Grupa naTemat

Sezon na rozstania. Rozpadają się nie tylko małżeństwa. Nie potrafimy żyć w związkach?

Przestaliśmy walczyć o związki, nie potrafimy się komunikować, dlatego tak często się rozstajemy.
Przestaliśmy walczyć o związki, nie potrafimy się komunikować, dlatego tak często się rozstajemy. Fot. Shutterstock
Rośnie liczba rozwodów, a związki z kilkuletnim stażem uważane są za niebywałe osiągnięcie. Rozpadają się nie tylko małżeństwa, ale i związki nieformalne. Ludziom coraz trudniej być razem, bo nie potrafią mówić o swoich potrzebach. Niektórzy zamiast stawić czoła kryzysom, wolą być sami.

Liczba rozwodów w Polsce:
2000 rok – 42 777
2010 rok – 61 300

źródło: GUS
Pod tekstem "Młoda Polska się rozwodzi. Nie potrafią dotrwać nawet do pierwszej rocznicy" użytkownicy naTemat rozpoczęli dyskusję o powodach rozstań i rozpadów związków.


Ich zdaniem, młodzi są niedojrzali emocjonalnie, nie dorośli do miłości, mylą ją z zauroczeniem, a później pochopnie podejmują decyzje o ślubie. Ich zdaniem, rozwód jest lepszy "niż spędzenie z kimś całego życie w rosnącej pogardzie, niechęci, czasem nienawiści".

Czas na rozstanie

Komentujący zwrócili jednak uwagę, że rozpadają się nie tylko małżeństwa, ale również związki nieformalne. Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie potrafią dawać, zamiast tego są nastawieni na branie i indywidualną przyjemność. Poza tym brakuje im zasad i wzorców zachowań. Najpopularniejszą opinią była jednak ta, że nie mamy chęci wspólnego przezwyciężania problemów. Zamiast je rozwiązywać, wolimy być po prostu sami.
Ewa Urbańska
komenatrz pod tekstem "Mloda Polska się rozwodzi"

Rozpadają się wszystkie związki, czy to formalne czy nie formalne. Młodzi nie dorośli do miłości, nie potrafią dawać, nastawieni są tylko na branie, na indywidualna przyjemność. Roszczeniowość posunięta do granic możliwości. Totalny brak zasad, wzorców moralnych, brak zahamowań. Żaden związek nie przetrwa bez ciągłych kompromisów, bez chęci wspólnego przezwyciężania problemów. CZYTAJ WIĘCEJ


Katarzyna Przewodek
komentarz pod tekstem "Młoda Polska sie rozwodzi"

Po prostu brak dobrej komunikacji między partnerami. Łatwiej jest powiedzieć "no to rozwód" niż porozmawiać o problemie. Był taki fajny demot: pytanie do pary, która obchodziła chyba pięćdziesiątą rocznicę ślubu, jak można wytrzymać tak długo ze sobą, odpowiedź: bo jak się kiedyś coś popsuło to się to naprawiało, a nie wyrzucało na śmietnik. I taka prawda. Obrażanie się, fochowanie, stawianie na swoim niezrozumienie. To nie dotyczy tylko par :) Może w szkołach powinni wprowadzić taki przedmiot jak komunikacja interpersonalna a nie przygotowanie do życia w rodzinie. :) CZYTAJ WIĘCEJ


Łączy nas miłość

Zdaniem ekspertów, żeby zrozumieć, dlaczego współczesne związki i małżeństwa się rozpadają, trzeba zrozumieć, jakie są ich współczesne "spoiwa".

– Kiedyś spoiwem związku była sytuacja materialna: bardziej opłacało się żyć w małżeństwie niż poza nim, szczególnie kobietom. Zanim ktoś podjął decyzję o rozstaniu, zastanawiał się kilka razy. Drugim spoiwem była kontrola społeczna. Otoczenie wyjątkowo nieprzychylnie patrzyło na wszystkie rozstania czy rozwody. Brało się pod uwagę, co powie "ciocia Jadzia" czy sąsiadka – wyjaśnia dr Małgorzata Sikorska, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Krzysztof Banach
komenatrz pod tekstem "Młoda Polska się rozwodzi"

Skoro wielu młodych ludzi patrzy na ślub, jako na konwencję, która winna być zaliczona jako jedna z tych rzeczy, którą musisz zrobić w życiu (bo babcia i rodzice by chcieli, a znajomi też mieli i koleżanka miała taką śliczną suknię z cekinami), to potem są tego efekty. Słabe podstawy związku, małżeństwo zawierane dla weselnej hecy, albo bo tak wypada, a do tego wyobrażenie związku rodem z kretyńskich amerykańskich filmów i seriali z TVN-u i kończy się jak się kończy. CZYTAJ WIĘCEJ


Społeczna kontrola nie obowiązuje lub nie jest już tak silna. Szczególnie w klasie wielkomiejskiej, w której rozstanie, kiedy w związku dzieje się źle, uznaje się nawet za decyzję właściwą i odpowiedzialną.

Izabela Wożyńska-Więch
psycholog z poradni Centrum-Ja w Warszawie

W społeczeństwie jest większe przyzwolenie na rozstania. Mamy dlatego większą łatwość podejmowania takich decyzji.

Skoro nie ograniczają nas już względy ekonomiczne i nie wyklucza się społecznie rozwodników, współczesnym spoiwem związków w opinii specjalistów ma być miłość.

– To uczucia i emocje, płynące z bycia razem, mają spajać związki – mówi dr Sikorska. – Ale to jest niestety tak naprawdę najmniej stałe spoiwo – podkreśla i dodaje, że właśnie z tego powodu nie powinno nas dziwić, że ludzie się coraz częściej rozstają.

Komunikacyjnie nieudolni

Zdecydowanie największym problemem jest komunikacja w związkach, o której również pisali użytkownicy naTemat. Według niektórych radzimy sobie z nią gorzej niż nasi rodzice i dziadkowie, skoro rośnie liczba rozwodów. Z tym, że straciliśmy zdolności komunikowania się ze sobą, nie do końca zgadza się dr Sikorska. – Nie wiem, czy kiedyś było lepiej. W końcu to teraz się o tym tak dużo mówi. Jest nawet taka społeczna presja, żeby się skutecznie komunikować, dogadywać, negocjować i dochodzić do kompromisu – podkreśla socjolog.


Rzeczywiście dużo się mówi i pisze o rozwiązywaniu konfliktów, o osiąganiu kompromisu, o właściwej komunikacji. Najwyraźniej jednak nie przekłada się to na praktykę. Potwierdza to Izabela Wożyńska-Więch, psycholog z poradni Centrum-Ja w Warszawie, która prowadzi psychoterapię indywidualną i par. – Z komunikacją mają problem niemal wszystkie pary, z którymi pracuję. Ale to współczesny problem większości ludzi. Trudno jest nam formułować swoje potrzeby. Nie potrafimy mówić o tym, czego potrzebujemy w sposób, w którym kogoś nie urazimy. Nie mówimy o tym, czego potrzebujemy, tylko o tym,co nam się nie podoba. Częściej pada: Ty jesteś taki i taki, źle robisz, znowu nie pomyślałeś/pomyślałeś – tłumaczy.

W efekcie nagle okazuje się, że taki związek przynosi więcej przykrości niż radości. Człowiek zaczyna się powoli emocjonalnie zamykać, spędza więcej czasu w pracy, przy komputerze, oddala się.

Psycholog zwraca uwagę, że jedynym właściwym i skutecznym sposobem rozwiązania konfliktów w związku jest szukanie wyjścia, a nie winy w partnerze. To dosyć popularny schemat działania, który zdaniem ekspertów większość z nas zaobserwowała u swoich rodziców i w otoczeniu.

Wolę być sam

Problemy komunikacyjne sprawiają, że pary bardzo często przeżywają głębokie kryzysy. – W każdym związku są dwie tendencje. Procesy, które go budują, czyli wspieranie się, bliskość, zaufanie, i procesy destrukcyjne, jak ranienie, oskarżanie, podważanie zaufania. Jeśli jest przewaga tendencji destrukcyjnych, ludzie zaczynają cierpieć, nie radzą sobie i po prostu uciekają – mówi Izabela Wożyńska-Więch. – Jeśli takich zranień było w ich życiu dużo, asekurują się, mają problem z zawieraniem nowych związków, wolą zostać sami – dodaje psycholog.

Izabela Wożyńska-Więch
psycholog z poradni Centrum-Ja w Warszawie

W małżeństwie bardzo często konflikty pojawiają się wraz z narodzeniem się dziecka. Powstaje rodzina, zmieniają się obowiązki i trudno jest ze sobą wytrzymać. Nie ma już tylko pary zakochanych, pracy i zabawy. Jest jeszcze dziecko i bardzo często te nowe obowiązki jedno z małżonków próbuje zrzucić na drugie.

Według psychoterapeutów związki rozpadają się dziś nie tylko szybciej i częściej, ale również partnerzy łatwiej rezygnują z "walki" o związek. – Przekaz kultury masowej jest jasny: nie warto tkwić w związkach toksycznych – zauważa Wożyńska-Więch. Niestety, definiowanie związku jako toksyczny jest często pochopne i skutkuje mało przemyślaną decyzją o rozstaniu czy rozwodzie.

Dr Sikorska uważa, że jesteśmy dziś bardziej nastawieni na siebie, a promowana jest "kultura indywidualistyczna, nastawiona na samorozwój". Jej zdaniem to powód, dla którego bycie singlem przestało być traktowane jako jakieś piętno, a stało się nawet popkulturowo modne. W Polsce żyje 2,5 mln osób samotnych. Nie oznacza to wcale, że rozstając się chcemy być singlem. – M.in. po serialu "Seks w wielkim mieście" bycie singlem jest w fajne. To dosyć modny motyw szczególnie w amerykańskich serialach i filmach. Ale przecież "Seks w wielkim mieście" nie był o tym, jak fajnie jest być singlem. Był o czterech kobietach, które robią wszystko, żeby tymi singielkami nie być – podkreśla socjolog.

Czytaj również: XX wiek był wiekiem małżeństwa. Teraz nadchodzi pokolenie singli

Takie filmowo-serialowe podejście do związków to duży problem. Szczególnie u młodszych par. – Pojawia się problem i uciekamy. Wiele partnerów wycofuje się zbyt szybko. Wpływa na to również wspominane przyzwolenie na rozstanie, zmienianie partnerów. To nikogo dziś nie szokuje, więc zakończonego związku nie uznaje się już jako porażki – mówi Izabela Wożyńska-Więch.

A to według niej nie zawsze jest właściwe, bo wiele związków przeżywa normalne kryzysy, które są częścią bycia razem, które się pojawiają zawsze. – Szczególnie młodzi ludzie mają mniejszą odporność na kryzysy. Są przyzwyczajeni do dostawania wszystkiego – szybko i łatwo. Jak coś nie wychodzi, pojawia się nawet mały kryzys, to przeżywają frustrację. Nie potrafią zaczekać, popracować nad sobą i związkiem. Coraz rzadziej dajemy szansę – podsumowuje psycholog.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SeksObyczajePsychologiaZwiązkiŚlub
Skomentuj