Ewa Siedlecka: Można nauczyć się żyć z pogodą, ale nie z tym, co robi Kuchciński. Nie dajmy się!

Dziennikarka "Polityki" Ewa Siedlecka protestowała w środę przeciwko niewpuszczaniu do parlamentu osób bez stałych przepustek.
Dziennikarka "Polityki" Ewa Siedlecka protestowała w środę przeciwko niewpuszczaniu do parlamentu osób bez stałych przepustek. Fot. Screen z Twittera / Eliza Michalik
– Władza chce mieć monopol na informacje, ćwiczyliśmy to 30 lat temu. W ogóle mam wrażenie, że żyję w największej rekonstrukcji w dziejach mody na rekonstrukcje: w rekonstrukcji PRL-u – mówi w rozmowie z naTemat Ewa Siedlecka, dziennikarka "Polityki", która protestowała w środę przed Sejmem przeciwko niewpuszczaniu do niego osób bez stałych przepustek.

Marszałek Sejmu od grudnia 2016 roku konsekwentnie zamyka przed dziennikarzami i obywatelami Sejm. Od 25 kwietnia zmieniono zasady wstępu na teren parlamentu. Dlaczego? Na stronie Centrum Informacyjnego Sejmu tłumaczą, że zawieszono przyznawanie jednorazowych kart wstępu z "przyczyn organizacyjnych i bezpieczeństwa". Od tego czasu do Sejmu mogą wychodzić tylko dziennikarze, którzy mają stałe lub okresowe karty wstępu. Ma to związek z trwającym w Sejmie od 18 kwietnia protestem osób niepełnosprawnych i ich rodziców.

Efekt? Do Sejmu nie wpuszczono np. Bartłomieja Skrzyńskiego, rzecznika Wrocławia ds. osób niepełnosprawnych czy Henryka Wujca, legendy Solidarności, ale i wielu dziennikarzy.. Ewa Siedlecka z "Polityki" chciała wejść do parlamentu, by zaskarżyć decyzję marszałka o niewydawaniu jednorazowych przepustek. Szybko napotkała opór. Zatrzymali ją policjanci. I nie pozwolili wejść do biura przepustek. – I dziś składam skargę do marszałka Sejmu na jego działania. Zobaczymy, jaki będzie jego ruchu. Tak czy inaczej nie odpuszczę. I zachęcam do tego samego innych dziennikarzy. Działania marszałka są bezprawne i powinny być poddane ocenie sądu – mówi naTemat Ewa Siedlecka.

Bezskutecznie próbowała pani dostać się środę do Sejmu. Do rangi symbolu na Twitterze urosło już prawie zdjęcie, na którym widzimy jak w kolorowej sukience zadziera pani nogę, by przekroczyć postawione przed Sejmem barierki. Obok kordon policji. Jak wytłumaczyli pani, że nie wejdzie środka?


Powiedziano mi, że nie mogę wejść, ponieważ nie mam stałej przepustki.


Powiedziała pani, że chce wejść do biura przepustek właśnie po tę przepustkę.

Tak, ale odpowiedziano, że nie mogę tam wejść. A to dlatego, że biuro przepustek jest na terenie Sejmu, a tam wejść nie mogę. Nie mogę w ogóle rozpocząć procedury starania się o kartę prasową, ponieważ musiałabym wejść na teren Sejmu. A na teren Sejmu nie mam wstępu. Czyli wszystko się zapętliło.

Kuriozum.

Poprosiłam funkcjonariusza, który stał w kordonie i zakazał mi wstępu powołując się na polecenie marszałka Sejmu, by przyprowadził mi osobę decyzyjną. Nawet się starał, wrócił z informacją, że szef biura prasowego będzie dostępny dla dziennikarzy akredytowanych w Sejmie, i że właśnie tam będzie na nich czekał. Ale ja nie mogę tam wejść! No więc, co mi z tego, że on będzie tam dostępny, np. dla telewizji rządowej. Absurd. Dreptaliśmy w kółko jak chomik w kołowrotku.

Marek Kuchciński to marszałek Sejmu, który najbardziej zadarł z dziennikarzami?

Możliwe, że Marek Kuchciński najbardziej zadarł z dziennikarzami. Najistotniejsze jest to, że on działa poza prawem: zarządzeniami łamie konstytucję, co jest zupełnie niesłychane.

A my niewystarczająco reagujemy na to, co robi Kuchciński.

Najbardziej zasmuca mnie, że dziennikarze przyzwyczaili się do działań marszałka Kuchcińskiego. Nauczyliśmy się z tym żyć. Nauczyć się żyć, to można z pogodą, a nie z łamaniem prawa. Teoretycznie to jest demokratyczne państwo prawa i powinniśmy się domagać przestrzegania konstytucji. Zmienianie zarządzeniami ustaw czy konstytucji – to jest obyczaj z PRLu.

Dlaczego zebraliście się w środę przed Sejmem?

Byliśmy przed Sejmem po to, by obudzić środowisko dziennikarskie. Nie dajmy się! Marszałek nas podzielił, na lepszych, którym jego służby dają stałe albo okresowe przepustki i tych, którzy nie otrzymują nawet jednorazowych kart prasowych. Arbitralnie, bo nie ma prawnych zasad wydawania kart prasowych. Odbywa się to "po uważaniu". Marszałek miał pomysły, by wprowadzić limity dla redakcji. Zostało to oprotestowane, więc tego nie zrobił. Ale czy to się nieoficjalnie nie dzieje? My tego nie wiemy. Dziennikarze położyli uszy po sobie i stwierdzili, że dobrze, że w ogóle wpuszczają do Sejmu.


Jaka była frekwencja podczas protestu dziennikarzy?


Ten protest dzień wcześniej wymyśliła Eliza Michalik z Superstacji. Nie było dużo czasu, żeby to nagłaśniać. Daliśmy znać znajomym dziennikarzom i tyle. Frekwencja nie była najważniejsza. Ważne jest to, że Eliza jest pierwszą osobą, która powiedziała "zbuntujmy się". Wcześniej tylko raz odbył się "Okrągły Stół" z dziennikarzami, gdy marszałek Kuchciński po raz pierwszy ograniczył dostęp mediów do Sejmu, w grudniu 2016 roku. Zaproszono na to wydarzenie tylko wybranych dziennikarzy i to nie było dość transparentne.

No i zorganizowane przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Tak. I mimo że marszałek nie zaprzestał swoich praktyk, to myśmy przestali się buntować.

Jak to wygląda w innych krajach?

Kiedyś PiS próbował nam wmówić, że gdzie indziej na świecie są takie ograniczenia dla dziennikarzy. To nieprawda. Na proteście byli też korespondenci zagraniczni. Oni uważają, że jest to rzecz, która nie mieści się w standardach. Jedna z francuskich dziennikarek powiedziała, że oni w gronie korespondentów są zdumieni, że polscy dziennikarze tak uszy po sobie położyli, że pozwoliliśmy, by marszałek mówił nam, kto wejdzie, a kto nie wejdzie do Sejmu i cieszymy się, że w ogóle jeszcze ktoś wchodzi.

Czy w środowisku dziennikarskim w tej sprawie jest jakakolwiek solidarność?

Nie widzę. Np. ekipa rządowej telewizji siedzi całą dobę w Sejmie i filmuje protestujących. Łamie w ten sposób ich prywatność, podsłuchuje rozmowy i wybrane fragmenty prezentuje na antenie. To horrendum etyczne! Więc dziennikarze TVP sobie siedzą w Sejmie, a reszta ma wydzielane wizyty. Jeżeli w środowisku byłaby jakakolwiek solidarność, to telewizja rządowa wyszłaby z Sejmu i powiedziała tak: "nie wejdziemy, dopóki razem z nami i to na tych samych zasadach nie wejdą dziennikarze TVN, Polsatu". Solidarności nie ma, bo ci którzy mają możliwość wejścia do Sejmu, są zadowoleni, a ci którzy nie mają, to albo odpuścili albo protestowali. W środę z Elizą Michalik próbowałyśmy obudzić środowisko dziennikarskie.

Złoży pani skargę na marszałka Kuchcińskiego?

Tak, dziś (w czwartek – red.) złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nadużycia władzy wobec mnie. Naruszono moje prawa i wolności wynikające z prawa prasowego i konstytucji. Jej art. 61 daje "każdemu" prawo do informacji o działaniach władz publicznych, w tym "wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu". Art. 14 zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu".

A art. 54. zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Zakazuje też cenzury prewencyjnej – a tę właśnie wprowadza marszałek Kuchciński selekcjonując, kto może wejść do Sejmu. Złożę więc zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nadużycia władzy. Ponieważ będę oskarżoną w sprawie, to jeśli prokuratura ją umorzy, to będę mogła wytoczyć marszałkowi Kuchcińskiemu prywatną sprawę karną. Ale myślę też, by pójść drogą administracyjną. I dziś składam skargę do marszałka Sejmu na jego działania. Zobaczymy, jaki będzie jego ruchu. Tak czy inaczej nie odpuszczę. I zachęcam do tego samego innych dziennikarzy. Działania marszałka są bezprawne i powinny być poddane ocenie sądu.

Myśli pani, że bojkot Sejmu przez dziennikarzy jest możliwy i ma sens?

Po pierwsze, to solidarności dziennikarzy w tej sprawie nie będzie. A po drugie, co mielibyśmy w ten sposób zyskać? Posłowie, którzy chcą istnieć w mediach, będą mogli wyjść przed Sejm, czy pójść do telewizji. Pełnimy funkcję usługową wobec społeczeństwa. Mamy przekazywać informacje, zdobywać je, opracowywać, opatrywać komentarzami. To jest nasza funkcja, więc wycofywanie się z Sejmu w ramach protestu, nie ma sensu. Poza tym, jeśli to zrobimy, to pozostanie nam tylko to, co władza nam z niego przekaże, czyli formalne transmisje.

Mocno wybiórcze transmisje.


Dokładnie tak. Mogliśmy się o tym przekonać chociażby podczas transmisji z Sali Kolumnowej. Tak filmowano, żeby niczego nie sfilmować. To jest to, na co się godzimy. To samo widzimy podczas obrad sejmowych komisji, gdzie kamera jest w jednym miejscu. A np. poseł Piotrowicz podczas komisji sprawiedliwości wyłącza mikrofon, by nie było słychać wypowiedzi posłów opozycji – i oglądając oficjalna relacje ich nie słyszymy. A jeśli na sali są dziennikarze, którzy rejestrują dźwięk, to w ich relacji możemy wszystko usłyszeć. Władza chce mieć monopol na informacje, ćwiczyliśmy to 30 lat temu. W ogóle mam wrażenie, że żyję w największej rekonstrukcji w dziejach mody na rekonstrukcje: w rekonstrukcji PRL-u.

Marszałek Kuchciński konsekwentnie i po trosze od grudnia 2016 roku przed dziennikarzami zamyka Sejm...


Nie tylko przed dziennikarzami.

Ale i przed obywatelami.

Dokładnie. I to jest kluczowe. Obywatele po to mają dostęp do Sejmu, by kontrolować władzę. A media mają im w tym pomagać. Poza tym, mogą współuczestniczyć w procesie legislacyjnym, np. jako interesariusze. Ostatnio podczas Komisji Rodziny i Polityki Społecznej nie wpuszczono do Sejmu przedstawicieli organizacji osób niepełnosprawnych. A w środę, w tym kompletnym bałaganie, do Sejmu nie weszli nawet przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia.

To był pewnie akurat wypadek przy pracy.

Pewnie wypadek przy pracy. Ale i pokazuje, jaki chaos wprowadza w Sejmie marszałek Kuchciński. A do tego odcina społeczeństwo od udziału, od władzy. Suweren ma wybrać władzę, a potem, do następnych wyborów siedzieć cicho i się nie wtrącać.

I nie mieć żadnej kontroli nad tym, co się dzieje w Sejmie.


Nie mieć kontroli, nie mieć głosu. Konsultacje społeczne przeprowadzane są wyłącznie przy projektach rządowych, ale większość powstających w rządzie do Sejmu posyłana jest jako poselskie, omijając konsultacje. Te które są rządowe i z konsultacją, z wielkiej łaski wysyłane są rozmaitym organizacjom i daje im się trzy dni na uwagi, których się potem nie uwzględnia. W ten sposób eliminuje się wpływ obywateli na rządzenie.

Planujecie kolejny protest dziennikarzy przed Sejmem?


Mamy pewną trudność. Władza PiS coraz mniej chętnie zwołuje posiedzenia Sejmu, na co skarży się też opozycja. Uchwalili "dobra zmianę" i mogą zamknąć Sejm. Jest zaplanowane posiedzenie w czerwcu, potem po jednym w miesiącu – ale czy się faktycznie odbędą? Rozmawiałyśmy w środę z Elizą, że będziemy się starały jeszcze jeden protest zorganizować zanim ten Sejm zostanie zamknięty na wakacje.

Miejmy nadzieję, że marszałek Sejmu się opamięta

Nie, nie miejmy nadziei. Walczmy. Trzeba działać.
Trwa ładowanie komentarzy...