Tak się "bawią" na Wykopie. Robią dziewczynom zdjęcia z ukrycia i wrzucają do sieci

Użytkownicy Wykopu mają świetną "zabawę": robią zdjęcia dziewczynom z ukrycia i wrzucają je stronę, którą oglądają miliony ludzi.
Użytkownicy Wykopu mają świetną "zabawę": robią zdjęcia dziewczynom z ukrycia i wrzucają je stronę, którą oglądają miliony ludzi. Screeny z Wykopu
Mikroblog na Wykopie to specyficzne miejsce. Ale nawet dla niektórych jego użytkowników akcja #dupeczkizprzypadku jest przekroczeniem granicy. Chodzi o to, że internauci dzielą się na swoich profilach zdjęciami kobiecych pośladków. Choć z prawnego punktu widzenia nie robią nic złego, to zdjęcia z ukrycia mogą wywoływać niesmak.

Bądź dziewczyną, ubierz się w dopasowane ubrania, nieświadoma spaceruj chodnikiem, pstryk, jedź autobusem, pstryk, twoje zdjęcia trafiają do internetu, podekscytowani użytkownicy komentują twoje wdzięki, właśnie stałaś się kolejnym trofeum.

Bądź przegrywem, nie umiej poderwać dziewczyny, nie umiej nawet zagadać do dziewczyny, bój się wręcz dziewczyn, rób im zdjęcia z ukrycia, kolekcjonuj je na dysku, śliń się do nich, dziel się nimi w internecie, chwal się jak pokemonami, nie widź w tym nic złego.

Witamy na Wykopie!
Festiwal żenady
Lubię Wykop.pl i wchodzę na niego codziennie. Kiedy przekopię się przez ksenofobiczne, rasistowskie i szowinistyczne linki, znajdę tam sporo ciekawych i wartościowych treści. Czasem Mirki czyli męscy użytkownicy Wykopu przysłużą się społeczeństwu - to oni nagłośnili aferę z Willą Karpatia, walczą też z patostremerami (których notabene początkowo promują). Niestety, oprócz "CSI: Wykop", istnieje też ta żenująca strona serwisu.
W zeszłym roku opisywałem dwóch "biedakołczerów", którzy nagrywali z ukrycia kobiety i interpretowali ich wygląd. Miało to pomóc w podrywie, bo na podstawie stroju można opracować odpowiednią taktykę. I za takie szkolenia biorą jeszcze kasę. Okazuje się, że można ich przebić i naprawdę popaść w paranoję w miejscach publicznych, bo teraz to już nie wiem, czy jak ktoś używa smartfonu, to kogoś "przypadkiem" nie nagrywa.

Amatorzy zdjęć kobiecych pup wykazują zerowy poziom empatii. Nic dziwnego. Mógłbym zapytać, jakby zareagował, gdyby ktoś z krzaków robił zdjęcia jego dziewczyny... no, ale przecież najpierw trzeba mieć partnerkę (zakładam, że ci zajęci nie robią takich fotek). To może co by czuł, gdyby inny Mirek był stalkerem jego siostry lub... mamy?


Owszem, można z kumplami przy piwku obgadywać cztery litery napotkanych niewiast, ale publikowanie zdjęć nieświadomych dziewczyn jest tchórzliwe i podłe - nawet jeśli nie widać twarzy. Co ciekawe, nie wszystkie Mirki to kolekcjonerzy z piwnic. Jednak gdy ktoś zwraca uwagę takim pseudo-paparazzi, jest z miejsca besztany. A po chwili na stronie lądują kolejne fotki z ukrycia.
Mirabelki oczami Mirków
Zawartość tagu #dupeczkizprzypadku rośnie z każdym dniem. Niektórzy chcą się popisać, ale boją podejść do Mirabelki (dziewczyna w slangu wykopowiczów). Zoomują więc zdjęcie z dużej odległości (np. jadąc autem), co odbija się na jakości fotografii. Jak mi przykro.
Nawet w szkole nie można się czuć bezpiecznie. Podpisy pod zdjęciami też dużo świadczą o autorach.
Niektórzy wykorzystują każdą szansę na cyknięcie fotki. Nawet jeśli jest to wypadek samochodowy.
Okazuje się, że taka "gra" jest nie tylko na Wykopie, ale i podobnym serwisie reddit (pod nazwą creepshots).
Czy robienie zdjęć pośladków z ukrycia jest legalne?
Niestety, zdjęcia są zrobione i umieszczone w sieci w… legalny sposób. – Jeśli nie widać wizerunku danej osoby i nie można jej zidentyfikować na podstawie okoliczności towarzyszących np. tatuażu lub charakterystycznych cech indywidualizujących, to nie podpada to pod prawo karne. Nie możemy też mówić o naruszeniu dóbr osobistych takiej osoby, bo to jest po prostu fragment ciała bliżej nieokreślonej osoby – tłumaczy adwokat Barbara Szopa.

Jeśli jednak któraś z dziewczyn odnajdzie się na zdjęciu, ma pewną opcję. – Może napisać do portalu wezwanie do usunięcia zdjęcia. Ponieważ prawo do wizerunku rozpatrujemy na podstawie prawa cywilnego, to jeśli portal się nie ustosunkuje pozytywnie do wezwania, możemy wytoczyć proces. Parę miesięcy temu była głośna sprawa, którą Roman Giertych wygrał przed Sądem Najwyższym - udowodnił, że portal jest współodpowiedzialny za treści użytkowników, jeśli wie, że naruszają dobra osobiste. Jeśli nie wie, że np. zdjęcie godzi w wizerunek, bo nikt tego nie zgłosił, wtedy za to nie odpowiada cywilnie – wyjaśnia adwokat.
Trwa ładowanie komentarzy...