Prokopowicz atakowany za związek z Młynkową. "Przeżywa traumę po śmierci żony i musi sobie jeszcze radzić z ocenami"

Bartek Prokopowicz układa swoje życie na nowo. Zaledwie trzy miesiące po śmierci swojej żony, Magdy Prokopowicz, buduje związek z Haliną Młynkową. W szczerej rozmowie z Moniką Jaruzelską opowiedział o ostracyzmie jaki go spotyka. – Żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie może mówić, czy to jest dobre czy złe – ocenia psycholog Julia Wahl.

Halina Młynkowa i Bartek Prokopowicz
Halina Młynkowa i Bartek Prokopowicz Fot. Przemek Wierzchowski / AG / monikajaruzelska.natemat.pl
Bartek Prokopowicz zaczyna nowe życie. Ludzie bardzo krytykują jego związek z Haliną Młynkową, trzy miesiące po śmierci żony. Skąd tak silne przekonanie, że mamy prawo oceniać przeżywanie żałoby drugiego człowieka?

Julia Wahl: Żaden człowiek ani psycholog przy zdrowych zmysłach nie może mówić, czy to jest dobre czy złe. Nie znam pana Prokopowicza, nie wiem w jakiej jest sytuacji. Taka ocena jest głupia. To nieetyczne.

Ludzie jednak oceniają. Panuje ostracyzm. Większość komentujących jest oburzonych jego pozornie szybkim otrząśnięciem się po śmierci Magdy Prokopowicz. Przynajmniej tym atakującym go wydaje się, że tak właśnie jest.

Nie mają do tego prawa. Nie są w jego sytuacji i absolutnie się z takimi ocenami nie zgadzam. Z jednej strony jest ostracyzm, o którym pan mówi, a z drugiej w naszej kulturze nie ma wsparcia dla osób będących w takiej sytuacji. To dotyczy także innych tragicznych sytuacji w naszym życiu. Istnieje ogromny brak spójności w postępowaniu. Z jednej strony jest wspomniany już brak wsparcia dla tych ludzi, a z drugiej oczekiwanie, że człowiek szybko dojdzie do siebie.

Czy jest jeden uniwersalny wzór na przeżywanie żałoby?

Reakcje na żałobę są różne. Z jednej strony jest to depresja, zamknięcie się w sobie, ale czasem jest to chęć, aby jak najszybciej z tej żałoby wyjść. To forma obrony przed tym trudnym okresem, gdy odchodzi od nas bliska osoba.

Jak długo powinna trwać żałoba?

Często mówi się, że żałoba powinna trwać mniej więcej do roku. Tyle mniej więcej zajmuje "powracanie". Nie chodzi oczywiście o powrót do dawnego życia, bo to już nie możliwe. Mam na myśli przywrócenie normalnego stanu świadomości.

Dlaczego właśnie rok? Na jakiej podstawie ocenia się, ile powinna trwać żałoba? Czy naprawdę da się to określić?

To oczywiście indywidualna sprawa, ale przyjmuje się rok. Rok przyjęto na podstawie obserwacji i badań klinicznych doświadczonych terapeutów. Ja mogę się domyślać na podstawie moich doświadczeń z pacjentami. Tak naprawdę nikt nie może jednak decydować. ile ma trwać żałoba. Jako terapeuta nie mam prawa mówić pacjentom np: "czas pani żałoby już się skończył", albo "pan nie powinien jeszcze wchodzić w ten związek". Jeśli ktoś jest w chorobie, to śmierć wisi nad nim i jego otoczeniem przez jakiś czas. Już w pewnym sensie w tej żałobie jesteśmy.

Bartek Prokopowicz mówi, ze poczuł swego rodzaju ulgę po śmierci chorującej od dawna Magdy.

Tak jak w przypadku Bartka Prokopowicza, śmierć po długim okresie oczekiwania na nią jest pewną ulgą. Nikt nie jest w stanie zrozumieć takiej sytuacji. Oczekiwanie na odejście najbliższej osoby to ogromna dawka stresu. Tego nie da się porównać do terminu, który mamy w pracy na załatwienie jakiejś sprawy. To największy lęk, z jakim może spotkać się człowiek.

Czyli Bartek Prokopowicz, podobnie jak wiele innych osób, które oczekiwały na śmierć bliskiej osoby, w jakimś sensie już tę żałobę przeżył?


W jakim sensie tak. Jak ktoś próbuje to oceniać, jest na to proste, choć tak naprawdę niezwykle trudne ćwiczenie. Niech spróbuje wyobrazić sobie, że jest w takie sytuacji. Że jego ukochana osoba jest nieuleczalnie chora. Mają dwoje dzieci, które nie wiedzą za bardzo co się dzieje, ale czują, że coś jest nie tak.

To co najgorsze Bartek Prokopowicz ma już za sobą?

Tak też nie jest. On będzie żył z tym już do końca. Nie ma już tej śmierci blisko niego, bo ona nadeszła. To się już stało, ale trauma została. On żyje z tym, ale dodatkowo musi radzić sobie z zawstydzającymi go ocenami innych. To jest często widoczne w takich bardzo konserwatywnych społeczeństwach. Są duże wymagania pod względem wartości, ale nie ma wspierania tej osoby, a często nawet samej chęci zrozumienia.

Czytaj także: Magda Prokopowicz: "Trzeba doceniać to, co się ma"
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Magda ProkopowiczBartek ProkopowiczHalina MlynkovaŚmierć

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej