"PiS chce nauczyć pogardy do kobiet". Feministki o tym, co oznacza program "Mama plus"

Proponowany przez PiS program "Mama plus" zakłada m.in. wsparcie dla młodych matek, darmowe leki dla kobiet w ciąży. Poza tym każda kobieta, która urodzi i wychowa przynajmniej czwórkę dzieci, zdobędzie prawo do emerytury minimalnej. Dziś to 1029,80 zł b
Proponowany przez PiS program "Mama plus" zakłada m.in. wsparcie dla młodych matek, darmowe leki dla kobiet w ciąży. Poza tym każda kobieta, która urodzi i wychowa przynajmniej czwórkę dzieci, zdobędzie prawo do emerytury minimalnej. Dziś to 1029,80 zł b Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta
– Te wszystkie pomysły to tylko chwyty, po to, żeby utrzymać poparcie, złapać wyborców i mrugnąć okiem do osób, które jeszcze nie są przekonane. To walka o wyborców kosztem kobiet. To jest populizm, to hasła, które nie będą miały odzwierciedlenia w rzeczywistości – tak program "Mama Plus" komentuje w rozmowie z naTemat Natalia Broniarczyk.

– Wszyscy się na pewno na niego zgodzą – tak o programie PiS podczas sobotniej konwencji tej partii mówił premier Mateusz Morawiecki. Szczegóły "Mama Plus" wyjaśniła już wicepremier Beata Szydło. Program zakłada m.in. minimalną emeryturę dla kobiet, które urodziły przynajmniej czwórkę dzieci, nawet jeśli nigdy w życiu nie pracowały. Na tym się jednak nie koniec. Najwięcej kontrowersji wywołała inna propozycja: – Wprowadzamy premię dla matek, które szybko urodzą drugie dziecko – zaznaczyła premier. Wspomniała także m.in. o programie darmowych leków dla matek w ciąży. O opinię na temat tego projektu zapytaliśmy Monikę Auch-Szkodę z Warszawskiego Strajku Kobiet i Natalię Broniarczyk z Aborcyjny Dream Team.

Natalia Broniarczyk z Aborcyjny Dream Team:



Jak pani ocenia nową propozycję PiS – program "Mama Plus"?

Te wszystkie pomysły to tylko chwyty, po to, żeby utrzymać poparcie, złapać wyborców i mrugnąć okiem do osób, które jeszcze nie są przekonane. To walka o wyborców kosztem kobiet. To jest populizm. To hasła, które nie będą miały odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Rodzinom należy pomagać kompleksowo i wsparcie socjalne powinno być połączone z tym instytucjonalnym. Inaczej to po prostu nie ma sensu.

Co pani sądzi o pomyśle premii za szybkie urodzenie drugiego dziecka?

Pomysł dopłaty za szybkie urodzenie kolejnego dziecka połączony z zaostrzeniem prawa aborcyjnego i blokadą dostępu do antykoncepcji po stosunku czy reformą edukacji seksualnej, która będzie wyglądała jak edukacja katolicka, to dowód na to, że ta władza traktuje kobiety jako obywatelki gorszej kategorii. Służymy tylko temu, by w Polsce rodziło się więcej dzieci, a dzięki temu nakręcała się gospodarka.


Monika Auch-Skocha z Warszawskiego Strajku Kobiet:


Program "MamaPlus" ma zrobić z matek reproduktowe maszyny, na wiecznym bezrobociu". Zgodzi się pani z taką opinią jednego z internautów?

Nie do końca. Pani minister mówiła o wielu bonusach. Z jednej strony państwo pomoże, dając urlop, dzieci urodzone rok po roku będą się wychowywać razem. Z drugiej strony, będzie problem z powrotem kobiet do pracy między urodzeniem pierwszego, a drugiego dziecka. A im dłuższa przerwa, tym trudniej wrócić.

W tym programie jest też mowa o pierwszeństwie dostępu do żłobków i przedszkoli. Tyle że państwo ma obowiązek zapewnić miejsca w przedszkolach wszystkim dzieciom. Fajnie przygotować projekt, nazwać go, ale w większości miejsc w Polsce będzie to tylko zmiana istniejących przepisów na te wykonane specjalnie pod tę ustawę.

Nowością i ważnym argumentem dla wielu kobiet, by zdecydować się na więcej dzieci, jest to, że te które urodziły i wychowały przynajmniej czworo, dostaną od państwa emeryturę minimalną. Nie muszą przepracować ani jednego dnia.


Ale to jest totalna bzdura. Załóżmy, że kobieta rodzi pierwsze dziecko mając 24 lata, decyduje się na czwórkę i co dwa lata rodzi. Gdy najstarsze kończy 18 lat, ona ma 42 lata. Do emerytury pozostaje jej więc jeszcze jakieś kilkanaście lat. Więc jeśli przed pierwszą ciążą pracowała powinna uzbierać te 20 lat stażu i jakichś praw emerytalnych nabyć.


Ale pytanie, czy taka kobieta znajdzie zatrudnienie, jeśli przez ostatnie kilkanaście lat zajmowała się tylko dziećmi.

To jest problem. PiSowi chodzi o to, by nowe pokolenie uczyć pogardy do kobiet, pokazywać, że mamy służyć. W Kościele Katolickim są grupy, które mają służyć, ale w państwie laickim ludzie powinni być równi. Są sytuacje, w których kobiety decydują się na dziecko jedno po drugim i to jest ok, ale wiele z nas po prostu musi wrócić do pracy, aby nie wypaść z rynku pracy.

Jak wygląda kwestia zdrowia kobiet po którymś z rzędu porodzie?

Urodzenie czwórki dzieci, jednego po drugim, wpływa na zdrowie kobiety. Pojawiają się problemy z mięśniami dna miednicy, wypadaniem macicy. Te kobiety są bardzo obciążone.

Ten program jest tylko kiełbasą wyborczą?

Ten program nie ma szans przetrwać. Nie stać nas na to. Żeby pani Szydło mogła komuś dać, to komuś musi zabrać. 500+ już pokazało, że zabierają coraz większej grupie osób, chociażby zamykając oddziały geriatryczne, kardiologiczne czy nawet pediatryczne.

Pieniądze na "Mama Plus" – jak przekonywał premier Morawiecki – mają pochodzić ze wzrostu gospodarczego i uszczelnienia VAT.

Tak. Proszę zwrócić uwagę, że zachęca się kobietę, która jest w domu, by w nim pozostała. Jak już ma czwórkę dzieci, to ona tak szybko nie wróci do pracy. Minęło sześć lat od urodzenia pierwszego dziecka, zanim ono pójdzie do przedszkola, to będzie dziewięć lat. Potem te dzieci chorują, więc bez sensu, żeby wracała, skoro i tak mają 500+. Po co taka kobieta będzie szła do pracy, skoro pieniądze i tak dostają? Potem te dzieci mają 10, 12, 18 lat i ta matka jest parobkiem w domu. Wracamy po prostu do XIX-wiecznej polskiej wsi, gdzie kobieta jest tylko żoną swojego męża.

Ale jak będzie miała przynajmniej czworo dzieci, to na stare lata dostanie emeryturę.


No tak, na tę chwilę to jest 1027 złotych brutto (876 zł netto). I jak to ma wesprzeć kobietę po 60., tak, by była w stanie sama się utrzymać? Nie ma szans. Te wszystkie programy dążą tylko do tego, żeby zniewolić kobiety, żeby ten patriarchat u nas kwitł. Ten program "Mama Plus" jest naprawdę kuszący, mówię to jako matka dwójki dzieci, na dodatek 'siedząca' w domu z wyboru feministka.

I jak z pani perspektywy macierzyństwo promowane przez PiS wygląda?


Nie wyobrażam sobie mieć dzieci w tak małym odstępie czasu. Jedno ząbkuje, drugie jest
niemowlakiem. Jedno płacze i chce na ręce, drugie płacze i chce na ręce. Żyjemy w postmodernizmie, chcemy żeby nasze dzieci były pewne siebie, żeby radziły sobie z zagrożeniami, które współczesność na nie zsyła, więc musimy poświęcać im czas.

Program "Mama Plus" przewiduje premię za szybkie narodziny drugiego dziecka. Jak pani to ocenia?

To jest dramat: ze względu na obciążenie organizmu matki i ograniczenie jej możliwości powrotu do pracy. Zwróćmy uwagę, że ministerstwo program edukacji seksualnej opiera na tym, że zachęca młode dziewczyny do szybkich ślubów i zachodzenia w ciążę zaraz po maturze. Przed porodem nie będą miały okazji zdobyć żadnego doświadczenia zawodowego.

Rządowe programy sobie przeczą. Jeżeli nowe standardy opieki okołoporodowej mają promować karmienie piersią, to nie możemy motywować kobiet, by rodziły dziecko jedno po drugim. Nie jestem w stanie w tym programie znaleźć niczego poza populizmem. Rozumiem, że dla osób mieszkających w małych i średnich miejscowościach, to będzie to korzystne. A to dlatego, że najpierw dostaną od państwa becikowe, później 500+ i ta opieka socjalna będzie bardzo pokaźna. Tylko po pierwsze, jak długo Polskę będzie stać na to finansować? Po drugie, tworzy się grupa uprzywilejowanych i zazdrosnych 'nieudaczników'.

Czyli?

Tych, którzy nie dadzą się nabrać na obietnice PiSu. Nie wiem, czy 'nieudacznikiem' jest osoba, która świadomie decyduje się na rodzicielstwo. Przede wszystkim mówi się o matce, matce, matce, a gdzie do cholery, jest ojciec?

No właśnie, gdzie jest ojciec? Wszystko – według tego programu – na swoich barkach ma nosić matka.

No trochę te programy są nierówne. Sam fakt, że ten ostatnio zaproponowany przez rząd nazywa się "Mama Plus" jest dyskryminujący. W podjęciu decyzji o powiększeniu rodziny uczestniczy także przyszły ojciec jej dzieci. Jest ważną osobą w procesie wychowania. Nie można zwalać wszystkiego na mamy i babcie.

Myśli pani, że ten proponowany przez PiS program "Mama Plus" kogoś zachęci do macierzyństwa?


Oczywiście. Bardzo dużo młodych dziewczyn nie myśli, co będzie za 20 lat. Jeśli kobieta jest zakochana, para ma gdzie mieszkać, myślą sobie: "miejmy dzieci i bądźmy szczęśliwi". Ale macierzyństwo ma też gorzki wymiar, co będzie, jak zaczynają się bunty, kiedy potrzeby dzieci rosną. A za 500+ nie kupi się wszystkiego. Ważne są więzy i rodzina, ale nie oszukujmy się, istotne jest też, by wysłać dzieci na kolonie, by móc rozwijać ich pasje. Dlaczego mamy im to ograniczać, tylko po to, by było nas dużo? Idziemy na ilość, a nie na jakość... Ten rząd się boi kobiet. Jedyne, co można zrobić, to sprawić, by pozostały w domu zarobione, by nie miały czasu myśleć o "głupotach" i swoich prawach.

A przed świętami zająć się myciem okien, a nie protestami.

Po co kobiety mają wychodzić i protestować? Jeśli już młodym dziewczynkom wmówimy, że ich rolą jest rodzenie i wychowywanie dzieci, a nie studiowanie. I jeśli one już "wejdą w te pieluchy" i szybko zdecydują się na kolejne dzieci, to nie będzie im łatwo z tej drogi zawrócić. To się skończy silnymi depresjami.

No i może się skończyć uzależnieniem finansowych od mężczyzn.

Kobiety nie będą miały siły, by odchodzić od partnerów przemocowych. Mówię o przemocy psychicznej i ekonomicznej. Kobieta, która odchowa dzieci, sama docjdzie do wniosku, że teraz zostaje jej sprzątanie i gotowanie. Przecież mąż chodzi do pracy i zarabia na rodzinę, więc ona, by zasłużyć na to 'kieszonkowe', coś musi robić. Będzie chciała być perfekcyjną panią domu. I w taki oto sposób się cofamy. Nawet z perspektywy dzieci to szkodliwe, ojciec pracuje, rozwija się. A matka? Gary i szmata. I jaki szacunek one mają mieć do kobiet?

Czy jest coś w tym programie, co się pani podoba? Mowa w nim także o wsparciu młodych matek, o bezpłatnych lekach dla ciężarnych.

Jeżeli nie ma żadnych powikłań, to ciężarne biorą kwas foliowy i witaminy. To nie są leki, a suplementy diety. Przyjmują ewentualnie leki na nadciśnienie, cukrzycę, które nie są szczególnie drogie, więc to ze strony rządu tylko PR-owe zagranie. Bardziej zależałoby mi na lekach dla seniorów, którzy mają dużo gorszą sytuację. Uważam, że jeśli ktoś świadomie decyduje się na rodzicielstwo, to w jakiś sposób
ekonomicznie także powinien być zabezpieczony.

Co dobrego jest w tej propozycji PiS?

Zawsze kuszące dla kobiet jest sto procent wynagrodzenia za zwolnienie na dziecko. Ale trzeba pomyśleć o tym, kto będzie chciał nas potem zatrudniać, kiedy będziemy miały jeszcze dłuższy macierzyński i wychowawczy? Z perspektywy pracodawcy, to strach przyjąć taką kobietę.

Ten program jest kuszący, bo przy czwórce dzieci z 500+ ma się przyzwoitą pensję. Do tego przecież należą się dodatkowe ulgi. Na poziomie deklaratywnym "Mama Plus" wygląda zachęcająco i ma pozytywne aspekty, np. leki i wsparcie dla matek.

Gdy pani czyta o programie "Mama Plus", ogląda rządową kampanię "Rozmnażajmy się jak króliki", słyszy o ograniczonym dostępie do antykoncepcji awaryjnej i fałszywe informacje na temat zapłodnienia, to wszystko wpisuje się w logiczną całość działań obecnej władzy?


Logiczną na pewno nie. To ogromna bezczelność i przemoc. To są rozwiązania krzywdzące i
przemocowe. Piszemy nową historię i biologię. Ograniczamy dostęp do osiągnięć cywilizacyjnych, do in vitro, do świadomego planowania rodziny. A nowoczesne państwo powinno skupić się na tym, by planowanie rodziny było odpowiedzialne, by to było rodzicielstwo a nie macierzyństwo. Żeby wszystko nie ciążyło tylko na barkach kobiet.

A teraz mamy: ograniczenie dostępu do antykoncepcji i aborcji, co wiąże się ze zwiększeniem ilości niechcianych dzieci. PiS zachęca nas do tego, by rodzić jedno dziecko po drugim, nie dając tak na prawdę wystarczająco dużo pieniędzy na wychowanie tych dzieci. Zwiększając jeszcze ilość dzieci niechcianych. To po prostu Rumunia za czasów Ceausescu. Aż prosi się o tragedię. Do tej pory niechciane dzieci były znajdowane w beczkach. Teraz państwo chce to ograniczyć i płacić rodzicom za to, by mieli potomstwo. Ale mówimy o minimum egzystencjalnym. Nie da się kupić czasu i uwagi rodziców. To udupienie kobiet na najgorszym poziomie. Koszmar, który tylko na chwilę daje poczucie bezpieczeństwa.

Ale to bardzo krótkowzroczne, bo później dzieci urosną, a czasami do emerytury ich matce pozostanie jeszcze 10 lat, a doświadczenia zawodowego brak.

No właśnie. Jestem matką, która od czterech lat wychowuje dzieci. Widzę, gdzie teraz
zawodowo jest mój mąż, a gdzie jestem ja, co on przez te cztery lata osiągnął. Ja tak naprawdę ledwo się odbiłam po studiach. A on jest specjalistą, ekspertem z doświadczeniem. Mogę mu kanapki do pracy robić. Większość kobiet skupia się na dzieciach, nie dbają o rozwijanie swoich zainteresowań i potem ciężko jest im wrócić na rynek pracy, gdy ich partnerzy rozwijają się zawodowo cały czas.

Mało sprawiedliwe. Ale to kwestia wyboru i dogadania się z partnerem.


To nie jest sprawiedliwe. Wybrano grupę osób, które zgodzą się z rządowym pomysłem, który generalnie jest dla nich szkodliwy. Dadzą się nabrać na te zapewnienia. Mówią im, że będą mieć szczęśliwe rodziny, ale zapominają powiedzieć, jakim kosztem. A koszty będą ogromne. To jest podłe.
Trwa ładowanie komentarzy...