Chcieli zatrzymać marsz Młodzieży Wszechpolskiej w Radomiu. Zostali wylegitymowani przez policję

Zatrzymani nagrali akcję policji, która usunęła ich z drogi przechodzącego marszu Młodzieży Wszechpolskiej w Radomiu.
Zatrzymani nagrali akcję policji, która usunęła ich z drogi przechodzącego marszu Młodzieży Wszechpolskiej w Radomiu. Fot. Screen z Facebooka / KOD
Kilka osób, które próbowały zablokować marsz Młodzieży Wszechpolskiej w Radomiu z okazji nadchodzącej rocznicy wydarzeń Radomskiego Czerwca'76, zostały wyniesione i wylegitymowane przez policję. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", blokujący nie przyjęli mandatów.

W sobotnie południe ulicami Radomia przetoczyło się ok. 50 młodych narodowców. Marsz Młodzieży Wszechpolskiej szczelnie obstawiła policja, zaś pracownica magistratu pilnie obserwowała go pod kątem głoszenia haseł promujących chociażby zakazane ideologie. Jak informuje "Wyborcza", w połowie trasy marszu kilkanaście osób związanych z grupą Radomianie dla Demokracji, Komitetem Obrony Demokracji i Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet próbowało go zablokować. Usiadły na deptaku, trzymając się pod ręce. Szybko podnieśli je policjanci idący przed czołem marszu.

– Gdzie byliście rok temu, gdy nas bili? – pytała jedna z blokujących. Zatrzymani nagrywali akcję policji, domagali się też podania przyczyny zatrzymania. Siedem osób zostało wylegitymowanych, policjanci zaproponowali im mandat za zakłócanie legalnej demonstracji w wysokości od 50 do nawet 500 zł, ale blokujący odmówili ich przyjęcia. – Nie mogliśmy ich przyjąć, bo nie złamaliśmy prawa – mówili już po zakończeniu interwencji policji. – Pójdziemy do sądu i niech on rozstrzygnie sprawę – dodali.
Atak w Radomiu
Przypomnijmy, że 24 czerwca 2017 roku na demonstracji Komitetu Obrony Demokracji w Radomiu pojawili się przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Narodowcy zaatakowali jednego z członków KOD, któremu pomogli inni uczestnicy marszu. Na miejscu zdarzenia nie zjawiła się jednak policja. "Straż miejsca dała dyla, a policja nie dała, bo nie było jej tam wcale. Patrol pojawił się ok. 30 minut po "zabawie" – napisał wówczas na Facebooku Filip Błażejowski, który bójkę uwiecznił na zdjęciach. Nikomu nic poważnego się nie stało. Śledztwo w tej sprawie wciąż się toczy.

źródło: wyborcza.pl
Trwa ładowanie komentarzy...