"Dzień po dniu odsłaniam coś nowego". Arkadiusz Myrcha ujawnia kulisy śledztwa w sprawie tzw. afery Glińskiego

Arkadiusz Myrcha śledzi aferę Glińskiego i publikuje coraz to nowe dokumenty dotyczące zakupu kolekcji Czartoryskich.
Arkadiusz Myrcha śledzi aferę Glińskiego i publikuje coraz to nowe dokumenty dotyczące zakupu kolekcji Czartoryskich. Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta
Krzysztof Brejza ma swoje "bum", którym rozpoczyna każdy nowy post dotyczący afer rządowych serwowanych suwerenowi przez PiS i poseł Arkadiusz Myrcha nie zamierza mu tego hasła zabierać. A szkoda, bo rewelacje dotyczące zakupu kolekcji Czartoryskich, które dzień po dniu wyjawia w mediach społecznościowych, także zasługują na jakiś wyróżnik. Bo zaraz będzie o nich mówiła cała Polska.

Panie pośle, czyżby pozazdrościł pan Krzysztofowi Brejzie? Od pewnego czasu śledzę pana aktywność w internecie i co chwila publikuje pan jakieś nowe wpisy dotyczące "afery Glińskiego".
Oj, zaraz pozazdrościł. To nie tak, to tylko naturalna konsekwencja. Razem z posłem Olszewskim wystąpiliśmy z szeregiem interpelacji w sprawie zakupu kolekcji Czartoryskich i wydania 500 milionów z kasy publicznej. Upłynęło trochę czasu i teraz te pisma zaczynają do nas spływać.

I stąd pańska nadaktywność w sieci?

Ja wiem, czy rzeczywiście nadaktywność? Faktem jest, że dzień po dniu odsłaniam coś nowego. Nie ma tam może wielkim smaków, ale są ciekawe wątki.

Na przykład?

Przede wszystkim chcę pokazać, gdzie minister Piotr Gliński mijał się z prawdą. Minister na przykład twierdził, że kupno kolekcji poprzedziły konsultacje i że zasięgał opinii wielu specjalistów. Tymczasem na jaw wychodzi, że w sprawie transakcji spotkał się tylko ze swoimi prawnikami z ministerstwie. I nawet nie wiadomo, czy rzeczywiście rozmawiano tam o zakupie kolekcji, bo jak się okazało, nie ma żadnej notatki służbowej z tego spotkania.
Może jeszcze nie dosłali?

Nie, minister już przyznał, że nie została sporządzona. Z dokumentów, jakie do nas spływają wynika jedynie, że podczas podejmowania decyzji o zakupie opierano się na jakichś możliwych scenariuszach przygotowanych 8 lat temu, gdzie zakup kolekcji był tylko jednym z rozpatrywanych wariantów. Na podstawie tamtego dokumentu minister podjął decyzję o zakupie kolekcji.


Chce pan powiedzieć , że minister tak się przestraszył hipotetycznego rozwiązania, że postanowił działać?

Trochę tak. Ale nie wziął pod uwagę rozwiązania najbardziej oczywistego, czyli przekształcenia kolekcji Czartoryskich na drodze ustawy w muzeum na wzór muzeum Ossolińskich. A takie rozwiązanie uporządkowało by sprawę kolekcji bez konieczności ponoszenia takich gigantycznych kosztów. I ja próbuję się dowiedzieć, dlaczego minister przyjął najprostsze rozwiązanie, które polegało na wydaniu 500 milionów złotych.
Co pan planuje w najbliższej przyszłości?

Trzeba dalej zbierać wszystkie informacje na temat tej transakcji. Wbrew zapewnieniom ministra Piotra Glińskiego wcale nie była transparentna ani oczywista. W przyszłości będzie można stwierdzić, czy doszło do złego zarządzania pieniędzmi. Zapewniam pana, że jeśli sprawa nie będzie miała finału w tej kadencji, to będzie miała w przyszłej.

A jak jest z tym spływaniem pism?

Powoli. Prokuratura, mimo tego, że upływa ustawowy termin do dziś niczego nie przysłała. W tym tygodniu prawdopodobnie złożymy skargę na działania prokuratury z powodu tej opieszałości. Wszyscy milczą, minister Gliński też nie ma za wiele do powiedzenia. Odpisał na przykład, że nie ma protokołu ze spotkań z księciem Czartoryskim.

Czy na tej podstawie będzie można w przyszłości uznać umowę za nieważną?

Ja się nie odważę na deklarację, że to się da odkręcić. Skarb Państwa umowę zawarł i wykonał.

Czyli jedynie będzie można rozliczać urzędnika państwowego, w tym wypadku ministra o niegospodarność?
Właściwie tak. W tej chwili jest czas na stawianie pytań i zbieranie odpowiedzi. To co dostaję to nie są jakieś wielkie wątki, ale niewielkie smaczki. Zbieramy dowody na to, że była to prywatna transakcja za prywatne pieniądze

Krzysztof Brejza ma na Twitterze swoje...

Bum!

... a pan nie ma takiego słówka.

No nie mam. "Bum" jest dla Krzysztofa na jego hity, jego odkrycia. Wiele osób stosuje już to słówko w sieci w odniesieniu do afer serwowanych rzez PiS. Mnie, jeśli chcę być oryginalnym, wystarczy tego słowa nie używać. Dla mnie najważniejsza jest "afera Glińskiego".
Trwa ładowanie komentarzy...