"Szklana pułapka", "George rozpruwacz". Skąd biorą się dziwne tłumaczenia? Andrzej Polkowski: "To inwencja wydawców"

Plakat do filmu "Elektroniczny morderca". Czytaj: "Terminator"
Losy przekładów tytułów filmów czy książek na język polski bywają niezbadane. Co kieruje tłumaczami interpretującymi język obcy w tak dowolny sposób? Nie do końca wiadomo. A już z pewnością nie można tego zrozumieć.

"Szklana pułapka" czyli "Die Hard"
Najbardziej topornym przykładem jest "Szklana Pułapka". Ta klasyka sensacji w pierwszej części rozgrywała się w szklanym budynku, w którym uwięzieni byli ludzie. W ten sposób tłumacz wydedukował, że angielski tytuł "Die Hard" w przekładzie polskim powinien bardziej nawiązywać do fabuły. Tak powstała "Szklana Pułapka".



Dobrze, że przy tłumaczeniu kolejnych części filmu rozgrywających się na lotnisku czy ulicach Nowego Jorku nie kontynuowano tego zaskakującego toku myślenia, a jedynie dodawano kolejne cyferki do "Szklanej Pułapki", choć dalsze części ze szkłem czy wieżowcem miały niewiele wspólnego.

Choć i tak są zdolniejsi od nas. Tytuł filmu, jaki nadano "Die Hard" na Węgrzech można przetłumaczyć na "Uczyń swoje życie drogim". Sequel nosi tytuł "Twoje życie jest droższe", zaś trzecia część "Życie jest zawsze drogie". Mistrzostwo.


Czytaj też: “Finnegans Wake” nieprzetłumaczalny – aż do dziś. Premiera przekładu Krzysztofa Bartnickiego

"George rozpruwacz" czyli "The Ladykiller"
Nie lepiej jest w literaturze. Książka Martiny Cole "The Ladykiller" została skrzywdzona tytułem "George rozpruwacz". Z opisu książki wydanej przez wydawnictwo Zysk i S-ka dowiadujemy się, że "George ma bardzo brzydkie hobby". W tym wypadku również zadziałało łopatologiczne wbijanie odbiorcom fabuły w tytule.

Wskazówką może być nazwa polskiego wydawnictwa książki – Zysk. – To bardziej kwestia wydawców niż samych tłumaczy – mówi Andrzej Polkowski, tłumacz literatury znany choćby z rewelacyjnego przekładu serii o Harrym Potterze. – Chodzi o bardziej rynkowy tytuł, książka musi się sprzedać – dodaje.

Samo wydawnictwo nie potrafiło mi jednoznacznie odpowiedzieć skąd pomysł na tak specyficzny tytuł, a przy ponownej próbie kontaktu niestety nikt nie podnosił słuchawki.

"Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" - phi! Może i hasło chwytliwe ale sugerujące głupawą komedyjkę z dziwkami, strzelaninami i tonami koksu. NIC BARDZIEJ MYLNEGO! "W Brugii" to kunsztownie napisany (choć trzeba przyznać, że nieco gorzej wyreżyserowany) bardzo mądry film! CZYTAJ WIĘCEJ

Kolejnym przykładem może być komedia kryminalna "In Burges", która na potrzebę polskich kin została przechrzczona na "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj". Autorzy szalonego polskiego przekładu zasugerowali się hasłem reklamującym film na Zachodzie, które brzmiało "Shoot first. Sightsee later". Ku niezadowoleniu widzów to niestety hasło zastąpiło tytuł.

Polecamy: Znalezione w tłumaczeniu, czyli ranking wielkich niedocenionych

"Elektroniczny morderca" czyli "Terminator"
Czasami udaje się przemówić do rozumu osobom odpowiedzialnym za tytuły. Najlepszym tego przykładem jest "Terminator", który swego czasu był "Elektronicznym mordercą". Nazwę wymyślił Konrad J. Zarębski, krytyk filmowy dziś związany z "Gazetą Wyborczą". Wywołała ona burzę w mediach.

Najlepiej całą niefortunną nazwę skomentował Andrzej Kołodyński w "Filmie": "Byłoby dobrze, gdyby osoby ustalające polskie tytuły oglądały uważniej film, który zamierzają ochrzcić. Elektroniczny Morderca, jak stwierdza się wyraźnie, to egzemplarz wcześniejszej generacji robotów zastąpionej przez znacznie doskonalsze cyborgi. Na ekranie żaden Elektroniczny Morderca nie pojawia się, więc nie powinno go być w tytule".


Andrzej Polkowski zwraca jednak uwagę na inny aspekt tłumaczeń. – Czasami warto jednak ulec pewnej tradycji. Ostatnio przygotowywałem nowy przekład "Opowieści Wigilijnej", która w dosłownym znaczeniu powinna raczej nazywać się "Kolęda Bożonarodzeniowa", ale "Opowieść" jest już utartym tytułem i taka nazwa pozostała – mówi.

Polkowski jest ekspertem, którego tłumaczenia są powszechnie chwalone, a on sam stara się trzymać oryginalnych przekładów. A co z często anonimowymi tłumaczami, którzy wymyślają takie dziwaczne tytuły jak "Twój na zawsze" ("Remember me") czy "Kumple" ("Skins")? Niestety nie mamy na to zbyt wielkiego wpływu. Pozostaje tylko zgrzytanie zębami, śmiech i wymienianie się absurdalnymi przykładami.

Drażnią Was polskie tłumaczenia? Znacie przykłady dziwnych przekładów? Jaki jest [Waszym zdaniem] poziom tłumaczeń w naszym kraju?
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...