Przez pomyłkę Facebook usunął konto blogerki. Przywrócił jej profil, ale już bez fanów. "Jestem ignorowana"

Facebook przypadkowo usunął fanpage Aleksandy Radomskiej, która prowadzi bloga "Mam wątpliwość".
Facebook przypadkowo usunął fanpage Aleksandy Radomskiej, która prowadzi bloga "Mam wątpliwość". Zrzut ekranu z fanpagea "Mam wątpliwość".
Kilka lat zbierasz "lajki" na swoim fanpage'u. Profil na Facebooku jest istotną częścią twojego biznesu. Ba, czasami nawet kluczową. A teraz wyobraź sobie, że nagle go tracisz. Z dnia na dzień, bez powodu. Mało przyjemne, prawda? Z podobną sytuacją spotkała się autorka bloga "Mam wątpliwość", Aleksandra Radomska. Pracownik Facebooka przypadkowo usunął jej fanpage. Po ciężkiej wymianie kilku maili wszystko wróciło do normy. O ile normą możemy nazwać profil, który stracił wszystkich fanów.

Jak w ogóle do tego doszło?

Do Facebooka jestem na dobrą sprawę podłączona cały czas. Za jego pomocą monitoruję bloga, animuję jego czytelników i kontaktuję się z ludźmi. Kilka dni temu mój profil nagle, bez żadnego ostrzeżenia został odłączony. Wyświetlał się komunikat, że jest uszkodzony. Myślałam, że to po prostu jakaś pomyłka, albo że ktoś złośliwie zgłosił nadużycie na moim profilu i dlatego go usunięto. To było całkiem możliwe, bo zdaję sobie sprawę, że to, co robię nie wszystkim może się podobać. Ale chciałam poznać powód takiej decyzji administratorów. Znajomi pisali do mnie maile i komentarze na blogu pytali o co chodzi, dlaczego ich zablokowałam. Z ich perspektywy właśnie tak to wyglądało.



Co zrobiłaś?

Próbowałam skontaktować się z polskim oddziałem Facebooka, ale nie było to łatwe. Niestety nie ma możliwości skontaktowania się z kimś bezpośrednio z administracji. Nie podają żadnego konkretnego maila, pod którym możesz kogoś złapać. Są tylko formularze, więc wypełniłam jeden z nich. Zależało mi na czasie, ponieważ niedługo mój blog miał być wystawiony na stronie głównej Onetu i najzwyczajniej w świecie nie chciałam stracić szansy na pozyskanie nowych czytelników i fanów.

Ta forma kontaktu pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście, można wysyłać im te zgłoszenia, ale to jest jednostronna komunikacja. Nigdy nie wiesz, kiedy i czy w ogóle ci odpowiedzą.

Zobacz: Blogerka Segritta kontra Nikon. Obiecali darmową naprawę aparatu, przyszedł rachunek na 1300 złotych

Odpowiedzieli?

Dopiero po dwóch dniach. Z jakiegoś dziwnego, automatycznie generowanego maila – pewnie dlatego, żeby uniemożliwić ten bezpośredni kontakt – odpisał mi jeden z pracowników polskiego oddziału Facebooka. Wyjaśnił mi, że to wszystko przez przypadek i niedługo mój profil powinien wrócić do normy. Trochę nieoficjalnie wyjaśniono mi, że to cała sytuacja wynikła z błędu pracownika, który po prostu się pomylił. Wiem, że pomyłki się zdarzają, więc byłam możliwie wyrozumiała i po prostu chciałam, żeby wszystko wróciło do normy.

Zakładam, że gdyby tak było, to nie rozmawialibyśmy teraz.


Konto zostało odblokowane, ale po zalogowaniu było jeszcze "lepiej". Zamiast informacji, że jest uszkodzone, dowiedziałam się, że z powodu łamania regulaminu zostaje usunięte. Więc znów starałam się z nimi skontaktować. Dodatkowo przesłałam im natychmiastowo kopię dowodu osobistego, bo w takim przypadkach zazwyczaj jej wymagają. Ze złości trochę ich zaspamowałam swoimi zgłoszeniami, żeby nie przepaść w tysiącach podobnych skarg.

Coś jednak zrobili, bo ostatecznie profil wrócił.

Tak, wrócił, ale co to za powrót? Znowu dostałam informację, że ktoś popełnił kolejny błąd i niedługo wszystkie treści zostaną przywrócone. I faktycznie, przywrócili wszystko poza osobami, które "lubią" mój fanpage. Nie było tam absolutnie nikogo, zero.

Ilu ich miałaś?

Nieco ponad 2300, zbierałam ich przez ponad dwa lata. To nie są jacyś przypadkowi fani, ale moi faktyczni i aktywni czytelnicy. Facebook to platforma, na której masz odezw, czytelnicy generują aktywność. Poza tym dla mnie jest miejscem, gdzie mogę poznać ludzi, którzy mnie czytają.

Dostałaś jakieś dokładniejsze wyjaśnienia skąd ten błąd, dlaczego akurat ty?

Poza informacją, że ktoś się pomylił nikt mi nic nie wyjaśniał. Wysłali mailem przeprosiny, ale było to raczej w stylu "no sorry, zdarza się", jak klepnięcie w ramię przy piwie. Gdybym była Kasią Tusk to pewnie bukiet kwiatów i oficjalne przeprosiny. Co z tego, że nie było w tym mojej winy, skoro skończyło się, jak skończyło.

Czytaj: Najpopularniejsi blogerzy z punktu widzenia... reklamodawców. Zobacz, kogo i za co lubią najbardziej

Próbowałaś się dalej kontaktować?

Pewnie, że tak, ale od tamtego momentu jestem kompletnie ignorowana i nikt mi nie odpisuje. Nie miałam postawy roszczeniowej, ale po prostu chciałam wiedzieć do kogo się odezwać w sprawie odzyskania bazy moich fanów. Na szczęście cała blogosfera mocno się ze mną solidaryzuje i w kilka dni częściowo odbudowałam liczbę fanów. Na ten moment jest ich już ponad 800. W zasadzie to nie wiem, czy ostatecznie nie wyjdzie mi to na dobre, ale nie o to i chodziło. Chcę jednak zaznaczyć, że to żadna żałosna akcja marketingowa, ale sytuacja z życia wzięta.

Tomasz Machała na swoim blogu trafnie zauważył, że cała ta sytuacja pokazuje, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od takiego monopolisty.

Ja jestem blogerką, więc jeszcze miałam gdzie, o tym napisać. Ale wyobraź sobie, że jesteś prywatną osobą i nagle Twój profil znika z Facebooka. Jesteś całkowicie odcięty i nawet nie masz, gdzie o tym wspomnieć. Pójdźmy dalej. Przecież taka sytuacja może zdarzyć się np. jakiejś fundacji charytatywnej. Nie chcę utożsamiać się z cierpieniem, ale po prostu pokazać ten problem. Okazuje się, że wcale nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje w serwisach społecznościowych. Zaczęłam trochę inaczej do tego podchodzić, bo trzeba liczyć się z tym, że w każdej chwili wszystko, na co długo pracowaliśmy może zniknąć.

Sprawdź: YouTube to najgorszy śmietnik w internecie? Vlogerzy bronią swoich widzów: Gorsze komentarze są na dużych portalach

Dla blogerów jest jeszcze jakaś alternatywa poza Facebookiem? Czy wszyscy jesteśmy na niego skazani?

Blogerzy, którzy mają już wyrobione nazwisko i renomę są w lepszej sytuacji. Oni są rozpoznawalni i mają stałą grupę czytelników, którzy i tak wejdą na ich stronę. Nie znaczy to jednak, że odcięcie od Facebooka nie będzie ich bolało. Takie osoby działają na wszystkich możliwych frontach i nagle mogą to stracić. Natomiast ci mniej znani blogerzy muszę zdecydowanie bardziej posiłkować się Facebookiem. Przecież to na nim ludzie siedzą częściej, trzeba im przypominać, żeby odwiedzili daną stronę lub bloga. Zaszczepiać im w głowie ten nawyk. Na ten moment pod tym względem nie ma raczej alternatywy dla Facebooka.

Ważne i niebezpieczne jest także to, że fa Facebooku łatwo utrudnić komuś życie. Jeżeli komuś nie podoba się to, co robimy lub ktoś z konkurencji chce nam przeszkodzić może zgłosić nadużycie. Łatwo zmobilizować sporo osób, a wtedy Facebook zareaguje i pewnie na wyjaśnienia nie będzie czekał.
Trwa ładowanie komentarzy...