2500 zł za jedną siekierę, 10 000 za drewno do treningów. Polak jedzie na mistrzostwa świata ekstremalnych drwali

Michał Dubicki będzie reprezentował Polskę na międzynarodowych zawodach drwali w Marsylii. Opowiada naTemat o tym sporcie, jego zasadach i kosztach.
Michał Dubicki będzie reprezentował Polskę na międzynarodowych zawodach drwali w Marsylii. Opowiada naTemat o tym sporcie, jego zasadach i kosztach. Materiały prasowe Stihl Champions Trophy 2018
Słyszeliście kiedyś o zawodach drwali? Niewielu pewnie wie, że to nie jest zwykłe machanie siekierką, a mordercza sztafeta, w której rzeczywiście lecą drzazgi i wióry. W tym roku na międzynarodowych zawodach drwali we Francji reprezentować Polskę będzie strażak Michał Dubicki. W naTemat zdradza tajniki swojego treningu i wyjaśnia o co chodzi w tym sporcie.

Są różne sporty ekstremalne: skok na bungee, wspinaczka wysokogórska, a co takiego ekstremalnego jest w zawodach drwali?

Trzeba samemu spróbować, to wtedy na pewno poczuje się tę adrenalinę (śmiech). To jak w każdym sporcie, każdy ma jakieś cechy ekstremalności. Tutaj może być to praca ostrymi narzędziami, którymi trzeba się umiejętnie posługiwać, czy wchodzenie po deskach na pień i ścinanie kłody na wysokości ponad dwóch metrów, co jest bardzo ryzykowną sprawą, ale także fajną zabawą przede wszystkim. A przecież o to chodzi też w sporcie.

Czyli adrenalina jest, a jest też trema?

Przed każdymi zawodami, jak najbardziej. Czasami nawet spora.

Ale pan dostał się do nadchodzących zawodów ogólnoświatowych w Marsylii przebojem, bo jako pierwszy w historii tej dyscypliny debiutant, przeszedł pan od razu przez kwalifikacje, czyli już osiągnął pan sukces…

Dziękuję bardzo! To bardzo fajna sprawa, ale wyrzeczenia też były, ciężkie treningi, ogromne ilości porąbanego i pociętego drewna… Ale jak już coś robię, to trzeba to robić dobrze – taką mam dewizę.

No właśnie, bo zawody drwali porównując je z np. piłką nożną czy siatkówką, są bardzo egzotyczne jeśli chodzi o polskich miłośników sportu. O co w nich chodzi?
W tych, w których bede uczestniczył, czyli Champions Trophy, to jest taka sztafeta, wygrywa ten, który będzie najszybszy. Wymaga ona niesamowitej wydolności organizmu. Ja nie mam dużego doświadczenia z siekierami, więc moim atutem będzie właśnie kondycja w tych konkurencjach, które będą opierały sie na operowaniu właśnie siekierą. Tutaj liczy się technika, którą niektórzy zawodnicy szlifują od kilkunastu lat. Ja startuję w zawodach dopiero od półtora roku.

A ile jest tych konkurencji?

Są cztery konkurencje. Pierwsza to Stock Saw, czyli cięcie pilarką spalinową jednego krążka sosny wejmutki. Następnie po wycięciu biegniemy do Underhanda [Underhand Chop – przyp. red.] – to jest taki pieniek leżący w poprzek, na którego wchodzimy i przecinamy siekierą. Później biegniemy z powrotem do tej sosny wejmutki i tniemy ją Single Backiem, czyli piłą ręczną. Po odcięciu krążka, na końcu jest Standing Block Chop, czyli pieniek stojący na stojaku, który tez przecinamy siekierą.


I to robicie w parach?

Tak, z przeciwnikiem. W konkurencji startują dwie osoby, na sygnał dźwiękowy – strzał z pistoletu – zaczynają ciąć. Wszystkie konkurencje trzeba wykonać oczywiście jak najszybciej.

A jaki jest pana rekord?

Jedyny taki miałem na zawodach w Polsce, to była minuta dwadzieścia trzy sekundy. Najlepsi zawodnicy na świecie mają poniżej minuty. Rekord świata to jakieś 50 sekund, także to niesamowity wynik, bo nieraz na jednej konkurencji można taki czas osiągnąć. Oczywiście to zależy od drewna i od siekier, bo ci zawodowi zawodnicy, którzy już długo są związani z tym sportem, mają swoje sprzęty tak dopracowane, że to na pewno ma wpływ na to, żeby te kilka sekund z tego wyniku urwać.

No właśnie, bo czym różni się taka zwykła siekierka od tej używanej w zawodach?

Normalna siekiera to tylko ma nazwę (śmiech). Tutaj nasze sprzęty są całkiem inne. I trzonek i sama siekiera produkowane są na zamówienie przez dwie firmy na świecie. One robią specjalne odlewy i są ludzie, specjaliści, którzy potem te odlewy szlifują. A rodzajów samych siekier jest bardzo dużo, chyba z 50. Każdy dobiera odpowiednie dla siebie pod względem wagi, rodzaju ostrzenia itd. Jedna siekiera drugiej nie jest równa, bo nawet jak numer seryjny ma taki sam, to każda inaczej tnie i trzeba lat praktyki w ich doborze, żeby dojść do perfekcji. No i dużej liczby siekier. Ale nas na to nie stać, bo są bardzo drogie i każdy ma po dwie, trzy i tylko na zawody je trzymamy.

A jaki jest koszt takiego zestawu?

Siekiera kosztuje w granicach 2500 zł, piły Single Backi są nieosiągalne dla zwykłego użytkownika i kosztują około 10000 zł i po kilku cięciach trzeba je wysyłać do Niemiec do naostrzenia. Nam nie opłaca się posiadać takiej piły, bo ją i tak trzeba by było od razu wysyłać do naostrzenia, a to są dodatkowe koszty. Z kolei piły spalinowe, są juz bardziej uniwersalne, każdy z nas taką posiada, taką trenuje i jest chyba tylko jeden model używany w każdych zawodach.

Wspomniał pan o treningach. Jak wyglądają one w przypadku startu w zawodach. Rodzina pewnie jest zadowolona, bo ma wtedy pocięte całe drewno na opał?

(śmiech) U mnie jest trochę inaczej, bo ja mam tartak i drewna topolowego, wykorzystywanego w zawodach używam głównie do przekładek do drewna dębowego. Wybieram sobie wtedy najlepsze klocki, toczę je na tokarce, żeby były równej grubości. Nie ćwiczę na drewnie nieobrobionym, bo tu chodzi o wyćwiczenie techniki cięcia, a poza tym w każdej konkurencji jest odpowiednia grubość bala, bo tu wszystko się liczy: i liczba uderzeń i częstotliwość, więc muszę każdy kawałek drewna dostosować, żeby móc na nim ćwiczyć.
Ale rąbanie i jego technika to nie wszystko, bo wspomniał pan także o kondycji.

Tak, to też ćwiczenia na siłowni i treningi wydolnościowe. W sumie więcej tych drugich niż siłowni, bo siłownia robi oczywiście masę mięśniową, która też jest potrzebna, ale najważniejsza w tym sporcie jest dynamika i wydolność organizmu. Czyli wykonuję głównie takie ćwiczenia crossfitowe. Ostatnie dwa tygodnie przed zawodami zarzuciłem wszystkie inne zajęcia i skupiłem się właśnie na przygotowaniach głównie do sztafety, a co czwarty dzień robiłem jakiś crossfit wydolnościowy, wytrzymałościowy.

Czyli jest wola walki o mistrzostwo przed 26. maja [wtedy odbywają się Międzynarodowe zawody drwali Champions Trophy w Marsylii – przyp. red.]?

Będzie bardzo ciężko, ale nie oddam łatwo tego trofeum, na pewno nie walkowerem, muszę tutaj na pewno zawalczyć.

A jak ocenia pan przeciwników?

Są bardzo mocni, przede wszystkim Nowa Zelandia, Australia [to z tego kraju pochodzi ten sport – przyp. red.], Kanada i Steven Hart, no i Stany Zjednoczone. To oni tutaj są najmocniejsi. No i oczywiście Martin Komarek, Czech, który zawsze jest gdzieś w czołówce. On ma pecha, bo nigdy nie był pierwszy, ale często np. trzeci. Wygrana biegu z którymś z tych zawodników, byłaby dla mnie wielką satysfakcją. A osiągnięcie podium – to byłby szczyt marzeń!

Wracając do materiałów, bo opisując konkurencje mówił pan o różnych rodzajach drewna. Co rąbiecie i tniecie na zawodach?

Do rąbania używana jest biała topola, ale specjalna, z upraw w Holandii, która ma trochę inne cechy niż znana nam w kraju topola. Ma prostsze słoje, łatwiej się odłupuje. Naszą topolę trochę ciężej się rąbie, dlatego też te wyniki zdobywane w Polsce mogą się trochę różnić i być gorsze niż zagranicą, bo to drewno jest trochę bardziej mokre, świeższe i ma inną budowę.

A do cięcia pilarką, czy tą piłą ręczną zwaną Single Backiem, używana jest sosna wejmutka. Nie wiem dlaczego nie zwykła sosna, trudno mi powiedzieć. I tutaj także wybiera się taki kawałek tej sosny, który nie ma sęków, jest prosty i równy, żeby każdy zawodnik miał równe szanse, bo wiadomo, że sęki powodują pewne utrudnienia podczas cięcia.

Skąd w ogóle pomysł w pana życiu na zostanie ekstremalnym drwalem?

Kiedyś na Eurosporcie oglądałem zawody drwali, a słyszałem, że mój kolega, Kacper Kaczmarek, też parę lat temu startował w nich, jakiś sukces osiągnął i pomyślałem czemu samemu nie spróbować? No i w tamtym roku w marcu udało mi się dostać na pierwszy trening w Stihlu i spodobało mi się. To jest fajna odskocznia od stresów pracy i prowadzenia własnej działalności. Taki sport, gdzie mogę chwilowo ten stres zawodowy zamienić na stres sportowy, naprawdę dużo daje paradoksalnie odpoczynku.

No właśnie, bo oprócz posiadania tartaku jest pan także strażakiem ochotnikiem. Czy pana umiejętności przydały się kiedyś w jakiejś akcji?

Nie, nie było takich zdarzeń, nie było takiej potrzeby.

Ale chociażby utrzymywanie formy to dla strażaka podstawa.

No tak, oczywiście, że tak.

A w pana rodzinnych Konarach jest dużo takich ekstremalnych drwali?

(śmiech) Nie, tylko ja tutaj jestem takim ekstremalnym drwalem. Wie pan, żeby wykonywać ten sport trzeba mieć też pewne warunki. Przede wszystkim czasowe, bo sam trening może trwać krótko, ale przygotowanie drewna, stojaki, wbicie tego wszystkiego zajmuje o wiele więcej czasu. Dodatkowo trzeba mieć jakieś miejsce na ćwiczenia. No i pieniądze. Wszytko zawsze wiąże się z jakimiś kosztami.

Jak to wygląda kosztowo, pomijając sprzęt, o którym już mówiliśmy?

W tym roku na drewno wydałem coś około 10 tysięcy złotych, ale to też może przesada, bo część tego drewna została sprzedana na opał do kominka, także są małe zwroty tych kosztów.

Powiedzieliśmy o regionalnym zainteresowaniu, a jak to jest w skali kraju – dużo jest drwali w Polsce?

W mojej grupie treningowej jest 12 osób, teraz doszło do nas trochę młodzieży, 11 osób, w tym jedna kobieta. Była już na dwóch treningach, także się nie wykruszyła. A wszyscy zawodnicy są rozproszeni po całym kraju, bo są osoby z Katowic, z Pomorza czy z Zielonej Góry np. wielokrotny mistrz Polski Arkadiusz Drozdek.

A teraz przed panem zawody w Marsylii, ale nie będą one jedyne w tym roku?

Nie, już tydzień po zawodach w Marsylii, pod Poznaniem odbędą się kwalifikacje do naszej polskiej edycji zawodów Champions Trophy. Dwójka najlepszych zawodników wyłonionych w tej rywalizacji, dostanie się do europejskich kwalifikacji, które odbędą się w październiku w katowickim Spodku, a ich zwycięzca pojedzie na kolejną edycję ogólnoświatowych finałów Champions Trophy.
Trwa ładowanie komentarzy...