"Grożą mi śmiercią. Boję się, że ktoś mnie zabije". Ksiądz Jegierski coraz ostrzej o sprawie sporu z Morawieckimi

Ks. Tomasz Jegierski twierdzi, że boi się o własne życie.
Ks. Tomasz Jegierski twierdzi, że boi się o własne życie. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
– Wysłannicy Kornela Morawieckiego grożą mi śmiercią. Boję się o siebie, żyję w ciągłym strachu – mówi w rozmowie z "Super Expressem" ks. Tomasz Jegierski. To ten duchowny i działacz charytatywny, który utrzymuje, że pożyczył ojcu premiera Mateusza Morawieckiego 96 tys. zł ze środków otrzymanych wcześniej z banku, szef rządu kierował przed wejściem do polityki. Kornel Morawiecki twierdzi, że ksiądz kłamie.

W najnowszym wywiadzie ksiądz Tomasz Jegierski przypomina o kulisach rzekomej pożyczki. Pod koniec 2012 roku miał zgłosić się do niego współpracownik Kornela Morawieckiego. – Powiedział, że może załatwić dla mojej fundacji dotację z banku, któremu szefował Mateusz Morawiecki, syn posła. Zgodziłem się, bo pieniądze te przydałyby się w niesieniu pomocy potrzebującym dzieciom. Jednak zaraz po tym, jak pieniądze trafiły na konto fundacji, usłyszałem, że teraz trzeba się odwdzięczyć – stwierdza duchowny.

Ks. Tomasz Jegierski miał przynieść pieniądze na spotkanie, na którym miano domagać się od niego przekazania ich Kornelowi Morawieckiemu. – Mówiono, żebym dał całą kwotę bez pokwitowania. Powiedziałem, że nie ma mowy. Wtedy zaproponowano mi, abym pożyczył tę sumę. Zaakceptowałem to, ale zażądałem potwierdzenia na piśmie – mówi kapłan, który twierdzi, że wiele miesięcy prosił o zwrot długu. Nikt nie chciał mu oddać pieniędzy. Miały zacząć się za to pogróżki. – Mówiąc wprost: grożono mi śmiercią (...). Boję się, że ktoś mnie zabije! – mówi dziennikowi.

Duchowny wcześniej opowiedział między innymi o tym, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego "wjechała" do domu jego 94-letniej babci. Tylko po to, by znaleźć dokument, który potwierdza, że Morawiecki przyjął 96 tys. zł.

Przypomnijmy, że ks. Jegierski twierdzi, iż ojciec premiera pożyczył od niego 96 tys. zł w zamian za uzyskanie przez kapłana dotacji na działalność charytatywną z banku BZ WBK, którym kierował wówczas Mateusz Morawiecki. Ojciec premiera stanowczo odciął się od zarzutów i dodał, że to on był szantażowany. 


źródło: "Super Express"
Trwa ładowanie komentarzy...