W Warszawie to miejsce stało się fenomenem niedziel bez handlu. Zobacz skarby z Bazaru Olimpia

Bazar Olimpia w parku Moczydło na warszawskiej Woli zyskał wielu sympatyków szczególnie po wprowadzeniu niedziel bez handlu.
Bazar Olimpia w parku Moczydło na warszawskiej Woli zyskał wielu sympatyków szczególnie po wprowadzeniu niedziel bez handlu. Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl.
Od brudnego kieliszka po książkę Gierka. Szybciej byłoby zapytać: czego nie ma na Bazarze Olimpia w Warszawie? A przychodzą tu wszyscy, cały przekrój Warszawy, od pijaczka, po studneciaka czy kustosza. Niektórzy coś kupić, inni pooglądać, poczytać lub cyknąć sobie fotkę. Faktycznie, taki fenomen wymaga uwiecznienia. Zobaczcie nasze zdjęcia!

Park Moczydło w Warszawie co niedziela przeżywa niezłe oblężenie. A szczególnie wtedy, kiedy wypada ta bez handlu i wielkie centra handlowe są zamknięte. Wtedy na Bazarze Olimpia rozkwita prawdziwy targ.

– Często chodzimy tam z wnusią – przyznaje Aniela, 70-letnia emerytka z Bemowa. – Przeważnie, żeby popatrzeć, ale czasami uda sie kupić nam coś ciekawego. Ostatnio kupiłam tam ładne filiżanki – opowiada kobieta.
Ale nie tylko filiżanki można kupić na wolskim bazarku. Znajdziemy tam np. różnej maści dewocjonalia, obrazy i dziwne figurki. Wyglądają jakby były azteckie, ale co to za różnica – handlujący tutaj do każdego przedmiotu dorobią swoją ideologię. Aby tylko sprzedać.
Bazar otwierany jest wczesnym rankiem. Niektórzy, ale to głównie amatorzy mocnych trunków, zbierają się tutaj już o 4! Sprzedawcy przywożą ze sobą wszystko co uważają, że uda im się przehandlować. Niektórzy mówią, że to same rupiecie, ale dla innych brudny kieliszek, czy stara butelka to rarytas.
A wszystko oczywiście w "promocji" i po "okazyjnej cenie". Gdzie sie nie obejrzysz tam widać kartkę z napisem "wyprzedaż". I rzeczywiście większość rzeczy i to nie tylko staroci można kupić prawie za bezcen.
Wśród zainteresowanych i oglądających można znaleźć przedstawicieli całego przekroju warszawskiego społeczeństwa. Przychodzą tu studenci, ciekawska młodzież, starsi i młodsi, zapracowani i bezrobotni. Często słychać tu także rozmowy w różnych językach.

– Przychodzimy tam czasami, bo naprawdę można coś ciekawego kupić – opowiada 34-letnia Magda, przedstawicielka handlowa, którą spotykamy na spacerze z córeczką po Żoliborzu. – A sprzedaje sie tam wszystko od różnorakich wyrobów spożywczych, owoców itd. po, ja to nazywam "pizdryki", czyli różne drobiazgi, ciuchy, książki – śmieje sie kobieta.
A te "pizdryki" potrafią być często bardzo ciekawe! Na przykład kasety VHS – bardzo archaiczna sprawa – z nagraną w domowym zaciszu "Szklaną Pułapką" czy "Ostatnim Mohikaninem".
Wśród kupujących często można spotkać znawców sztuki, poszukiwaczy "smaczków", białych kruków i oryginalnych dodatków do mieszkania. Ten kto chciałby sprawić sobie nową ramę do obrazów powinien zawitać na róg Górczewskiej i alei Prymasa Tysiąclecia.
Bazar Olimpia stał się miejscem spędzania czasu w wolne, niedzielne przedpołudnie. Niektórzy rzeczywiście przychodzą tutaj z ciekawości, czy, żeby coś kupić. Inni, żeby poczytać, czy spotkać się z kimś. Ale jedno jest pewne. Każdy z nich znajdzie tu coś dla siebie.
Chcesz zobaczyć resztę zdjęć z naszej wizyty na Bazarze Olimpia? Obejrzyj galerię zamieszczoną niżej.
Trwa ładowanie komentarzy...