"Wstyd dla Rzeszowa". Miasto chciało pomóc zagranicznym studentom, a obudziło jakieś demony

Młodzież Wszechpolska protestowała przeciwko ulgom w komunikacji miejskiej dla zagranicznych studentów.
Młodzież Wszechpolska protestowała przeciwko ulgom w komunikacji miejskiej dla zagranicznych studentów. Fot. Grzegorz Bukała / Agencja Gazeta
Miały być bonusy dla wszystkich, nie ma dla nikogo. – Trochę wstyd dla miasta, że tak się to skończyło – mówi nam rzecznik prezydenta Rzeszowa. To, co w ostatnich dniach tu się wydarzyło, niektórzy pewnie nazwaliby polskim jadem w pigułce. Inni przyklasnęliby hasłom o dyskryminacji Polaków w ich własnym kraju. – Obudziły się jakieś niezrozumiałe dla mnie demony – mówi Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta Rzeszów.

Chyba nikt się nie spodziewał, że pomysł prezydenta Rzeszowa, który przegłosowała część radnych, może pokazać, jakie pokłady ksenofobii i poczucia niesprawiedliwości drzemią w części polskiego społeczeństwa. I że potrafią być tak silne, że pod ich naporem politycy będą w stanie wycofać się ze swoich zamiarów. Przynajmniej tu nikt tego nie przewidział.

– Sprawa wywołała tak wiele emocji, że uznaliśmy, że nie warto trwać przy naszym zamiarze. Obudziły się jakieś niezrozumiałe dla mnie demony. Dlatego doszliśmy do wniosku, że - nie bez aktywnej pomocy naszych kolegów z PiS-u - dostarczamy im tylko dodatkowej pożywki, co wywoła tak negatywne konsekwencje, że gra nie będzie warta świeczki – mówi naTemat Andrzej Dec. On sam dostał parę telefonów w tej sprawie, co jak zaznacza, nie często mu się zdarza: – Jeden głos był nawet taki, że za to, co zrobiliśmy, będziemy wisieć. Potraktowałem to jako słaby żart.

"Polak płaci, utrzymuje, cudzoziemiec podróżuje"
Poszło o bilety. Zwykłe, darmowe, na komunikację miejską, wiele takich programów powstaje ostatnio w Polsce. Ale tu, w Rzeszowie, pomyślano o zagranicznych studentach. W mieście jest ich około 2 tysięcy, głównie z Ukrainy, ale też m.in. z Chin, Indii. Polskich jest około 50 tysięcy. Na reakcje nie trzeba było długo czekać.


Młodzież Wszechpolska zaczęła grzmieć o antypolskiej polityce prezydenta miasta. Zapowiedziała, że będzie interweniować u Rzecznika Praw Obywatelskich, bo polscy studenci są dyskryminowani. "Polak płaci, utrzymuje, cudzoziemiec podróżuje", "Opamiętaj się rodaku, Rzeszów najpierw dla Polaków" – takie hasła pojawiły się kilka dni temu podczas protestu na rynku. Nie był zbyt liczny, ale oddźwięk okazał się duży.
Zawrzało w mediach społecznościowych. "Nie potrafię zrozumieć zachowania, gdzie cudzego traktuje się lepiej niż swojego. Skandal!", "Traktowanie w Polsce, polskich studentów gorzej niż zagranicznych to chyba trochę nie halo?!", "Kupcie im jeszcze mieszkania" – to komentarze z facebookowego profilu Studencki Rzeszów.

I co wy na to? Jakie jest wasze zdanie w tej kwestii?

Opublikowany przez Studencki Rzeszów Środa, 20 czerwca 2018
Komentarz internauty

"Rzeszów będzie rajem dla cudzoziemców. Zamiast ułatwić start młodym Polakom to zapewnia się super warunki wszelkim nacjom, które tylko zapragną przyjechać i tu studiować". Czytaj więcej

Zagraniczni studenci zdążyli się już jednak dowiedzieć, że darmowe bilety otrzymają. Informację przekazały media, przekazy były jednoznaczne.

– Zaczęły do nas dochodzić sygnały o objawach niechęci wobec zagranicznych studentów. Dlatego postaraliśmy się szybko sprawę zamknąć i jej dalej nie rozdmuchiwać - przyznaje przewodniczący Rady Miasta.
"Niepotrzebnie poszło w Polskę"
Pomysł był autorskim projektem prezydenta Tadeusza Ferenca. – Z niczego zrobiła się sprawa polityczna. Młodzież Wszechpolska protestowała, radni PiS podnieśli larum. Mówienie, że dając darmowe bilety zagranicznym studentom dyskryminujemy polskich, to chwyty poniżej pasa. I tak populistyczne, że aż boli. Trochę wstyd dla miasta, że tak się to skończyło. Niepotrzebnie poszło to w Polskę. Ale myślę, że prezydent nie odpuści – mówi w rozmowie z naTemat Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta.

Twierdzi, że chodziło bardziej o gest. O zupełnie symboliczną sprawę. – W skali roku bilety kosztowałyby 500-600 tys. zł. Ale nikt nie patrzy na to, że cudzoziemcy nie studiują tu za darmo. Oni płacą. I to, jak powiedział rektor, kwoty kształtują się od 3,5 tys. zł do 36 tys. zł rocznie za kierunek lekarski, najdroższy. Ci studenci wynajmują tu mieszkania, robią zakupy, żyją. I zostawiają w Rzeszowie pieniądze. A ilu jest takich, którzy znajdują tu pracę i zostają? Darmowy bilet dla nich miał być pewnym symbolem, który poszedłby dalej w świat – uważa rzecznik.

Niektórzy również podchwytują to w komentarzach:
Andrzej Dec: – To był zabieg o charakterze promocyjnym, trochę biznesowym, który zmierzał do tego, żeby wyróżnić Rzeszów spośród miast podobnego rodzaju i zachęcić zagranicznych studentów do studiowania w Rzeszowie. Nie przyszło nam jednak do głowy, że ta decyzja może zostać odebrana jako dyskryminacja polskich studentów.
Andrzej Dec

Wiadomo, że im więcej studentów w mieście, tym lepiej dla miasta i dla uczelni. Również z tego powodu, że uczelnie muszą się umiędzynarodawiać, bo to jest jedno z kryteriów ich oceny. Oczywiście nikt nie liczył na to, że ktoś jako główne kryterium wyboru miejsca studiów uzna bezpłatne przejazdy komunikacją miejską. Ale mógł to być jakiś dodatkowy argument. Gadżet, który mógł kogoś zachęcić.

PiS: "Chcieliśmy zniżek dla wszystkich"
To, co się wydarzyło, nasi rozmówcy rozpatrują w kontekście politycznym. Przewodniczący Rady Miasta: – Obawiam się, że radni PiS skorzystali z okazji i podkręcili temat. Od początku byli przeciw. Młodzież Wszechpolska przyszła już na pierwszą sesję. Podejrzewam, że nie pojawiła się przypadkiem.
Andrzej Dec

Następnie PiS zwołał sesję nadzwyczajną, na którą wniósł projekt uchwały uchylający tamtą, a dodatkowo zaproponował bezpłatną komunikację dla dzieci i młodzieży szkolnej oraz dodatkowe 25 proc. ulgi na bilety MPK dla wszystkich studentów. Z powodów, o których wyżej, przyjęliśmy pierwszą z tych uchwał, a drugą odrzucili. Argumentowałem to m.in. tym, że tego rodzaju rozdawnictwo robione tuż przed wyborami - w istocie rzeczy na konto przyszłego zwycięzcy - jest co najmniej podejrzane.

Jeden z radnych PiS przekonuje nas jednak, że oni wcale nie byli przeciwko ulgom biletowym dla zagranicznych studentów. – Klub radnych PiS złożył najpierw uchwałę, żeby dotyczyło to wszystkich studentów, również naszych. Mamy przykłady, gdzie rodzice naszych studentów, Polaków, bardzo dużym wysiłkiem kształcą swoje dzieci. Dlatego najpierw chcieliśmy, żeby wszystkim studentom dopłacać do biletów. Dopiero następnym wnioskiem było wycofanie uchwały, która dyskryminuje polskich studentów – mówi naTemat Roman Jakim, radny PiS i przewodniczący rzeszowskiej Solidarności.

Podkreśla: "To nie jest tak, że my nie chcemy wesprzeć studentów z zagranicy. My chcemy wesprzeć wszystkich. A jeśli nie wspieramy, to nikogo. Uważamy, że wszyscy studenci powinni być objęci zniżką, zaproponowaną przez prezydenta, a także dzieci w wieku szkolnym, bo o to też wnioskowaliśmy".
Radny PiS przekonuje, że zaoszczędzone w ten sposób pieniądze studenci mogliby wykorzystać na coś innego w czasie studiowania: - Uważam, że największą kompromitacją i największym wstydem dla pana prezydenta i klubu większości rządzącej, powinno być to, że w ogóle nie chcieli dyskutować na temat sytuacji życiowej studentów z Polski . To jest największa kompromitacja.
Póki co problem rozwiązany
W tej sprawie każdy na pewno ma swoje racje. I każdy, jak się okazuje, ma nadzieje, że każde rozwiązanie da się kiedyś wprowadzić.

– Mam nadzieję, że temat wróci przy lepszym układzie – zaznacza Roman Jakim.

– Ja jednak nie akceptuję rozumowania prowadzącego do takich emocji – twierdzi Andrzej Dec.
Andrzej Dec

Proszę zauważyć, że gdybyśmy podobnego rzędu kwoty wydali na akcję promocyjną Rzeszowa w zagranicznych miastach, to na pewno o żadnej dyskryminacji nikt by nie wspomniał. Dlatego twierdzę, że chodzi bardziej o symbole, albo co gorsza o wykorzystanie zawiści do kampanii politycznej, co w przypadku PiS nie jest niczym nowym. Rozumiem jednak, że z emocjami dyskutować trudno. Więc, żeby je uszanować, a nie doprowadzić do eskalacji sporu, wycofaliśmy się z tego pomysłu.

Uważa, że może jeszcze kiedyś przyjdzie czas, że takie działania spotkają się z powszechną akceptacją: - W każdym razie, póki co problem rozwiązano, studenci zaczynają wakacje i mam nadzieję, że sprawa na tym się zakończy, bo w sumie zostało jak było.
Trwa ładowanie komentarzy...