Na ten film nie możesz wziąć popcornu – będzie tak cicho. To może być najlepszy horror 2018 roku

Dzieło Johna Krainskiego jedna krytyków i widzów. Ma szansę stać się najlepszym horrorem tego roku. W jednej z ról zobaczymy widoczną na zdjęciu żonę reżysera - Emily Blunt
Dzieło Johna Krainskiego jedna krytyków i widzów. Ma szansę stać się najlepszym horrorem tego roku. W jednej z ról zobaczymy widoczną na zdjęciu żonę reżysera - Emily Blunt Kadr z filmu "Ciche miejsce"
"Ciche miejsce" to horror inny niż wszystkie. W niezwykle przemyślany sposób operuje dźwiękiem, a raczej jego brakiem. W filmie dialogi są na migi, a bohaterowie chodzą boso, by nie narobić hałasu. W post-apokaliptycznym świecie Ziemią rządzą krwiożercze potwory wyczulone na dźwięk. Jesteś głośny - stajesz się ich obiadem. Twórcą filmu, który w piątek 13 kwietnia wchodzi na ekrany polskich kin, jest pół-Polak, pół-Irlandczyk John Krasinski.

Nad horrorem "Ciche miejsce" rozpływają się krytycy na całym świecie - praktycznie wszystkie recenzje ma pozytywne. "To wyjątkowe dzieło! Znakomicie zagrane, ale i tak największą gwiazdą tego filmu jest cisza i to, co robi z nią kamera" – pisze sam Stephen King. Film jest przebojem w USA - zaliczył drugie (po "Czarnej Panterze") najlepsze otwarcie 2018 roku. Co jest w nim takiego wyjątkowego?
Cisza nocna całą dobę
Dawno żaden film nie sprawił, że serce podchodziło mi do gardła, a palce wbijałem w oparcia fotela. "Ciche miejsce" ma naprawdę mocne momenty, w których emocje sięgają zenitu. Swoje modus operandi opiera na patencie odwrotnym do innych horrorów. W dziele Krasinskiego im jest ciszej, tym jest straszniej. Nie dało się uniknąć stworów wyskakujących znienacka, ale jest to po raz pierwszy w pełni uzasadnione.
John Krasinski
Reżyser "Cichego miejsca"

"Nasłuchiwałem wszystkiego. Dźwięku sztućców, odgłosu upadającego na podłogę talerza, zrzucanych ze stóp butów. Szybko zamieniło się to w pewnego rodzaju grę, w której moja żona (Emily Blunt) i ja staraliśmy się być cicho, zwracać się do siebie spokojnie. Jeśli któreś z nas zachowało się głośno, mówiliśmy do siebie „Już nie żyjesz”. To dało nam najwięcej podczas przygotowań do pracy na planie. Znaleźliśmy nawet sposób, by do scenariusza przedostały się realne sytuacje. Kiedy Emily mówiła „Jestem przerażona, nie chcę sobie tego nawet wyobrażać”, z miejsca trafiało to do scenariusza".
Czytaj więcej

Kiedy inne horrory napędzają nam pietra w sztuczny sposób - w scenie nagle, magicznie nikną dźwięki, muzyka i nagle bum, trzaskają drzwi, w "Cichym miejscu" jest to bardziej naturalne. Potwory, które przypominają Demogorgona ze "Stranger Things" są ślepe, ale mają ekstremalnie dobry słuch, a "widzą" za sprawą echolokacji, wydając charakterystyczne dźwięki klikania (niczym Klikacze z gry "The Last of Us"). Nie wiadomo skąd się wzięły, ale wiadomo, że jedyną szansą na przetrwanie w świecie niedalekiej przyszłości jest bezszelestne poruszanie.
Horror rodzinny
39-letni John Krasinski ma polsko-irlandzkie pochodzenie. Występuje w filmie w potrójnej roli: reżysera, scenarzysty i jednego z głównych bohaterów. Na ekranie partneruje mu Emily Blunt ("Diabeł ubiera się u Prady", "Na skraju jutra", "Sicario"), która prywatnie też jest jego żoną. – Pokochałam w tym scenariuszu to, że tak naprawdę dotyka moich największych lęków, sytuacji, w której nie mogłabym chronić moich dzieci – mówi aktorka. – Kocham głębię i piękno tej historii, która wymyka się gatunkowi horroru. A poza tym John i ja nigdy wcześniej nie pracowaliśmy razem.
W filmie przyglądamy się losom rodziny, która wyszła aktorom i bardzo realistycznie. Przejmujemy się rodzicami, którzy próbują radzić sobie w tej nieciekawej sytuacji, a dzieciaki irytują. Jak to dzieci. – Jeśli sytuacja, w jakiej znaleźli się Abbotowie, sprawi, że trzymasz ich stronę, będziesz zaskakiwany w tych samych momentach, w których oni są zaskoczeni, będziesz smutny, kiedy oni są smutni, będziesz bezbrzeżnie przerażony, kiedy i oni będą się tak bali. Właśnie na tym zależało mi najbardziej – sprawić, że publiczność pokocha Abbotów, którzy są naprawdę wspaniałą rodziną. Tak, by widzowie bali się o nich, kiedy zdarzają się te wszystkie straszne sytuacje – tłumaczy Kasiński, którego do tej pory znaliśmy przede wszystkim z serialu "Biuro".

Cisza na planie!
Film Krasinskiego jest sprawnie nakręcony, nie ma w nim przestojów czy prowizorki w efektach lub scenografii. Nie wyłamuje się z konwencji amerykańskiego horroru, ale czuć w nim artystyczny sznyt. Jednak to, co wyróżnia go na tle innych produkcji, to zarażanie strachem - zachowanie bohaterów z ekranu przenosi się na salę kinową. Kiedy postacie są w niebezpieczeństwie i próbują zachować stoicki spokój, my również wstrzymujemy oddech - trochę ze strachu, a trochę przez to, że czujemy się kolejnym członkiem rodziny. Nie chcemy też przeszkadzać innym widzom.
Twórcy udała się niesamowita sztuka, która zazwyczaj dotyczyła tragicznych dramatów i kina moralnego niepokoju, aniżeli horroru - przeżywamy osobiście wydarzenia w filmie. Dlatego nie wyobrażam sobie, by na salę kinową wchodzić z popcornem i colą - nie będzie okazji by sobie pochrupać i posiorbać, bo w "Cichym miejscu" nie ma wielu głośnych momentów na drobne hałasowanie. Najedzcie się wcześniej, by nie najeść się wstydu w trakcie seansu.

"Ciche miejsce" ma szansę powtórzyć sukces zeszłorocznego thrillera "Uciekaj!", który również nieoczekiwanie stał się przebojem, bo straszył w oryginalny sposób. Wydaje mi się, że o "Cichym miejscu" Krasinskiego już jest o wiele głośniej.
Trwa ładowanie komentarzy...