Straszne słowa posła Żalka o dzieciach mordowanych w beczkach. Sprawdziliśmy, o co mu chodziło

– Wśród opiekunów niepełnosprawnych mogą trafić się zwyrodnialcy – powiedział w Radiu Zet poseł Jacek Żalek.
– Wśród opiekunów niepełnosprawnych mogą trafić się zwyrodnialcy – powiedział w Radiu Zet poseł Jacek Żalek. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Po ostatnich wypowiedziach poseł Żalek nie przeprosił rodzin niepełnosprawnych dzieci. Nawet z nimi nie porozmawiał, można założyć, że nawet nie zna ułamka ich problemów. Ale jeszcze bardziej dolał oliwy do ognia i znów wywołał oburzenie. Rodzice takich dzieci usłyszeli właśnie, że wśród nich też trafiają się zwyrodnialcy, a wokandy są pełne spraw, gdzie chore i zdrowe dzieci są mordowane w beczkach. Przerażające porównanie. O co posłowi chodziło?

Na hasło "dzieci w beczkach" przychodzi na myśl głównie jedna sprawa głośna na całą Polskę kilkanaście lat temu. Potworna, przez wiele lat opisywana przez media. Gdy na terenie gospodarstwa rolnego w Czerniejowie pod Lublinem, w beczce po kiszonej kapuście, znaleziono ciała pięciorga noworodków.

Gdy poseł Jacek Żalek mówił o beczkach, większość pewnie przypomniała sobie właśnie tamtą historię. Matka dzieci urodziła je na przestrzeni kilku lat. Rodziła w domu, w wannie, specjalnie, by dzieci wpadały do wody i mąż, którego się bała, nie słyszał żadnego dźwięku. Ciała przez lata trzymała w zamrażarce, potem przeniosła do beczki. Odkryły je starsze dzieci, gdy babcia poczuła fetor i kazała im wyrzucić zawartość beczki na pole. Policjanci opowiadali potem, że widok rozkładających się zwłok był przerażający.

Według sąsiadów, była to normalna rodzina. Tylko matka, skazana na 25 lat więzienia, opowiedziała w przejmującym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że bardzo bała się męża.

"Zwyrodnialstwo opiekunów to rzadkość"
Poseł Żalek wyraźnie jednak zasugerował, że w Polsce jest mnóstwo takich morderstw. – Wokandy wydziałów karnych są pełne tego typu spraw, gdzie nie tylko chore dzieci, ale i zdrowe, są mordowane w beczkach – mówił na antenie Radia Zet. Zasugerował też – bo tak właśnie można odczytać jego słowa – że skoro "można słodkiego bobasa zamordować", to u rodziców niepełnosprawnych dzieci "pokusa jest dużo silniejsza", bo wpadają w depresję i nie mogą poradzić sobie z taką osobą. – Wśród opiekunów niepełnosprawnych mogą trafić się zwyrodnialcy i to niestety jest rzeczywistość – mówił.
Dr Jerzy Pobocha, psychiatra, biegły sądowy ze Szczecina, jest oburzony. – O nie, nie, nie. Wokandy nie są pełne takich spraw. To już jest absolutna przesada – mówi naTemat. Po pierwsze spraw dotyczących "dzieci w beczkach" pamięta w Polsce tylko kilka. Po drugie, dotyczyły głównie zabójstw po porodzie. – Wypowiedź posła Żalka to motywowana politycznie chęć zniszczenia ludzi protestujących w Sejmie. Na użytek mediów, by zdyskredytować te osoby. To, o czym mówi, nie jest zjawiskiem masowym – mówi.


Ale tak, dzieciobójstwa się zdarzają, i oby było ich jak najmniej. Również w rodzinach z niepełnosprawnymi dziećmi. I tak – przyznaje – niepełnosprawność dzieci też może mieć wpływ na takie przypadki. Tyle że nasz rozmówca mocno podkreśla, że zwyrodnialstwo opiekunów to rzadkość, bo większość z oddaniem i poświęceniem dba o swoje dzieci.
– Jeśli ktoś ma cechy nieprawidłowej osobowości, to fakt posiadania dziecka niepełnosprawnego nie zmieni tej osobowości. W dalszym ciągu będzie ją miał, czy to w przypadku zdrowego, czy chorego dziecka. Tylko w przypadku dziecka niepełnosprawnego jeszcze dochodzi pokusa bezkarności w czterech ścianach, bo dziecko nigdzie nie pójdzie na skargę. Dopiero w przypadku śmierci wychodzi na jaw, co taki opiekun mógł z nim wyczyniać. Takich przypadków wykluczyć nie można, ale nie jest to zjawisko masowe – mówi dr Pobocha.

Beczki stały w szafie
Głośne przypadki bestialstwa wobec dzieci znamy. Jeden przykład: 2-letni Szymon z Będzina, które ciało znaleziono ww 2010 roku w stawie w Cieszynie. Cała Polska szukała jego rodziców. Okazało się, że to oni go zakatowali.

Przypadków z beczkami na przestrzeni ostatnich 20 lat było w Polsce kilka. W 1998 r. Anna J. z Młynnego koło Limanowej w beczkach na podwórku utopiła czworo swoich dzieci. Zdiagnozowano u niej depresję. W 2004 roku makabrycznego odkrycia dokonano w kamienicy przy ul. Radwańskiej w Łodzi. Policja, która szukała mężczyzny podejrzanego o kradzieże, w szafie znalazła beczki ze zwłokami czwórki dzieci – dwoje z nich to byli kilkuletni letni chłopcy, bliźniacy.

Moja wina polegała na tym, że nie wezwałem lekarza, gdy Kamil uskarżał się na brzuszek – mówił w sądzie ojciec. Jak pisała 14 lat temu Wirtualna Polska, obaj chłopcy byli chorzy, wymagali specjalnej diety. Rodzice od lat mieli ograniczoną władzę rodzicielską.
Wp.pl w 2014 roku
fragment artykułu

"Krzysztof N. źle traktował Kamila. Chłopiec był chory na nerki, moczył się i to denerwowało ojca. W 1997 roku za znęcanie nad dzieckiem został skazany na 2 lata więzienia z zawieszeniem". Czytaj więcej

Statystyki dotyczące zabójstwa małoletnich oraz przypadków dzieciobójstwa z ostatnich lat przedstawiają się następująco:
"Opieka może doprowadzić do depresji"
W przypadkach dotyczących niepełnosprawnych dzieci najgorsza jest psychika rodziców dzień w dzień wystawiana na drakońskie próby, których rodzic zdrowych dzieci nigdy nie zrozumie. I to, jak sobie z nią radzą – bez żadnej pomocy z zewnątrz.

– Opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym jest obciążająca i może doprowadzić do depresji. A jeśli jest to osoba z nieprawidłową osobowością, może prowadzić do aktów agresji wynikających, na przykład, z zachowania dziecka, które płacze, zanieczyszcza się, traci cierpliwość. To, czy może pojawić się sytuacja kryminogenna, zależy od tego, w jakim stanie psychicznym jest osoba opiekująca się, jaką ma sprawność psychiczną – tłumaczy Jerzy Pobocha.

On sam miał dwa takie przypadki. W Szczecinie matka otruła dwoje niepełnosprawnych dzieci, potem sama próbowała popełnić samobójstwo. W Koszalinie matka, która była pielęgniarką, próbowała zabić upośledzoną, nastoletnią córkę, a potem siebie. Obie przeżyły. – Matka była już ogromne umęczona tą sytuacją, miała depresję. Tak mocno podcięła sobie żyły, że miała poprzecinane ścięgna – wspomina.

Chciała spotkać się ze swoimi dziećmi
To, o czym rozmawiamy, jak zauważa, może dotyczyć opiekunów dzieci niepełnosprawnych, ale nie tylko. – Również osób po udarach mózgu, z niedowładami, porażeniami, które leżą w łóżku, zanieczyszczają się, trzeba je podnosić, myć, wielokrotnie zmieniać pieluchomajtki – mówi doktor.
Jerzy Pobocha

"Osoby chore często zachowują się w sposób agresywny, biją opiekuna, wyrywają się. To jest sytuacja ekstremalna, którą nam łatwo oceniać, bo z boku wszystko wydaje sił łatwe, proste i przyjemne. A ci rodzice też potrzebują pomocy i wytchnienia. Są badania dla osób, które opiekują się chorymi na Alzheimera. Wynika z nich, że takie osoby powinny mieć w roku miesięczny urlop, by móc odreagować i zregenerować swoją własną psychikę. Wśród tych osób często występują stany depresyjne, myśli samobójcze. Sami nie są w stanie z tego wyjść ".

Jerzy Pobocha uważa wręcz, że dla rodziców, którzy przez wiele lat zajmują się ciężko chorymi dziećmi, powinien być jakiś medal. – Nawet nie wyobrażamy sobie, jaką odporność trzeba z siebie wydobyć, ile w stanie trzeba wytrzymać. To jest epopeja – podkreśla.

Matka ze Szczecina, o której wspomniał wcześniej, ta, która zabiła swoje niepełnosprawne dzieci, trafiła do więzienia. – Kierowała nią depresja, a nie świadomość i racjonalna ocena. W przypadku tej historii dalszy ciąg był niesamowity – opowiada na koniec nasz rozmówca. – Ona cały czas będąc w areszcie mówiła, że popełni samobójstwo, bo chce się spotkać ze swoimi dziećmi. Aż przyszedł ksiądz i powiedział jej, że się z nimi nie spotka, bo za samobójstwo wcale nie pójdzie do nieba. I proszę sobie wyobrazić, że ta informacja spowodowała, że ona, osoba wierząca, przestała mówić o samobójstwie. Tak bardzo chciała się spotkać ze swoimi dziećmi.
Trwa ładowanie komentarzy...