Osiedle dla katolików. Ks. Lemański: To nie getto. Ale dziwi biznesowa strona przedsięwzięcia

"Osiedle Rodzinne"
"Osiedle Rodzinne" http://koneksim.pl/index.php?cat=Osiedle%20Rodzinne
Osiedle, na którym mają zamieszkać przede wszystkim katolickie rodziny, powstanie na warszawskich Bielanach. Pierwsze mieszkania będą oddane już w zimie. Jak pomysł się sprawdzi? W rozmowie z naTemat ocenia ksiądz Wojciech Lemański.

"Osiedle Rodzinne", które powstaje przy ul. Encyklopedycznej w Warszawie ma być idealnym miejscem dla katolickich rodzin wielodzietnych – klika niskich budynków, mieszkania nawet do 140 m.kw., plac zabaw i figura Matki Boskiej przy wjeździe. Osiedle nie dość, że jest dobrze skomunikowane, to jeszcze położone w sąsiedztwie kościoła i seminarium misyjnego.

Deweloper, który je wymyślił, chce tam sprzedawać mieszkania wielodzietnym rodzinom, które związane są z katolickimi wspólnotami. W ruchu neokatechumenalnym działają jego twórcy: projektant Jakub Lipski i Wojciech Sitkiewicz, architekt – poinformował "Gość Niedzielny". Sam pomysłodawca osiedla jest natomiast ojcem gromadki dzieci.

Jak ustalili dziennikarze "Gazety Wyborczej", ceny mieszkań będą wynosić około 6,5 tys. zł za metr kwadratowy. To kilkaset złotych taniej niż na rynku komercyjnych. Nic dziwnego, że osiedle nie potrzebowało reklam. Większość mieszkań jest już zajęta. 70 proc. zajmują rodziny związane z kościelnymi wspólnotami.


O opinię poprosiliśmy ks. Wojciecha Lemańskiego.

Proszę księdza, czy takie katolickie osiedle to dobry pomysł?

Jak to mówią, ciągnie swój do swego. W tym sensie to może być dobra koncepcja. Ludzie jeżdżą na wspólne wyjazdy, poznają się, później niektórzy kupują mieszkania w jakiejś miejscowości, żeby być razem. To psychologicznie zrozumiała tendencja. Niekoniecznie musi dotyczyć gruntu religijnego - znamy przecież takie zgromadzenia partyjne,sportowe,wynikające ze wspólnych zainteresowań.

Jeśli ludzie po prostu lubią ze sobą przebywać, to czemu nie?

Dziwi mnie biznesowa strona przedsięwzięcia. Przecież żeby ktoś mógł zapłacić mniej, ktoś inny musi zapłacić więcej. Jeśli pula preferencyjna wynosiłaby 10-15 proc. mieszkań, myślę, że byłbym w stanie uwierzyć w rentowność tej inwestycji. Czyżby deweloper chciał zrezygnować ze swojego zysku? Uważałbym na taką ofertę, bo czasem preferencyjne zasady mogą okazać się albo bardzo podobne do zwykłych, albo jeszcze droższe

Czy widzi ksiądz jakieś plusy w budowaniu takiego osiedla?

Przytoczę przykład dziewczyny, którą spotkałem w Rosji. Jechała do kościoła dwie godziny w jedną stronę. Kiedy spytałem ją, czy to nie jest dla niej problem, mówiła, że droga w ogóle jej nie przeszkadza. Dla niej największym problemem było to, że jedzie sama. Dla niej największym szczęściem byłoby spotkanie gdzieś w pobliżu ludzi o podobnych przekonaniach.

Być może na osiedlu chcą mieszkać takie osoby, które tęsknią za tym, żeby wszyscy sąsiedzi szli na mszę, spotykali się na różańcu. To jest zupełnie normalne dla wiosek i małych miasteczek, gdzie wszyscy ludzie się znają, mówią sobie "dzień dobry", w razie czego są gotowi zająć się dzieckiem sąsiada.

Szymon Hołownia, komentując ten pomysł w radiowej Trójce zastanawiał się, czy dzieci, które wychowują się na takim osiedlu będą później przygotowane do życia w społeczeństwie.

W tym pytaniu wybrzmiewa trochę takie porównanie do katolickiego getta. Ale to jest niemożliwe, bo świat jest globalną wioską i to, co się wydarzyło w jednym krańcu natychmiast dostępne w drugim. Ci ludzie musieliby być bardzo ortodoksyjni i zdecydować: w naszym bloku nie ma telewizorów, albo: w naszym bloku nie podłączamy internetu. W to jakoś nie chce mi się wierzyć.

To, że ludzie o podobnych poglądach będą mieszkali w jednym bloku, na jednym osiedlu, nie znaczy, że będą w nim zamknięci. Dzieci pójdą do różnych przedszkoli, wybiorą różne podstawówki i licea, będą oglądali różne programy telewizyjne.

Zamknięty obszar nie stworzy klosza?

Wydaje mi się że nie. Kloszem byłoby, gdyby wprowadzono tam superkonserwatywne zasady: nie można zapraszać przedstawicieli innych religii, wstęp byłby tylko z zaświadczeniem od proboszcza, krzyżykiem na szyi. Ale przecież to niemożliwe.

A co jeśli rodzina, która kupi takie mieszkanie, odwróci się od wiary?

Trzeba mieć świadomość, że to środowisko za jakiś czas się wymiesza. Że niektóre dzieci wyjdą za mąż za ateistów, ożenią się z wyznawczynią islamu, albo przyłączą się do Świadków Jehowy. Nie można zagwarantować: możecie
tutaj mieszkać, dopóki wyznajecie takie zasady, jak reszta.
Trwa ładowanie komentarzy...