"Szydło na prezydenta". Ile w tym scenariuszu jest chciejstwa aparatu PiS, a ile presji na Andrzeja Dudę?

Gdyby to zależało tylko od członków PiS, to Beata Szydło wystartowałaby w wyborach prezydenckich 2020 r. zamiast Andrzeja Dudy
Gdyby to zależało tylko od członków PiS, to Beata Szydło wystartowałaby w wyborach prezydenckich 2020 r. zamiast Andrzeja Dudy Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Gdyby potraktować nieco przewrotnie pomysł tzw. głosowania rodzinnego, który rzucił podczas ostatniej konwencji PiS Jarosław Gowin i przeprowadzić je tylko w partii rządzącej przed najbliższymi wyborami prezydenckimi, to "dzieci”, czyli członkowie PiS, wybraliby na pewno "matkę” Beatę Szydło, a nie "ojca” czyli Andrzeja Dudę. Ale pomimo tego, że zarówno w domu jak i w partii liczniejszą "rodzinę” ma była premier, to jednak Duda wciąż miałby większe szanse na reelekcję. Choć, jak zwykle, decyzję podejmie "siwa głowa rodziny", czyli Jarosław Kaczyński.

Portal "Polityka w Sieci” poinformował kilka dni temu, że szerzej nieznana organizacja wykupiła domenę prezydentszydlo.pl i spekulował, że PiS może zechcieć wykorzystać popularność Szydło i zaskoczyć opozycję wystawieniem jej już w wyborach na prezydenta Warszawy.

Nazwisko Szydło "grzeje" na prawicy
Choć wydaje się to mało prawdopodobne (zdradliwa jest także data zakupu – 1 kwietnia), to start Szydło w tych wyborach mógłby być na pewno doskonałą trampoliną przed wyborami prezydenckimi 2020. Tak czy inaczej na prawicy nazwisko Beaty Szydło – jak mówią internauci – "grzeje”.
Na sobotniej konwencji PiS była premier została przyjęta przez zgromadzonych owacją na stojąco, dużo cieplej niż Mateusz Morawiecki, a jej 55. urodziny, które wypadły dzień później, szybko zamieniły się na tzw. prawicowym Twitterze w akademię ku czci "matki pisowskiego ludu”.

Nic dziwnego, że w sieci nie brakuje politycznego wróżenia przed wyborami prezydenckimi i przewidywań na temat szans wystawienia w nich przez PiS właśnie Szydło. Wystarczy przypomnieć w tym kontekście choćby słowa Marka Suskiego, który z właściwą sobie gracją najpierw ogłosił, że po wecie do ustawy degradacyjnej prezydent Duda stracił jego głos w wyborach prezydenckich, potem stwierdził, że w nadchodzących wyborach urzędująca głowa państwa nie musi być kandydatem PiS na prezydenta, a następnie oświadczył, iż on sam głosowałby na innego kandydata.

Głos Suskiego to głos prezesa
Nie ma więc co się dziwić, że powróciły plotki o możliwej "zmienniczce” Dudy w wyścigu o Pałac Prezydencki. Oczywiście Suski nie omieszkał też przy okazji pochwalić się swoją popularnością w kontekście ironicznego, ale ocieplającego wizerunek tego polityka internetowego projektu "Prezydent Suski 2020”.
Być może te wszystkie prztyczki w nos Dudy to tylko presja PiS na prezydenta, który po ustawach sądowych zawetował bardzo symboliczną dla tego środowiska tzw. ustawę degradacyjną. Ale skoro Suski wypowiada słowa o tym, że wystawienie Dudy do walki o drugą kadencję nie jest przesądzone, to musicie wiedzieć, że w PiS rozumieją je tak, jakby wypowiedział je sam prezes Kaczyński. Nie bez kozery obecny szef gabinetu politycznego premiera Morawieckiego jest nazywany przecież "gumowym uchem” prezesa Kaczyńskiego w Kancelarii Premiera.


Na dodatek przy okazji zainicjowanej przez samego Dudę dyskusji na temat zmian w ustawie zasadniczej PiS przedstawiło wynik ankiety konstytucyjnej, z których wynika, że chce wzmocnić rolę premiera kosztem osłabienia prerogatyw prezydenta. A to już "policzek" dla głowy państwa, który może zostać odebrany w kancelarii Dudy jako zemsta PiS za ostatnie weto.

Ciekawe w tym ponownym lewarowaniu pozycji politycznej Szydło jest to, że jeszcze kilka dni temu jej wartość polityczna spadała. Stało się tak po niepochlebnych reakcjach wyborców na jej słowa o nagrodach, które "nam się należały” i po zmianie retoryki w PiS na ten temat.

Zaledwie w ciągu tygodnia przekaz PiS zmienił się radykalnie, z "Beata pokaż pazurki” – jak miał jej doradzać w sprawie bajońskich premii w rządzie sam prezes Kaczyński – do "musimy być partią czystych rąk” (a więc oddajemy nagrody, obniżamy uposażenia posłom oraz samorządowcom i pokazujemy Polakom jacy jesteśmy skromni, bo "do polityki nie idzie się przecież dla pieniędzy”) .

Wydawało się więc, że Szydło połamała pazurki na nagrodach (przypomnijmy, że sama przyznała sobie 65 tys. zł). Konwencja PiS pokazała jednak, że w partii pamiętają "pazurki Szydło" z tej dobrej strony.

Konwencja PiS vs bieg Dudy
Symptomatyczny był fakt, że gdy środowisko polityczne prezydenta obradowało na konwencji, Andrzej Duda uczestniczył w biegu zorganizowanym w stołecznym Parku Skaryszewskim na Saskiej Kępie. Pięciokilometrowy wyścig odbył się ku pamięci Pawła Janeczka, funkcjonariusza BOR, męża dziennikarki Joanny Racewicz i szefa ochrony prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który razem ze swoim przełożonym poniósł śmierć w katastrofie smoleńskiej.
Wracając więc do pytania, kogo PiS wystawi na prezydenta: "mamę" czy "tatę", to na dwa lata przed wyborami pozostaje ono otwarte. Kalkuluje tutaj zarówno Andrzej Duda jak i prezes PiS, bo sama Szydło, jak wiadomo, nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia.

Weto głowy państwa do ustawy degradacyjnej, jak wskazywali prawicowi publicyści, było być może przygotowaniem się na nowe okoliczności polityczne po możliwym utrwaleniu się spadków sondażowych PiS i powrocie z Brukseli Donalda Tuska.

Konwencja PiS i rozwiązanie worka z nowymi "obietnicami z plusem" może jednak zatrzymać spadki sondażowe, a na pewno jest próbą ucieczki do przodu. Pierwsze reakcje wyborców na tzw. "5-kę Morawieckiego” są zresztą pozytywne. A to Szydło jest utożsamiana ze społecznymi programami PiS na czele z 500 plus. I nie zmienią tego zachwyty byłego rzecznika PiS, a obecnie bliskiego współpracownika prezydenta Dudy Marcina Mastalerka nad wystąpieniem premiera Morawieckiego, który ogłosił nowe propozycje.
Jedno jest dzisiaj pewne. Na dzisiaj to Szydło jest kandydatką PiS-owskiego aparatu, który ma żal do prezydenta o to, że swoimi wetami sypie piach w tryby partii. Szydło aparat kocha zarówno za jej prowincjonalność, górnicze pochodzenie jak i, a może ostatnio przede wszystkim... za to, że broniła nagród dla działaczy.

"Mama, czy tata"?
Duda poszedł z kolei swoją drogą, drogą obok partii, która wymaga od niego dużej zdolności w politycznym balansowaniu. Prezydent zdaje sobie zapewne sprawę z tego, że nie może całkowicie odciąć pępowiny łączącej go z rodziną PiS, bo "za którymś wetem” może faktycznie stracić głosy najtwardszego, żelaznego elektoratu PiS, a nie zyskać nic w zamian w centrum. Ale poza tym potrzebuje przecież pieniędzy na kampanię. No i liczy, że jak przyjdzie co do czego, to wyborcy prawicy na złość mamie nie odmrożą sobie uszu i jednak zagłosują na niego, a nie na Tuska.

A Szydło na razie jest tylko kandydatką obrażonych na prezydenta Dudę członków PiS, czyli partyjnego aparatu. Ostatni sondaż prezydencki nie był dla niej przychylny. "Kto powinien być kandydatem PiS w wyborach prezydenckich?” – zapytał (na zlecenie "Super Expressu") Instytut Pollster kierując pytanie do osób, które zadeklarowały się jako wyborcy PiS.

Okazało się, że ponad 3/4 wyborców PiS nadal widzi Dudę w roli kandydata tego ugrupowania na prezydenta w wyborach w 2020 roku. Andrzej Duda zebrał aż 76 proc. wskazań, wyprzedzając znacznie Beatę Szydło, na którą swój głos oddało 18 proc. badanych. Ale to tylko jeden sondaż i jeszcze wszystko może się zmienić. Kalkulacje trwają.
Trwa ładowanie komentarzy...