mniej dobitne, ale bez używania obraźliwych słów. Kiedyś moja nauczycielka języka polskiego powiedziała, że słowa potrafią bardziej ranić niż nóż. Staram się wszystkich korygować, najbardziej odczuły to moje córki.

Odpowiadając na pani pytanie, na pewno jest to manifest pokazujący, że chcemy uczestniczyć również w życiu politycznym, jako obywatele, którzy świadomie głosują, podejmują decyzje i biorą odpowiedzialność za swoich przedstawicieli. My też mamy przedstawicieli w Sejmie, którzy także są obrażani w debacie publicznej

W jednym z wywiadów mówiła pani, że obywatelskim obowiązkiem jest reagowanie, gdy w państwie źle się dzieje. I pani reaguje: pisząc do urzędników unijnych, zawiadamiając prokuraturę. Ile już ich pani złożyła, ile listów wysłała?

Jestem aktywna. Odezwę na razie napisałam raz i wysłałam ją drogą elektroniczną do europarlamentarzystów. Natomiast do biur komisarzy wysłałam ją w formie papierowej. Złożyłam też kilka zawiadomień do prokuratury, m.in. na panią Małgorzatę Gosiewską, pana Jana Żaryna.

Na tej liście była także Krystyna Pawłowicz.

Tak, pani Krystyna Pawłowicz łącznie z panem Kaczyńskim za sejmowy występ. Chodziło o mordy zdradzieckie, które kazała zamknąć. Pozwałam jeszcze pana Romana Sklepowicza i pana Waldemara Bonkowskiego, który mówił o jakichś tam wdowach ubeckich. A ja nie poczuwam się, że jestem ubecką wdową, czy potomkiem ubeków.

Co na to prokuratura?


Nie widzi potrzeby ścigania tych przestępstw z urzędu, umarza wszystko. Jedynym sposobem jest powództwo cywilne, obecnie trwa postępowanie wobec pani Małgorzaty Gosiewskiej. Jest to prywatno-karny akt oskarżenia, który najprawdopodniej także będzie "uwalony". Ze względu na to, że w każdym momencie może włączyć się prokurator, który będzie wnioskował o oddalenie sprawy.

Nie szkoda pani na to czasu i energii?

Teraz nie jest mi szkoda na to czasu i energii. Dość długo żyliśmy w marazmie, byliśmy ugłaskani. W końcu czara się przelała i już teraz obywatele nie mogą być cicho, nie mogą być potulni. Wśród obywateli mamy coraz większe oświecenie, wyższą świadomość. O to właśnie walczymy, by Polacy byli świadomi swoich praw, ale i swoich obowiązków. Nie tylko mamy praw, ale i obowiązki. I jednym z takich obowiązków jest właśnie walka o godne traktowanie ludzi. To nie jest przywilej, ale obowiązek.

"Zadziera" pani przecież z najważniejszymi osobami w państwie. Pewnie nie jest już pani dla nich osobą anonimową, nie boi się pani, że któregoś ranka zapukają do drzwi...?


I co, zastrzelą mnie? No cóż, trudno.

A zupełnie poważnie – nie towarzyszy pani działaniom strach?

Na razie jeszcze nie odczułam nagonki na moją osobę czy rodzinę. Starają się mnie przekonywać, że nadal w Polsce istnieje demokracja, że każdy może mówić to, co uważa za słuszne. Ja z tego korzystam. I jest to jednocześnie moją bronią, bo kiedy zostanę "tknięta", to oznaczać będzie, że demokracja w Polsce się skończyła.

Wielu ludzi boi się wychodzić na ulice, pewnie pamięta pani o procesie Obywateli RP, których postawiono przed sądem za to, że usiedli na ulicy podczas miesięcznicy smoleńskiej.


I to jest właśnie istotne w działaniu Obywateli RP. Bardzo wąska grupa jest nastawiona na to, że będzie ponosiła konsekwencje. Ja również się do niej zaliczam. Mamy świadomość tego, że możemy odpowiadać karnie. Bo walczymy w imię wyższych idei, nie tylko swoich własnych. Cytując klasyka: "nie chcę, ale muszę".

Tu chodzi o przyszłość moich córek, wnuków i wszystkich obywateli, którzy podzielają moje poglądy, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, bez względu na to, kim jest, kogo reprezentuje, jak wygląda. I tego szacunku oczekujemy także od polityków, którzy powinni zważać na język, jakim się komunikują.
Trwa ładowanie komentarzy...