Serafin o taśmach "opowiadał wszem i wobec". Działacz PSL zdradza, że o nagraniach "wiedzieli wszyscy"

Od lewej: Władysław Serafin i Jacek Soska, spotkanie Rady Naczelnej PSL, 2010 rok
Od lewej: Władysław Serafin i Jacek Soska, spotkanie Rady Naczelnej PSL, 2010 rok Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"O taśmach wiedzieli wszyscy" - twierdzi Jacek Soska, rolnik z Jeżówki i członek Rady Naczelnej PSL. Temu, że wiedza o taśmach była powszechna, zaprzeczają inni politycy partii. Soska doszczętnie pogrąży Ludowców?

Soska zdradza między innymi, że Serafin sam chwalił się taśmami.  "Zdążył mi dwa razy o nich powiedzieć, zanim zostały opublikowane. Mówił, że na nagraniach ktoś nadaje na wysokich falach na Andrzeja Śmietankę i innych" – ujawnia w rozmowie z "Wprost" Jacek Soska.



Jak by tego było mało, rolnik przyznaje, że w PSL wiedza o taśmach była dość powszechna. "Nie miejcie złudzeń, że to nowa sprawa, która właśnie ujrzała światło dzienne. Serafin rozpowiadał to wszem wobec. O taśmach wiedzieli wszyscy, choćby wielu członków Rady Naczelnej PSL" – twierdzi Soska. Jeśli te słowa są prawdziwe oznacza to, że Władysław Serafin kłamał, gdy zapewniał, że nie wie skąd taśmy się wzięły i kto je nagrał.

Czytaj też: Tusk, Miller czy Kaczyński? Kto zyska na aferze taśmowej PSL?

"Ja nic nie wiem"
Inni politycy tej partii zaprzeczają jednak tym doniesieniom. – Aż do wybuchu afery o niczym nie wiedziałem – zapewnia poseł PSL Józef Zych, również członek Rady Naczelnej partii. – I wcześniej w ogóle o tym nie słyszałem.

W podobnym tonie wypowiada się Stanisław Żelichowski. – Ja o tym nie wiedziałem, nie rozmawiałem z Serafinem – mówi nam poseł. – I to nie jest tak, że to była powszechna wiedza. Ja o tym nie słyszałem, Waldemar Pawlak pewnie też nie – podkreśla

Jeszcze w poniedziałek wydawało się, że afera taśmowa nie nabierze rozpędu. Oczywiście nagrania ujawnione przez Puls Biznesu są bulwersujące, ale nie mogły zaskoczyć uważnego obserwatora życia politycznego. Zatrudnianie "swoich", podróże mniej lub bardziej związane z interesami spółki jako "delegacje służbowe" czy zbyt wysokie pensje to zjawiska, o które posądza się polityków każdej formacji, która sprawuje rządy od Warszawy po najmniejszą gminę. CZYTAJ WIĘCEJ

Żelichowski.

Kto się czubi, ten się…
Mimo, że posłowie o taśmach nie wiedzieli, to słowa Jacka Soski nie budzą w nich większych emocji. Nie uważają też tego za szkodliwe dla partii. – Jeśli koledzy mieli wcześniej takie informacje to cóż, ich sprawa – ocenia Józef Zych. Stanisława Żelichowskiego również niespecjalnie to rusza. Poseł nie potrafi wskazać, czemu Soska nagle miałby pogrążać Serafina: – Nie wiem czemu on tak opowiada.

Po chwili jednak były minister środowiska przyznaje, że relacje Władysława Serafina i Jacka Soski nie wyglądała najlepiej. – Między nimi jest brak chemii, mają do siebie uraz – zdradza Żelichowski.

Wewnątrzpartyjne rozgrywki?
Te niesnaski między oboma politykami mogły sprawić, że Soska zdecydował się na pogrążenie Serafina. – Obaj próbują się wzajemnie przekrzyczeć, tacy krzykacze – opowiada o swoich kolegach z PSL Stanisław Żelichowski.

Zobacz też: Posady, Synekury, Lody, czyli PSL. To żart w internecie, ale nepotyzm w polskiej polityce ma się dobrze od lat

Trudno jest ocenić, który z polityków mówi prawdę: Władysław Serafin czy Jacek Soska. Jedno jest pewne: jeden z nich mija się z prawdą. Pytanie tylko – który?
Trwa ładowanie komentarzy...