"Pan Radosław wyskoczył z okna podczas meczu Polska-Kolumbia". Z tymi rywalami już raz kompromitująco przegraliśmy

Tomasz Kuszczak puszcza jedną z najbardziej wstydliwych bramek w swojej karierze.
Tomasz Kuszczak puszcza jedną z najbardziej wstydliwych bramek w swojej karierze. fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
Koneserzy polskiej reprezentacji z pewnością pamiętają mecz z Kolumbią sprzed 12 lat. Nie dlatego, że miał taki sam ciężar gatunkowy jak ten z rosyjskiego mundialu. Był to mecz towarzyski, rozgrywany w Kotle Czarownic, czyli Stadionie Śląskim w Chorzowie. Ale z powodu niecodziennej bramki, jaka padła w tym meczu, spotkanie jest wspominane latami.

W 63. minucie meczu stało się coś niewytłumaczalnego. Kolumbijski bramkarz Luis Martinez wybił piłkę. Ot, zwykły wykop, jakich wiele w każdym meczu. Ta jednak jak zaczarowana leciała przez całe boisko i nie chciała upaść. Pech chciał, że Tomasz Kuszczak urządził sobie wycieczkę poza pole karne w stylu Manuela Neuera. A że Neuerem nie jest... futbolówka – mówiąc po piłkarsku – wpadła mu za kołnierz. To po takich meczach umacniał się pseudonim Kuszczaka, którego raczej jako bramkarz nie lubił. Mówiono o nim per "Puszczak".

Upokarzającego gola nie zdzierżył pan Radosław, 27-letni kibic biało-czerwonych z Olsztyna. Gdy zobaczył, że piłka wpada do bramki Kuszczaka, po prostu... wyskoczył z okna. – Nie no po prostu coś mnie wzięło i już nie mogłem. Nie wiem tylko, czemu w stronę okna, a nie w stronę drzwi – tłumaczył swoje zachowanie dziennikarzom TVP.

Radosław z Olsztyna nie wytrzymał i wyskoczył z okna podczas meczu Polska - Kolumbia

Opublikowany przez Łukasz Łukaszewski Poniedziałek, 25 czerwca 2018
To niemal cud, że skoku z drugiego piętra nie przypłacił życiem. – Najczęściej dochodzi bowiem w takich przypadkach do złamania kręgosłupa czy złamań kości piętowych – tłumaczył na antenie TVP Bogusław Kurpian, ortopeda.

W przypadku pana Radosława doszło szczęśliwie tylko do uszkodzenia kręgosłupa. Szybko wyszedł ze szpitala. Trzy miesiące musiał spędzić w kołnierzu ortopedycznym. Jednak nie zrezygnował z kibicowania. – No co mi zostało...? Teraz będę na parterze oglądał – spuentował.
Trwa ładowanie komentarzy...