Robili wszystko, by nie wpuścić uchodźców do Europy. Aquarius po tygodniu tułaczki zacumował do Walencji

Migranci cieszą się po przycumowaniu Aquariusa do portu w Walencji.
Migranci cieszą się po przycumowaniu Aquariusa do portu w Walencji. Facebook/The Telegraph
Na pokładzie Aquariusa – statku należącego do Międzynarodowej Organizacji Sos Méditeranée znajdowało się 630 migrantów ocalonych tydzień temu prze zatonięciem. Przez tydzień Włochy, Malta, Francji i Hiszpania toczyły debatę, a raczej robiły wszystko co mogły, aby nie powitać statku w swoich portach. W końcu Hiszpania zadeklarowała przyjęcie Aquariusa, który przybył w niedzielę przed południem do portu w Walencji.

Sytuacja nie jest nowa. Kryzys migracyjny trwa nieprzerwanie od 2015 r. Jak podaje Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji, w 2017 r. przez Morze Śródziemne do Europy przypłynęło 171 635 imigrantów, a przynajmniej 3 119 straciło życie u wybrzeża Europy. Do tej pory Włoskie porty były jedynymi, które przyjmowały ocalonych migrantów w przeciwieństwie do francuskich i hiszpańskich. Tym razem jednak nowo wybrany rząd Włoch nie zgodził się.

Na pokładzie statku znajdowało się 450 mężczyzn, 80 kobiet w tym 7 w ciąży, 89 nastolatków i 11 dzieci poniżej 13 lat. Pochodzą oni z 26 różnych krajów. Łódź była przeładowana a żywność dostarczały na pokład Aquariusa włoskie i maltańskie statki. W końcu Walencja zadeklarowała otwarcie swojego portu. Na migrantów czekało 1 000 wolontariuszy, 470 tłumaczy i ponad 600 dziennikarzy. Również Francja zadeklarowała przyjęcie części osób do siebie. Dramat migrantów nie kończy się jednak gdy docierają do Europy.

Stary kontynent nie ma im nic do zaoferowania migrantom poza długimi miesiącami oczekiwania w obozach. Są one zarządzane również przez organizacje międzynarodowe, które starają się zapewnić wyżywienie, lekcje dla dzieci, wsparcie i wszystkie inne możliwe aspekty pomocy. Brakuje natomiast praktycznie wszystkiego: jedzenia, ciepłej wody, miejsca do spania oraz przede wszystkim informacji co dalej.


Ludzie są sfrustrowani. Obóz dla uchodźców to początek przede wszystkim długiej drogi administracyjnej. Wg danych za drugi trymestr 2017 r. 46 proc. wniosków o azyl polityczny została rozpatrzona pozytywnie, najwięcej przez Niemcy. Pozostaje pytanie, co zrobić z pozostała ponad połową, gdzie należy ich odesłać wiedząc, że większość nie ma ze sobą dokumentów. Problem stanowi także brak wspólnej polityki azylowej w Europie. Jeśli jeden kraj odmowi azylu, migranci wciąż mogą o niego prosić w innym.

Kim są migranci
Interesujące jest to, że kryzys migracyjny ma charakter polityczny a nie humanitarny. O samych migrantach ich pochodzeniu właściwie niewiele się mówi, poza tym, że chcą się przedostać do Europy. Przez Libię do Włoch wiedzie najbardziej niebezpieczny szlak morski. Migranci pochodzą głównie z terenów Afryki Subsaharyjskiej. Ich celem nie jest Europa, tutaj przedostaje się jedyne 12 proc., reszta zostaje w Afryce. Nazywa się ich imigrantami ekonomicznymi, nie ma to jednak porównania z europejską imigracją do krajów, w których zarabia się lepiej.

Ci migranci uciekają przed śmiercią głodową, służbą wojskową na całe życie, ubóstwem. Niektórzy z nich wędrują nawet przez kilka lat przez Afrykę, ciężko pracując, aby opłacić ucieczkę do Europy przy pomocy przemytników. Ich dramat zaczyna się w Libii, która pogrożona jest w chaosie i stanie wojny domowej. Jak podaje Amnesty International, wciąż trwa tu handel czarnoskórymi niewolnikami – cena za jedną osobę wynosi ok 200 dolarów.

Istnieją obozy pracy, niektórzy zostają porwani i torturowani, aby wymusić okup od rodziny, kobiety są gwałcone. Części udaje się uciec; inni są wykupieni a pozostali umierają. Wszyscy są zgodni – Libia to koszmar, gdyby wiedzieli co ich tam czeka, nigdy nie wybraliby się w tę podróż. Nie dziwne więc, że gdy tylko znajdą się w Libii, Europa może wydawać się jedyną alternatywą. Ostatnim etapem jest przeprawa przez Morze Śródziemne z Trypolisu do Włoch. Dystans do pokonania wynosi ok. 300 km. W tej odległości znajduje się Lampedusa – pierwsza włoska wyspa. Przepłyniecie 300 km przez morze pontonem wydaje się szaleństwem, a należy dorzucić do tego jeszcze fakt, że migranci pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej w większości nigdy nie widzieli morza i nie potrafią pływać. Łatwo więc o zatoniecie łodzi w wyniku paniki, ktokolwiek wypadnie za burtę nie ma szans na przetrwanie.

Sos Méditeranée
W wyrazie sprzeciwu i niezgody na bierność Europy wobec tak licznych zatonięć na Morzu Śródziemnym z inicjatywy niemieckiego kapitana Klausa Vogela i Francuzki Sophie Beau w 2015 r. powstała organizacja SOS Méditerranée. Jej podstawę stanowi statek z lat 70-tych z międzynarodową załogą, wśród której znajdują się m.in Lekarze Bez Granic. Wypływa on z Marsylii na ok. 3-tygodniowe rejsy by szukać tych migrantów, którzy potrzebują pomocy na szlaku z Libii do Włoch.

Tego typu organizacje mogą interweniować, gdy migranci znajdują się na terenie wód międzynarodowych. Wtedy zabierają ich na swój pokład, udzielają pomocy medycznej, wsparcia psychicznego. Celem jest bezpieczne wysadzenie ich na lądzie i danie im szansy starania się o status uchodźcy w sprawiedliwych warunkach. W pierwszym roku działalności na morzu (od marca 2016 do marca 2017) Sos Méditerranée uratowało 13 991 osób. 83 proc. stanowili mężczyźni z czego 24 proc. to nieletni, w większości bez opieki. Jedynym krajem, który do tej pory otwierał swoje porty były Włochy. Teraz najwyraźniej sytuacja uległa zmianie wiec problem powróci na pewno dość szybko, gdyż SOS Médieranée interweniuje nieprzerwanie.


Uszczelnianie granic
Przez Morze Śródziemne do Europy prowadza trzy główne szlaki do Grecji, Włoch i Hiszpanii. Europejscy politycy jako najważniejszy aspekt podnoszą uszczelnienie granicy na Morzu Śródziemnym, aby uniemożliwić przybycie migrantom, którzy szukają azylu w Europie. Zdecydowano się m.in. na współpracę z Libią – w zeszłym roku przekazano jej 46 mln euro wsparcia na ochronę granic.

Władze Libii podały na początku grudnia, że w 2017 r. zatrzymały lub uniemożliwiły emigracje 80 000 osobom. Dylemat moralny polega na tym, że Libia nie przestrzega praw człowieka, zezwala na niewolnictwo i tortury. Nie jest ona nawet sygnatariuszem Konwencji Genewskiej dotyczącej uchodźców. W internecie można znaleźć wiele nagrań, na których widać straż przybrzeżna Libii na statkach, która bije "ocalonych imigrantów" czy uniemożliwia im wejście na pokład.

Kryzys migracyjny jest rozpatrywany przede wszystkim w wymiarze tego jak Europa ma uniemożliwić migracje, a nie jak znaleźć rozwiązanie problemu. Co jakiś czas europejscy politycy wygłaszają hasła solidarności, ale nie idą za nimi żadne działania. Dzisiejsza historia Aquariusa pokazuje, że sytuacja na Morzu Śródziemnym to wolna amerykanka a Europa jest równie daleko od znalezienia rozwiązania, co w 2015 r.
Trwa ładowanie komentarzy...