Kryzys kosi polskie media. Zwolnienia: "Film", Religia.tv. Upada Bloomberg, Agora na giełdzie tania jak nigdy

Nad polskimi mediami zebrały się czarne chmury
Nad polskimi mediami zebrały się czarne chmury Fot. shutterstock.com
Ile jeszcze złych wiadomości z polskich mediów usłyszymy do końca roku? Z magazynu "Film" zwolniono większość redakcji, z naczelnym i dyrektorem artystycznym włącznie. Religia.tv przestaje produkować własne treści, w związku z czym Szymon Hołownia, ksiądz Kazimierz Sowa i spółka stamtąd odchodzą. "Bloomberg Businessweek Polska" zostaje zaś wycofany z rynku, bo nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Kryzys zbiera żniwo w polskich mediach.

Źle dzieje się też w wielkich wydawnictwach. "Wyborcza" sprzedaje się gorzej, niż kiedykolwiek w historii, podobnie zresztą jak cała prasa. Do tego Agora zapowiedziała już, że zwolni 250 osób, a ostatnio "GW" zamknęła kilka lokalnych dodatków. Kryzys robi swoje, a internet mu pomaga.


Zobacz: "Bloomberg Businessweek Polska" znika z Polski
Zwolniono 3/4 redakcji "Filmu"
Szymon Hołownia i redakcja odchodzą z Religia.tv

Na nic nie ma pieniędzy
– Po raz pierwszy dotarła do Polski duża fala kryzysu, widać to po prognozach domów mediowych. Po raz pierwszy też w reklamie telewizyjnej nastąpił regres – wskazuje Mikołaj Lizut, redaktor naczelny i dyrektor programowy radia Roxy FM, wcześniej dziennikarz "GW" i dyrektor Teatru Radia TOK FM. – Najgorsze jest to, że trudno
Sprzedaż prasy historycznie niska

W lipcu 2012 roku gazety zaliczyły wyjątkowo niską sprzedaż. Wszystkie straciły w stosunku do analogicznego miesiąca 2011 roku.
"Fakt" sprzedał 359 135 egzemplarzy, spadek o 5,34 proc.
"Gazeta Wyborcza" sprzedała 221 078 egzemplarzy, spadek o 17,29 proc.
"Rzeczpospolita" sprzedała 74 866 egzemplarzy, spadek o 18,13 proc.
"Super Express" sprzedał 152 899 egzemplarzy, spadek o 9,98 proc.
CZYTAJ WIĘCEJ

znaleźć optymistów, którzy prognozowaliby odbicie rynku reklamy w przyszłym roku. Przewiduje się to dopiero na 2014 rok. We wszystkich mediach da się odczuć tę falę kryzysu – zauważa.

Jak jednak przekonuje Anna Marszałek, niegdyś dziennikarka "Rzeczpospolitej" i "Dziennika", a dziś analityczka w Najwyższej Izbie Kontroli, obecna sytuacja w mediach to jednak coś więcej niż kryzys: – Przyczyny tej sytuacji są złożone: rozwój internetu, malejące czytelnictwo prasy, ludzie często czytają lub oglądają coś zupełnie przypadkiem – wylicza.

"Film" bez redakcji
Internet odebrał, najprawdopodobniej, czytelników "Filmowi". Jak stwierdza Mikołaj Lizut: – Może tego typu contentu czytelnicy nie szukają w prasie, tylko w internecie. To jest problem takich magazynów – ocenia szef Roxy. Zaś Wojciech Jagielski, dyrektor muzyczny Radia ZET i wieloletni dziennikarz telewizyjny, dodaje: – Po co kupować magazyn, skoro można mieć to samo za darmo w internecie? To powoduje, że takie media znikają.

Nie da się ukryć – dzisiaj wszystko, włącznie z ekskluzywnymi wywiadami czy recenzjami, ma Filmweb. Jest nie tylko najlepszym serwisem filmowym w Polsce, ale i jednym z najlepszych na świecie. I wszystko za darmo, co powoduje, że "Film" wydaje się po prostu reliktem przeszłości.

Zarówno Jagielski, jak i Lizut przekonują jednak, że na specjalistyczne media jest na polskim rynku miejsce. – Ale trudno je utrzymać, gdy kryzys wchodzi do Polski. Nikt
Gazeta straci setki tysięcy euro, bo napisała o biznesmenie "głupek"

Francuski dziennik "Liberation" na okładce zamieścił zdjęcie znanego biznesmena Bernarda Arnault z podpisem "Spadaj, głupku". Pismo odniosło się tym samym do doniesień o tym, że Arnault nie chce płacić we Francji podatków. Biznesmen się wkurzył i podległe mu spółki wycofały reklamy z "Liberation". W efekcie gazeta straci setki tysięcy euro. Kryzys zabije niezależność prasy? CZYTAJ WIĘCEJ

przecież nie ukrywa, że czeka nas spowolnienie i spadnie PKB. W takim czasie reklamodawcy wycofują się z rynku, a w pierwszej kolejności wychodzą z najmniej mainstreamowych, a tym samym najmniej opłacalnych, mediów – tłumaczy trudną sytuację specjalistycznych wydawnictw Wojciech Jagielski.

Kto ogląda religię?
Odnosi się to również do Religia.tv. – To całkiem rozpoznawalna stacja, ale dla kogo? – pyta Mikołaj Lizut. – Nikt tego nie ogląda. Tak samo TV Trwam, szoruje brzuchem po dnie – przypomina naczelny Roxy FM. I pyta: – Czy jest w ogóle jakiś target na telewizję religijną?

Oczywiście, można by powiedzieć, że "jakiś" target zawsze się znajdzie. Ale słabość wąsko sformatowanych mediów polega właśnie na tym, że odbiorców jest zbyt mało, by wydawanie takiego magazynu czy tworzenie telewizji było opłacalne. – Nie szuka się nisz, bo one nie generują odpowiednich zysków. W pierwszej kolejności tnie się właśnie takie specjalistyczne "boki", aż zostaje środek, czyli tematy bardzo ogólne. Z mediów specjalistycznych utrzymują się jeszcze te ekonomiczne i prawne, ale też zobaczymy, na jak długo – ocenia Anna Marszałek.

Ogólnie jest słabo…
Internet i kryzys wykosiły jednak nie tylko lokalne czy specjalistyczne media. Problemy finansowe dotknęły nawet takich gigantów, jak Agora. – Zmienia się struktura mediów na świecie. O ile elektroniczne firmy mediowe przetrwają, to już prasa nie ma szans na odbicie. Niskie nakłady papierowej prasy to trend ogólnoświatowy, jedynie w Indiach jest inaczej, ale nie ma co porównywać tamtejszego rynku z europejskim. Poza tym to, co w prasie kosztuje 50 złotych, w internecie kosztuje 2 złote – wyjaśnia przyczyny słabej kondycji szef Roxy FM.

Agora, co prawda, od dawna działa prężnie w internecie, ale i tak niewiele to daje. – Oczywiście, prasa traci najwięcej i musi przenosić się do internetu. A to i tak nie gwarantuje zysków, bo to tak samo trudny biznes. Choć ludziom wydaje się, że zrobić taki serwis jest łatwo – ocenia Wojciech Jagielski. I faktycznie, o sytuacji Agory niech,

CZYTAJ WIĘCEJ

oprócz zwolnień, świadczy jej kurs giełdowy. W 2007 akcje spółki kosztowały 57 złotych, dzisiaj – 7,50 zł. Jednym słowem, głęboki kryzys.

Widmo zwolnienia
Na rynku gazet jest na tyle źle, że w mediach chodzą plotki o poważnych zwolnieniach. Dziś do redakcji dotarła między innymi informacja, że zwolnienia w Agorze mają objąć m.in. Piotra Pacewicza, jednego z założycieli "Wyborczej". Jak jednak zapewnia nas sam Pacewicz, tylko zamienił jedną umowę na drugą. – To po prostu inne rozwiązanie formalne, ale w "GW" dalej będą się pojawiać moje teksty – mówi nam dziennikarz.

O ile jednak "wielkie nazwiska" są w Agorze w zasadzie bezpieczne, to poza tym wśród pracowników spółki jest dość nerwowo. Jak mówi nam anonimowo jeden z nich: – Agora przeprowadza duże zwolnienia. I nie są to już jakieś tam małe cięcia, ale poważne, bolesne ruchy wynikające z coraz gorszej sytuacji finansowej.

Czytaj też: W telewizji liczy się tylko kasa? Wiceprezes CNN International Tony Maddox przekonuje, że nie

Jak wykosić redakcję
Anna Marszałek zaznacza jednak, że takie zwolnienia to standard. – Praca ludzka stała się zbyt droga w stosunku do dochodów. Wydatki na ludzi zawsze są największe i wszyscy wydawcy o tym wiedzą. Dlatego tną te koszty – mówi była dziennikarka "Rz" i
Anna Marszałek
Była dziennikarka "Rzeczpospolitej" i "Dziennika"

Najpierw tnie się duże nazwiska, które najwięcej kosztują. Potem takie, które można zastąpić ludźmi na umowach śmieciowych albo w ogóle bez umów, tylko za wierszówkę. Na koniec zaś bierze się osoby do pracy charytatywnej czy na staże i sadza redaktora, który to redaguje to, co od stażystów dostanie.

"Dziennika". – Najpierw tnie się duże nazwiska, które najwięcej kosztują. Potem takie, które można zastąpić ludźmi na umowach śmieciowych albo w ogóle bez umów, tylko za wierszówkę. Na koniec zaś bierze się osoby do pracy charytatywnej czy na staże i sadza redaktora, który to redaguje to, co od stażystów dostanie – opowiada o pozbywaniu się redakcji Marszałek.

Nasza rozmówczyni podkreśla, że taka polityka przekłada się na jakość mediów. – Za dobre teksty nie opłaca się płacić, lepiej jest opublikować jednozdaniową sensację okraszoną zdjęciem. Nawet jeśli potem trzeba za nią przepraszać – ocenia Anna Marszałek. – Dlatego też jakość materiałów w mediach jest coraz gorsza.

Grzegorz Miecugow z TVN24 twierdzi, że taka sytuacja – brak dobrych merytorycznie materiałów – to wina odbiorców. Takiemu spychaniu winy sprzeciwił się nasz naczelny Tomasz Machała w swoim felietonie. Proponuje on receptę niełatwą, czyli menedżerów, którzy pójdą wbrew rynkowi i zamiast zmieniać czytelników, spróbują zmienić rynek reklamy. Tak, żeby każdy odbiorca mógł znaleźć coś dla siebie.
Trwa ładowanie komentarzy...