Szyszko zadrwił sobie z władz PiS-u. Sprytnie zignorował wydany zakaz i usłyszał parę niemiłych słów

Jan Szyszko przyszedł na sam koniec I Marszu św. Huberta.
Jan Szyszko przyszedł na sam koniec I Marszu św. Huberta. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Jak na to zareagują władze PiS? Zapewne okaże się w najbliższych dniach. Jan Szyszko wyraźnie zignorował wydany zakaz udziału w Marszu św. Huberta, choć zrobił to dość sprytnie – były minister nie maszerował obok działaczy Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR-u, lecz pojawił się w gronie demonstrantów na sam koniec manifestacji.

Organizatorem I Marszu św. Huberta byłoEkologiczne Forum Młodzieży – organizacja bliska Janowi Szyszce, wielokrotnie wspierająca go w jego metodzie walki z kornikiem w Puszczy Białowieskiej. Marsz reklamowało Radio Maryja czy Telewizja Republika. Właściwie było jasne, że przedsięwzięcie to jest próbą sił między Toruniem a Nowogrodzką, uczestnicy zaś to osoby bliskie "dobrej zmianie", lecz ją rozczarowane.

Żałujcie, że nie możecie tu być!
Na parę dni przed marszem władze PiS postanowiły zakazać politykom partii rządzącej udziału w tym wydarzeniu. Szef klubu Ryszard Terlecki zapowiedział przy tym "surowe konsekwencje, włącznie z wykluczeniem z klubu" wobec tych polityków, którzy złamią zakaz. I faktycznie - przez parę godzin na marszu żadnego polityka PiS nie zauważono. Nawet poseł Robert Winnicki z Ruchu Narodowego pozwolił sobie na drwiny: "Pozdrowienia dla parlamentarzystów PiS - żałujcie, że nie możecie tu być!".
Jan Szyszko wraz z o. Tadeuszem Rydzykiem, uważani za ojców chrzestnych Marszu św. Huberta, w tym czasie byli w innej części Warszawy – brali udział w konferencji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po niej jednak były minister środowiska postanowił przybyć przed Sejm i dołączyć do uczestników wydarzenia, ignorując zakaz wydany przez władze PiS.

Po formalnym rozwiązaniu
Na miejscu polityk usłyszał parę niemiłych słów – przywitały go bowiem okrzyki kontrdemonstrantów: "Będziesz siedział!" czy "Szyszko za kraty!".
Ruch byłego ministra środowiska był całkiem sprytny – Jan Szyszko pojawił się w otoczeniu organizatorów marszu w chwilę po jego formalnym rozwiązaniu, aby nikt mu nie zarzucił, że złamał wydany zakaz. Teraz kierownictwu PiS pozostaje ocenić, czy czasem nie było to zwykłe zadrwienie z decyzji władz partii.
Trwa ładowanie komentarzy...