W 5 sekund od Marka do mema. Zuckerberg zrobił swoje, ale to, jak się zachowywał, internet zapamięta mu na długo

W 5 sekund od Marka do mema. Przesłuchanie poligonem doświadczalnym Zuckerberga na polu wizerunkowym
W 5 sekund od Marka do mema. Przesłuchanie poligonem doświadczalnym Zuckerberga na polu wizerunkowym Kadr z przesłuchania Marka Zuckerberga
Cóż to było za przedstawienie! Grillowanie Marka Zuckerberga w amerykańskim Kongresie śledziły miliony ludzi z całego świata. Twórca Facebooka, obkuty niczym student na zaliczenie, wypadł dobrze, akcje firmy nawet podskoczyły, ale widzowie tego show zwracają uwagę na coś innego. To, jak popularny "Zuck" się zachowywał. Porównania do robota nie są tutaj przypadkowe.

Na temat przesłuchania przed komisją senacką Marka Zuckerberga zostało już dużo napisane. Pokazywaliśmy wam, jak wiekowy już senator bezbłędnie docisnął twórcę Facebooka bardzo szybko pokazując mu, co to właściwie jest monopol.

Jednak w morzu zeznań, w których Zuckerberg tłumaczył senatorom jak działa internet, padły konkrety dot. wykorzystania rozmów przez Facebooka do targetowania reklam, którym twórca serwisu zaprzeczył, oraz o fake newsy, z którymi Zuckerberg zamierza walczyć. Stwierdził on również, że Facebook jest darmowy i taki pozostanie. Przynajmniej jedna z jego wersji.

Ale ten tekst nie jest o dyskusji stricte merytorycznej. Przesłuchanie Marka Zuckerberga miało zupełnie inny wymiar, zarówno dla przesłuchujących, jak i samego przesłuchiwanego. No i oczywiście widzów z całego świata. Bo ci, którzy nie operują danymi i faktami, swój odbiór opierają na zachowaniu i reakcji innych ludzi. – Dobrze, że Zuckerberg zorientował się, że jeśli będą go przesłuchiwać prawie 70-letni senatorowie i kongresmeni, którym tak daleko do zawiłości Facebooka i internetu jak nam do Nowej Gwinei, to sprytnie z jego strony, że to (brak ich znajomości technikaliów – red.) wykorzystał – stwierdza w rozmowie z naTemat Zbigniew Lazar, ekspert ds. komunikacji i PR.

Był przygotowany do walki i... do okazania skruchy
Zdaniem Lazara Zuckerberg wypadł podczas przesłuchania lepiej niż podczas jednego z wywiadów, którego udzielił na początku swojej biznesowej kariery. – Wtedy pocił się i jąkał. Widać, że był zupełnie nieprzygotowany, wystraszony. Natomiast tutaj był doskonale przygotowany, wg. mnie, z punktu widzenia amerykańskiego. Jako Europejczyk mam z kolei pewne zastrzeżenia. Ogólnie wypadł cukierkowo, sztampowo i przewidywalnie. Ale z drugiej strony występował przed amerykańską komisją, więc musiał im dać to, czego oni chcieli. Mieliśmy więc do czynienia z 10-krotnym przepraszaniem, kajaniem się, miną skruszonego człowieka, mówieniem, że on wszystko zmieni zgodnie z zasadą takiej komunikacji kryzysowej: przyznać się i działać. Był opanowany i nie było nerwowych tików – opisuje Zbigniew Lazar.


Trzeba też przyznać, że dobór stroju Zuckerberga, którego cały świat zna z jeansów i zwykłego t-shirta, nie był przypadkowy. – Ubrał się w garnitur i nie wiem, czy on ma taką fryzurę, ale wydaje mi się, że podstrzygł się trochę – stwierdza nasz ekspert. – Stonowana koszula jasnobłękitna, garnitur też nie jakiś wystrzałowy. No i przede wszystkim szedł uśmiechnięty, starał się odpowiadać na dziennikarskie pytania, nie ignorował ich. Na początku przywitał się też z tymi wszystkimi starszymi panami senatorami, podszedł do nich, potem kilku z nich do niego podeszło. To wszystko było zorganizowane – mówi ekspert.

Ale taki strój nie jest zaskoczeniem. Zdaniem Wisława Gałązki, kierownika pracowni badań komunikacji politycznej i PR w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, Stany Zjednoczone są państwem, w którym pewne organy są szanowane, w odwrotności do Polski. – Człowiek idący tam (do Kongresu – red.) ubiera się w sposób właściwy do okoliczności. Nikt, nawet sławny artysta, w tak poważnych okolicznościach jakim jest przesłuchanie przed komisją w Kongresie, nie pojawiłby się tam w jakimś abstrakcyjnym stroju – mówi Wiesław Gałązka.

Przeprosić i obiecać poprawę
Zdaniem ekspertów nawet moment, kiedy pytania zadawał senator Durbin i właściciel Facebooka został zapędzony do kąta, Zuckerberg wyszedł z tego obronną ręką. – Bardzo dobrze z tego wybrnął. Zuckerberg uwiarygodnił to, co mówił, że nawet, jeżeli jakaś informacja się wymsknęła z Facebooka, to na pewno niespecjalnie, bo on nawet takich informacji jak: co jadł na śniadanie, albo komu wysłał kartkę świąteczną, na pewno nie zdradzi. Zwłaszcza publicznie – tłumaczy Zbigniew Lazar.
Robot ze Startrecka
Internauci zwrócili jednak uwagę na sztuczność wypowiedzi Zuckerberga. Może i był przygotowany, ale mało naturalny w swoim zachowaniu. Nie trzeba było długo czekać na to, aż właściciel Facebooka stanie się memem. Ostatecznie był trochę jak uczniak sprowadzony do rzeczywistości ze swojej idealnej wieży z kości słoniowej przez brutalny (może nie do końca kompetentny) świat wielkiej polityki. Najbardziej w oczy rzuca się jednak ta sztuczność, nie bez powodu pojawiają się żarty o tym, że zachowywał się jak android, który trafił między ludzi.

Zauważono także, że Zuckerberg... usiadł na swojej teczce. – Podejrzewam, że zrobił to, żeby zatrzeć różnicę wzrostu między nim a siedzącymi po jego obu stronach osobami, prawnikami, bo to będzie źle wyglądało w telewizji. Ale także na takiej zasadzie, żeby nie pokazać siebie jako osoby mniej ważnej, siedzącej na straconej pozycji. Nie, on ma być na równi ze wszystkimi – wyjaśnia Lazar.
Zuckerberg przyjął słuszną taktykę, bo dzięki niej słupki Facebooka na giełdzie odbiły się do góry – pierwszy raz ok kilkunastu dni.
Trwa ładowanie komentarzy...