Grupa naTemat

Gwiazda YouTube'a wydaje swoją pierwszą książkę: "Zeznania Niekrytego Krytyka". Poznaj kulisy jego pracy [wywiad]

Maciej Frączyk znany w internecie, jako Niekryty Krytyk.
Maciej Frączyk znany w internecie, jako Niekryty Krytyk. Fot. Krzysztof Dynel / www.zoomin.net.pl
Jest najchętniej oglądanym YouTube'erem w Polsce. Jego filmy wyświetlano już ponad sto milionów razy. Ma blisko czterysta tysięcy fanów na Facebooku. Jedni go lubią, drugich wkurza i irytuje. Był moment, że internetową karierę rozszerzył o tę bardziej realną – dostał swoją audycję w Radiu ZET. Teraz idzie za ciosem i właśnie wydaje swoją pierwszą książkę. Kto? Maciej Frączyk, znany bardziej jako Niekryty Krytyk. W rozmowie z naTemat zdradza kulisy pisania, tłumaczy, czemu stosuje tyle seksualnych aluzji oraz ile Niekrytego Krytyka jest tak naprawdę w Maćku Frączyku.

Ile czasu pisałeś "Zeznania Niekrytego Krytyka"?


Dwa tygodnie, kilka godzin dziennie. Przy okazji po raz kolejny przeleciałem dyskografię Pink Floyd.

Szybko poszło. Wydawnictwo samo się do Ciebie zgłosiło, czy musiałeś szukać chętnych?

Książka chodziła mi głowie już od jakiegoś czasu i zamierzałem wydać ją na własną rękę, ale akurat odezwało się do mnie znane wydawnictwo. Postanowiłem, że ja tylko napiszę, a resztę zostawię zawodowcom. "Zielona Sowa" wie, co robi.

Zdarzało się, że siadałeś do pisania, ale nic nie wychodziło i myślałeś, że to jednak nie dla ciebie? Czy może od początku leciało bez problemu?

Piszę od 13. roku życia (pomijając szkolne przymusy), także nie jest to dla mnie doświadczenie nowe. Gdzieś tam w międzyczasie ktoś na szerszą skalę to zauważył, czy docenił, ale na książkę zdecydowałem się dopiero teraz. Jak na pierwszy raz – myślę, że tragedii nie ma. Miewałem w życiu gorsze pierwsze razy.

Naprawdę googlowałeś, jak napisać książkę? Przydało się?

Googlowałem, ale zdawałem sobie sprawę z tego, co tam znajdę. Nikt nie nauczy cię pisać, tak samo, jak nikt nie nauczy cię rysować. Możesz poznać parę sztuczek, ale jeśli nie masz do tego drygu, to chyba trzeba poszukać sobie innego zajęcia. Swoją drogą, praca zawodowego pisarza musi być ciężkim kawałkiem chleba.

Jutro premiera. Z perspektywy czasu: napisanie książki wydawało się łatwiejsze czy trudniejsze niż jest w rzeczywistości?

Wiesz, ja traktuję tę książkę bardziej jak dobrze napompowany felieton – czyta się to szybko i takie było założenie. Czy pisanie jest trudne? Jeśli ktoś lubi kopać piłkę, to chyba nie rozpatruje tego w kategoriach „trudu”, lecz przyjemności. Mnie pisanie kręci od dawna i już rozglądam się za jakąś gazetą lub portalem, które pozwolą mi robić to częściej, bo prawie zapomniałem, że koniec końców to świetna zabawa i sprawdzony sposób komunikowania się z masowym odbiorcą.

Od samego początku miałeś plan na to, o czym chcesz napisać?

Miałem kilka pomysłów na ogólną koncepcję książki, ale ostatecznie stanęło na kilku tematach najbliższych mojej codzienności. Jak podchodzić do swojej edukacji, jak dążyć do realizowania swoich marzeń, jak radzić sobie z przeciwnościami. Chciałem, żeby ta książka przypominała rozmowę z kimś młodszym, kto nie do końca wie, jak znaleźć swoje miejsce, gdzie szukać siły i dlaczego warto to robić. Dostałem od moich widzów bardzo dużo propozycji tematów, także „Zeznania Niekrytego Krytyka” są de facto materiałem stworzonym wspólnie z nimi.

Czytaj koniecznie: Niekryty Krytyk: bawi i irytuje, ale na YouTube i tak oglądają go miliony. "Czasami czuję się jak małpa w Zoo"


W książce jest sporo rysunków, ale nie Ty jesteś ich autorem. Sam decydowałeś co ma na nich być i gdzie mają się znajdować?

„Scenariusze” ilustracji stworzyłem sam, bo chciałem, żeby to wszystko trzymało się kupy i w stu procentach oddawało to, co chcę przekazać. Kwestie logistyczno-techniczne to już "Zielona Sowa".

Jest w niej pełno seksualnych aluzji, praktycznie w każdym możliwym miejscu. Po co?

Szczerze mówiąc żadna z osób, które czytały ten tekst, nie zwróciła akurat na to uwagi. Ja również nie widzę tam nadmiernej ilości aluzji seksualnych, ale jeśli są, to dobrze – nie ma nic lepszego, niż soczyste nawiązanie do spraw damsko-męskich.

Soczyste nawiązanie do spraw damsko-męskich w takim a’la poradniku dla młodych? Po co? Wydaje mi się, że mam dość luźne podejście do tematów wszelakich, a mimo to tutaj te aluzje mocno rzucały się w oczy. I mnie akurat nie porwały.

Wychodzi na to, że powinieneś uważać się za „starego“, skoro przeczytałeś, jak sam mówisz, „poradnik dla młodych“ i Cię nie porwało. Jak się z tym czujesz?

Wiem, przyczepiłem się, ale to jest to, co najbardziej mnie raziło. Czytam całkiem poważne przemyślenia na temat X, a nagle wypalasz z seks aluzją zrobioną naprawdę po najmniejszej linii oporu w stylu porównywalnym do "ooo, ale ktoś tam ma dużego, ale ktoś tam ma małego hehehe". Jeżeli już tak Ci na tym zależało, to wydaje mi się, że można było wybrnąć z tego w lepszy, mniej ordynarny sposób.

Twój pierwszy artykuł był idealny? Pierwsze opowiadanie? Pierwsze cokolwiek? Wiesz, jestem pewien, że po premierze mojej dziewiczej książki masa osób przyczepi się do masy fragmentów, ale co mam teraz zrobić – tłumaczyć się z każdego słowa? Pisałem tak, jak czułem. Taki mam styl. Rozumiem, że może on się nie podobać każdemu, a wiec także Tobie. Dla poszukujących bardziej ambitnych autorów polecam na przykład H.D. Thoreau, a nie siebie. Moja książka ma umilić posiedzenie na, za przeproszeniem, kiblu. Jeśli komuś da więcej, to będę szczęśliwy, ale nie mam zamiaru o to zabiegać w jednym czy drugim wywiadzie.


Niby piszesz z przymrużeniem oka i swoistym wyśmiewaniem, ale to typowy poradnik życiowy dla młodych.

Takie właśnie zbieram opinie, co mnie oczywiście cieszy, bo takie było założenie.

Nie boisz się, że brzmi to podobnie do gadania rodziców, czy może jest tak, że akurat Ciebie posłuchają, bo lubią?

Jeśli tak mówili do Ciebie rodzice, to muszę z nimi wypić wódkę.

Zobacz: YouTube finansową trampoliną. Nagrywają filmiki i zarabiają całkiem niezłą kasę

Nie chodzi o samą formę, ale raczej o ogólny wydźwięk.

Jeśli w ogólnym wydźwięku się zgadzamy, to tym bardziej muszę z nimi wypić wódkę, bo chyba podobnie myślimy.

Czujesz jakąś misję w tym co robisz, czy traktujesz to stricte jako zabawę/pracę?

Mam chyba za dużo pokory, żeby z góry traktować swoje dyrdymały jako „misję”. Jeśli książka pomoże choć kilku osobom zrobić coś konstruktywnego ze swoim życiem, to cel został osiągnięty. Dla mnie to przede wszystkim niesamowita frajda, bo chyba pierwszy raz w taki sposób otwieram się przed moimi widzami. Wiem, że wielu z nich czeka na tę książkę.

Piszesz, że dostajesz masę maili. O czym ludzie mogą pisać do kogoś, kogo znają jedynie z YouTube'a?

Ludzie piszą do mnie z bardzo różnymi sprawami – często są to tematy tak osobiste, intymne wręcz, że ciężko mi w to uwierzyć. Jestem wdzięczny za ich zaufanie i próbuję pomagać. Nie każ mi się z tego spowiadać, bo poczuję się jak papierowy altruista, który najpierw próbuje zrobić coś dobrego na tym porąbanym świecie, a potem się tym chwali w wywiadach. Daleko mi do tego.

Mówisz, że nie chce Ci się znaleźć pół godziny na odpisanie fanom. Dlaczego? To chyba nie tak dużo.

Wiesz, gdybym odpisywał na każdą wiadomość, to nie robiłbym nic innego. Nie miałbym czasu na filmy, a to one są kręgosłupem tego całego cyrku. Staram się wszystko regularnie czytać, ale jeśli zsumujesz moją skrzynkę mailową z Facebookiem i komentarzami pod każdym z filmów, to zawsze będziesz miał cały wieczór zaplanowany. Był to też jeden z powodów powstania książki – zamiast mówić do każdego z osobna, odpowiem wszystkim.

Odpisujesz w ogóle na jakiekolwiek maile od widzów?
Jeśli chodzi o odpisywanie – gwarantuję ci, że jeśli napiszesz do mnie w miarę po polsku i będzie się do czego ustosunkować, to odpiszę.

W książce jest kilka nawiązań do serialu Californication. Aż tak lubisz przygody Hanka Moody’ego?

Lubię, to dobry, rock’n’rollowy serial. Szkoda, że Polacy takich nie robią, ale mam już pewien pomysł także w tej kwestii.

Warto zobaczyć: Vlogerzy będą zarabiać 100 tys. zł miesięcznie? Nierealne, ale showmani z YouTube i tak nie mogą narzekać

Jest rozdział o przekleństwach. Często przeklinasz „poza anteną”, aż tak lubisz polskie bluzgi, czy robisz to tylko na potrzeby nagrań?

Poświęciłem kilkanaście stron, aby to wyjaśnić, także zainteresowanych odpowiedzią na to pytanie zapraszam do lektury. W pigułce wygląda to tak, że wulgaryzmy, jak wszystkie inne słowa, mają swoją funkcję. Poza anteną przeklinam więcej, niż jest to potrzebne - to trochę prostackie i dość wkur*******.

Piszesz o tym, że odrzucałeś całkiem atrakcyjne propozycje z mediów. Możesz zdradzić o co dokładnie chodziło?

Wiesz, nie jestem typem kolesia, który ze swoich prywatnych rozmów z potencjalnymi pracodawcami robi magiel. Zaproponujcie mi felieton, to Wam prywatnie odpowiem, czy się zgadzam.

Utrzymujesz się tylko ze swojego e-biznesu?

Utrzymujesz się tylko z pracy w naTemat? Nie obchodzi mnie odpowiedź, bo to nie moja sprawa. Nie lubię zaglądać ludziom do portfeli – niech każdemu żyje się jak najlepiej i tyle.

Wspominasz moment, gdy po raz pierwszy zaproponowano Ci jakieś tam pieniądze za to, co robisz w internecie. Po jakim czasie od startu się to udało oraz o jakie sumy wtedy chodziło?

Zarobki YouTuberów to gorący temat. Ostatnio dowiedziałem się na przykład, że za każdy film inkasuję tysiące dolarów. Niestety, nie jest to prawda, bo warunki zarabiania na YouTube są w Polsce bardzo słabe w porównaniu na przykład ze Stanami Zjednoczonymi. Nie mogę powiedzieć, że muszę liczyć każdą złotówkę, kiedy kupuję bułki i whisky, ale to bardziej wynika ze wszystkiego, co sobie sam zorganizowałem „dookoła”, niż z zarobków tylko z YouTube.

Wiesz, jeśli Twój kanał nabija średnio pięć milionów odsłon filmów w miesiącu, masz do tego audycję w dużej stacji radiowej, piszesz coś tam czasem na boku, współpracujesz z agencjami reklamowymi, jesteś współwłaścicielem sklepu z ciuchami oraz ogromnej księgarni Internetowej i nie możesz z tego wyżyć, to znaczy, że coś robisz źle. Jestem dość przedsiębiorczy i nie muszę nikogo prosić o przysługi czy litość. To ludzie przychodzą do mnie, bo widzą, że pieniądze są dla mnie tylko sposobem na dalsze realizowanie swoich planów i marzeń. Z każdej zarobionej złotówki spowiadam się co miesiąc w Urzędzie Skarbowym i myślę, że to odpowiednie miejsce na takie spowiedzi.

Michał Brański z O2.pl powiedział niedawno, że za trzy lata czołowi vlogerzy będą zarabiać 40-100 tysięcy złotych miesięcznie. Sądzisz, że taka perspektywa jest w polskiej blogosferze realna?

Wydaje mi się, że te zarobki to kosmos, ale oczywiście tego bym sobie i każdemu YouTuberowi w Polsce życzył. Nasza scena jest bardzo słaba, także z przyczyn finansowych. Żeby tworzyć filmy takie, jak Smosh czy Freddiew, trzeba mieć naprawdę pokaźny budżet – w USA wszyscy to rozumieją. YouTube załatwia reklamy, widz nic nie płaci za oglądanie, a twórca zarabia i inwestuje dalej w siebie. Takie internetowe perpetuum mobile, gdzie każdy z podmiotów jest zadowolony, bo coś dostaje.

Co mogłoby generować aż tak kolosalne zyski? Reklamy, sklepy, sponsoring, współpraca z TV, czy może jeszcze coś innego?

Szczerze mówiąc nie wiem i nie za bardzo chce mi się nad tym zastanawiać. Zostawiam to kanałom o profilu stricte biznesowym – ja osobiście od jakiegoś czasu poszukuję poważnego ‚sponsora programu‘, dzięki któremu mógłbym poszerzyć działalność produkcyjną, być może zatrudnić kogoś do pomocy i robić więcej filmów, ale na razie jestem na etapie pozrywanych negocjacji – wiesz, każdy chce jakoś ingerować w treść, a na to nie pozwolę.

Ile zajmuje Ci nagranie jednego filmiku?

To zależy od bardzo wielu czynników, ale najkrótszy i najłatwiejszy technicznie film można zrobić w dzień, dwa. Te bardziej złożone wymagają odpowiednio więcej pracy.

Jak idzie gra na perkusji? Chwalisz się, że właśnie ją kupiłeś

Sąsiedzi chwalą.

Masz problem z przysłowiowym „jechaniem” swoich widzów? Czy raczej wychodzisz założenia, że jeżeli zachowują się w taki, a nie inny sposób to po prostu na to zasłużyli?

Generalnie nie rozumiem, dlaczego ludzie troszkę starsi lubią dopieprzać tym troszkę młodszym, jakby sami już zapomnieli, jak to kiedyś było. Szanuję każdego z moich widzów, niezależnie od jego wieku i upodobań.

Ile Niekrytego Krytyka z nagrań jest w Maćku Frączyku poza kamerami?

Niekryty Krytyk to taki Maciek Frączyk, tylko polany benzyną i podpalony. To mój megafon, do którego mogę wykrzyczeć co tylko zechcę. Ile w tym mnie? Cóż, to moje własne przemyślenia i obserwacje, które pokazując swoją krzywą gębę przekazuję osobiście, więc chyba dość sporo.

Próbuję Cię rozgryźć i zastanawiam się czy jesteś dorosłym gościem, który jeszcze nie do końca dorósł, czy po prostu coś co było zabawą przekształciło się w styl życia i ciągniesz tę konwencję zarabiając na tym przyzwoitą kasę?

I co, rozgryzłeś?

Nie wiem. Inteligentny gość, któremu niedługo stuknie trzydziestka, ale wcale tak się nie czuje. Zaczął coś dawno temu, spodobało się i na potrzeby tego ciągnie z powodzeniem ten swój pomysł, który okazał się całkiem niezłym biznesem. Czasem robi z siebie głupka, ale tylko na antenie

Wiesz, odpowiedź jest bardzo prosta – ja po prostu uwielbiam filmy i zawsze chciałem być ich częścią, w jakiś sposób je tworzyć. Dziś jestem właściwie takim ‚biedronkowym producentem‘ – mam minimalny budżet, piszę własne scenariusze, wymyślam nowe patenty na odciągnięcie widzów od szarej rzeczywistości na te parę chwil, montuję i kombinuję. Zawsze robiłem i dalej robię te filmy z pasji – kiedy zaczynałem, nie było nawet perspektywy otrzymywania za to jakiekolwiek gratyfikacji. Dziś mogę rozwijać mój program bez ograniczeń – przede wszystkim czasowych.

Warto zajrzeć: YouTube to najgorszy śmietnik w internecie? Vlogerzy bronią swoich widzów: Gorsze komentarze są na dużych portalach


Na co dzień też robisz tyle angielskich wstawek, co w filmikach lub książce?

Chyba tak – wynika to prawdopodobnie ze studiów, jakie skończyłem. Poza tym język angielski jest chyba bardziej „dynamiczny”, niż Polski i to mnie w nim pociąga.

Muszę spytać. Piszesz o... głaskaniu prostytutki po włosach. Próbowałeś?

A Ty tak od razu przechodzisz do rzeczy? Prostytutki to też kobiety! Gdzie dobre maniery?!
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetYouTubeKsiążkiBlogi
Skomentuj