Na jednym baku w tym aucie przejechałem 1200 km. To auto stworzone do długich podróży

Skoda Superb w wersji Laurin&Klement. To auto, które zaskoczy nawet zaciekłych sceptyków Skody. Fot. naTemat
Ładna, ekonomiczna, wyjątkowo duża, a do tego atrakcyjna cenowo na tle konkurencji. Taka jest najnowsza Skoda Superb, która jest najlepszym sposobem na to, by przekonać sceptyków do Skody. Takim sceptykiem kiedyś byłem i ja, ale im dłużej obcuję z autami czeskiego producenta, tym bardziej rozumiem, jak to możliwe, że od lat szturmują polski rynek. Ewolucja, którą przeszli na przestrzeni ostatnich lat jest godna podziwu, bo markę udało się tutaj odczarować. Problem mogą mieć jedynie z klientami, dla których logo na masce wciąż jest kluczowe.

Tak dokładnej możliwości, żeby na spokojnie zapoznać się z jednym autem testowym jeszcze chyba nie miałem. Skodą Superb w pięć dni pokonałem pod 3000 kilometrów i na dobrą sprawę w tym okresie więcej czasu spędziłem w aucie niż poza nim. To pozwoliło nam naprawdę się zżyć i polubić. Pierwsze skojarzenie, gdy w myślach przywołuję to auto? Wyjątkowy komfort i zaskakująca oszczędność, którą najlepiej zobrazuje fakt, że na jednym baku udało pokonać mi się blisko… 1200 kilometrów. Szczere WOW, zwłaszcza, że na początku komputer pokładowy pokazywał zasięg „jedynie” na poziomie 900 kilometrów, ale w trasie udało się ten wynik jeszcze poprawić.

Poprzedni Superb to nie była moja bajka. Prosta limuzyna dla prezesów niższego i średniego szczebla (poza najważniejszym prezesem w Polsce), duża i wygodna, ale po prostu nudna. W nowej odsłonie to jednak zupełnie inna bajka. To gigantyczny jakościowy skok w dobrą stronę. To już na pewno nie auto, na które zdecydować się można jedynie ze względów pragmatycznych i ekonomicznych. To nowoczesny samochód z atrakcyjną stylistyką.
Sami spójrzcie, ostra linia z boku, płynnie opadająca linia dachowa, gdzie czeka dobrze wkomponowany „tyłek”. Nawet LED-owe i szerokie reflektory fajnie tu wyglądają. Wygląd to oczywiście kwestia dyskusyjna, ale poważnie, nie sądziłem, że kiedyś to powiem: ta Skoda z zewnątrz wygląda świetnie. Do ogólnych wrażeń estetycznych dochodzą też te praktyczne – Superb jest naprawdę duży. To (rodzinna) limuzyna pełną gębą. Rozmiarami przewyższa konkurencyjnego Passata i w tym momencie bezpośrednio konkuruje już raczej ze zjawiskowym Volkswagenem Arteonem.
Po tych kilku dniach za kierownicą Superba mam wrażenie, że to auto po prostu stworzone do dalekich i długich podróży. Praktyczność tego samochodu można odmieniać tutaj na wszystkie sposoby. Ilość gratów, które możesz załadować do bagażnika jest niemal nieograniczona. Nikt nie przewozi „litrów”, w których zawsze podawana jest pojemność kufra, dlatego niech zobrazuje to sytuacja z życia wzięta. Auto zapakowane na dwie osoby z dodatkową lodówką w bagażniku, a i tak zmieściły się tam jeszcze dwie wielkie i wypchane do granic możliwości podróżne plecaki dwójki polskich autostopowiczów.
Pod względem miejsca równie dobrze, a może jeszcze lepiej jest w środku. A głównie z tyłu, gdzie ilość miejsca zadowoli nawet najbardziej wybrednych i gabarytowych pasażerów. Sporo przestrzeni przed nogami i nad głową. Podróż mogą umilać też niewielkie podnóżki, a z tyłu śmiało można się przespać. Ja czas spędzałem głównie za kierownicą, ale jeśli mógłbym wybierać, mocno zastanowiłbym się nad rezerwacją miejscówki z tyłu.
Podróż Superbem nie męczy. Byłem zaskoczony w jak dobrej formie łykałem kolejne setki kilometrów po europejskich autostradach. Horrendalnie wysokie mandaty za granicą robią też swoje, ale ten 190-konny diesel z automatyczną skrzynią biegów i napędem 4x4 i tak nie prowokuje do szybszej czy agresywnej jazdy.
Dostojnie i powoli płyniesz do przodu, nie napinając się na nic dookoła. Postoje to raczej kwestia rozsądku i konieczności rozprostowania kości niż realnego zmęczenia. Przerwy na tankowanie należały do rzadkości, częściej na stacjach trzeba było myć szybę z owadów niż dolewać paliwa. 66-litrowy zbiornik w rekordowym momencie wystarczył na niemal 1200 przejechanych kilometrów. Totalny kosmos! Komputer pokładowy po pięciu dniach pokazywał średnie spalanie na poziomie 7,5l/100km, ale szybka matematyka i wiadomo, że na wspomnianym rekordowym odcinku udało się zejść do ok. 5,5l/100km.
Testowany model był w najwyższej wersji wyposażenia, jaką oferuje Skoda tj. Laurin & Klement. W tym wariancie auto zaczyna się od 163 250 zł. Tymczasem już za 10 tys. zł mniej możemy kupić identycznego jeśli chodzi o silnik, napęd i skrzynię biegów Superba w sportowej odsłonie Sportline. Jak dla mnie w zupełności wystarcza i wygląda nawet lepiej, ale może to jeszcze kwestia wieku i oczekiwań. Natomiast najtańszego Superba w ogóle można mieć już od 86 tys. złotych, ale to już totalny „golas” z manualną skrzynią biegów i 125KM pod maską. Nie chcecie sobie tego robić.
I tak jak na zewnątrz do Superba nie można się przyczepić, tak w środku nie jest już tak dobrze. Tutaj szybko w oko wpada fakt, że elementy nie są wykończone z materiałów premium, a jakość niektórych elementów to cena za… niską ceną tej dużej limuzyny. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest źle, jest po prostu normalnie, po bożemu. To jednak kompromis, na który musimy się zgodzić i o którym powinien wiedzieć każdy zanim wsiądzie do Superba. Po prostu nie można mieć wszystkiego. Osobiście poszedłbym także raczej w ciemną kolorystykę foteli i inny kolor lakieru, ale to już kwestia gustu.
Bardzo spodobał mi się za to duży i płynie działający ekran multimedialny, którym sprawnie, łatwo i intuicyjnie obsługujemy auto. Działał szybko i przejrzyście. Duża „okejka”. Mniejsza „okejka” natomiast za zegary, które są po prostu bardzo zwykłe. Trochę trącą myszką, ale szybko przestałem zwracać na nie uwagę. Na plus zasługuje także duża praktyczność Superba, w którym czeka masa przemyślanych schowków (jeden nawet z parasolką w drzwiach, drugi z chłodzeniem pomiędzy fotelami). Wewnątrz tego auta po prostu czuć się po domowemu.
Wyposażenie Larint & Klement to poza kwestiami wizualnymi (skórzana tapicerka, 18-calowe alufelgi), przede wszystkim seria dodatków technologicznych np. zawieszenie adaptacyjne z wyborem trybu jazdy, maskowanei świateł drogowych, monitorowanie martwego pola, asystent pasa ruchu. Za kierownicą Superba pokonywałem i autostrady, i kręte górskie drogi, i miejskie uliczki. Wszędzie tam zachowywał się dokładnie tak, jak powinien. Ukłon w stronę napędu 4x4, który jest istotnym gwarantem pewności i bezpieczeństwa na drodze.
Skoda Superb naprawdę jest… super. To duża i atrakcyjna rodzinna limuzyna, która może się podobać. Sprawdzi się zwłaszcza w długich trasach, gdzie gwarantuje komfort podróży zarówno od strony fizycznej (ilość miejsca), jak i psychicznej (spalanie). Przyszli właściciele naturalnie musza liczyć się z pewnymi kompromisami związanymi z jakością wykończenia i prestiżem marki, ale jeśli dla kogoś te argumenty to kwestia drugorzędna, powinien się nad Superbem mocno zastanowić. Tylko weź tu kogoś przekonaj, że logo nie ma znaczenia.
Trwa ładowanie komentarzy...