Walka Andrzeja Gołoty z Przemysławem Saletą. Razem mają 90 lat. Dlaczego dziadkowie wracają na ring?

Już 23 lutego w Ergo Arenie rękawicę skrzyżują Andrzej Gołota i Przemysław Saleta – obaj rocznik 1968. Dlaczego 45-latkowie wracają na ring? Skończyła im się kasa, kipi z nich ambicja, czy chcą być jak legendarni George Foreman i Bernard Hopkins? Czy Andrew Gołota chce jeszcze raz powalczyć o mistrzostwo świata? – Z nim nigdy nic nie wiadomo – mówi nam jego przyjaciel.

Czy po powrocie Andrzeja Gołoty do ringu będziemy jeszcze oglądać takie obrazki jak ten?
Czy po powrocie Andrzeja Gołoty do ringu będziemy jeszcze oglądać takie obrazki jak ten? FOT. MALGORZATA KUJAWKA / AGENCJA GAZETA
Czasy, w których Andrzej Gołota walczył o pasy mistrzowskie, odeszły w niepamięć. Ostatnia taka walka odbyła się aż osiem lat temu. Wtedy z Lamonem Brewsterem, posiadaczem pasa WBO, Polak wytrzymał w ringu zaledwie 53 sekundy. Trochę dłużej bił się z Tomaszem Adamkiem, wtedy dopiero pretendującym do walk w wadze ciężkiej. 24 października 2009 podczas gali Polsat Boxing Night Gołota przegrał przez nokaut techniczny w piątej rundzie. To była jego ostatnia w miarę poważna walka. Od tego czasu poświęcił się rodzinie i ulubionej jeździe na nartach. Większość kibiców była przekonana, że konfrontacja z Adamkiem była pożegnaniem Gołoty, ale ten jak zwykle zaskoczył. Wrócił do treningów i zapowiada, że jeżeli jego lewa ręka „będzie działać”, to prawdopodobnie będzie kontynuował swoją karierę!

Niewiele jednak brakowało, aby 45-letni Gołota ze sportowca zamienił się w… cyrkowca. O krok był jego trzeci pojedynek (lecz nie w boksie, a w formule MMA lub wrestlingu) z zawodnikiem, na którym zawodnik zbudował swoją legendę – Ridickiem Bowe’m. Na szczęście dla Polaka walka w łódzkiej Atlas Arenie nie doszła do skutku i zamiast rzucać się o matę, jeden z najlepszych polskich fighterów w historii zmierzy się Przemysławem Saletą – jego potencjalnym rywalem z poprzedniej dekady.

Sam Gołota do sprawy swojego powrotu do boksu podchodzi z dystansem. Żartuje, że razem z Saletą mają już 90 lat! Panowie w teorii powinni nadawać się więc do przesiadywania w kawiarniach, czytania gazet i cieszenia się sportową emeryturą, a jednak coś ciągnie ich na ring. Chcą ryzykować – zdają sobie z tego sprawę. Sam Gołota mówił niedawno Przemysławowi Iwańczykowi: „W tym wieku wracam do bicia się. Trzeba być wariatem, żeby to robić, co?”. Dwaj Polacy nie są pierwszym „dziadkami” w ringu. I zapewne nie ostatnimi.

Wraca dla pieniędzy?

Czy Gołota wraca dla kasy? Raczej nie. Andrzej to człowiek niezwykle majętny, któremu dolarów starczy jeszcze na kilka pokoleń jego dzieci. Przez lata zawodowej kariery zarobił trudne do wyobrażenia sobie pieniądze. Za walkę z Tysonem – 3 miliony dolarów. Za pojedynek z Lennoxem Lewisem – 2 mln. Oprócz tego po milionie dolarów za walkę z Chrisem Byrdem, Johnem Ruizem i Lamonem Brewsterem. A to dopiero pięć pojedynków! Łącznie szacuje się, że na konto Andrzeja wpłynęło ok. 15-20 mln dolarów.

– Andrzej oczywiście ceni pieniądze, ale ma ich tyle, że jest ustawiony do końca życia. W przeciwieństwie do innych bokserów nie roztrwonił wszystkiego, ale zainwestował, głównie w nieruchomości. Zwróćmy jednak uwagę, że Andrew trenuje boks aż 32 lata! Nie da się przestać z dnia na dzień. Adrenalina – przecież to uzależnia. A po Andrzeju można spodziewać się wszystkiego – mówi nam bardzo bliski znajomy Gołoty, który jego karierę obserwuje od końca lat 80.

Andrzej mógłby być jeszcze bogatszy, gdyby w 1997 roku pokonał Lenoxa Lewisa. Miał wtedy niemal gotową do podpisania umowę z marką odzieżową Calvin Klein, która chciała zrobić Polaka twarzą swojej kampanii reklamowej. Warunek był jeden: mistrzowski pas. Niestety, pojedynek z Brytyjczykiem zakończył się ekspresowo, bo w pierwszej rundzie. Gołota szacował, że dzięki tamtemu kontraktowi mógł zarobić nawet 100 mln dolarów!

Sprawa musi więc rozbijać się o coś innego. Przemysław Saleta twierdzi, że chodzi o ambicję: „Nie wyszła mu walka przed trzema laty z Tomkiem Adamkiem. Nie chce, aby kibice pamiętali, że w ten sposób zakończył karierę”. I faktycznie, w Gołocie, uznawanym niegdyś za mruka, widać dziś radość, z kibiców podchodzących po autografy, z dziennikarzy zadających pytania i ze świateł kamer skierowanych na jego twarz. Gołota wciąż jest w Polsce kochany, mimo iż od brązowego medalu olimpijskiego w Seulu (1988 rok!) wszystkie najważniejsze walki w życiu przegrał. Czy teraz na starość chce odkupić swoje winy?

Uzależniony od walki

Ambicja kieruje także Saletą, dla którego pojedynek z Gołotą, idolem milionów Polaków, zawsze był wielkim marzeniem. Kontrakty na walkę obu panów były podpisane już dwukrotnie – w 2000 i 2005 roku (w 2000 roku Gołota zmierzył się jednak z Mikem Tysonem, w 2005 z Lamonem Brewsterem). Za drugim razem Saleta ubezpieczył się nawet na wypadek odwołania walki i… otrzymał za to 50 tys. zł.

– Niewielu zawodników potrafi zakończyć karierę tak jak Jerzy Kulej. On mógł przecież pojechać na Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 roku. Walczył z jakimś Niemcem, dostał potężny cios i… poczuł się dobrze! Mówił mi później: „To było uczucie błogości, jak jakiś narkotyk”. I pomyślał, że czas kończyć, bo dostał lufę, a czuł przyjemność. Mógł zdobyć medal, ale wiedział, kiedy ze sceny zejść. Andrzej i Przemek mają na razie z tym problem – mówi nam przyjaciel Gołoty.

W podobnym tonie wypowiada się także Paweł Nastula, złoty medalista IO w Atlancie w judo, pierwszy polski zawodnik w najbardziej prestiżowej ówcześnie federacji mieszanych sztuk walki PRIDE. Nastula, który przez ostatnie lata skupił się na trenowaniu adeptów judo w swoim klubie, w marcu na warszawskim Torwarze wraca do formuły MMA w ramach Konfrontacji Sztuk Walki. – Nie jest łatwo skończyć. Brakuje dziennikarzy, kibiców, zainteresowania. Nie chodzi zazwyczaj o pieniądze, ale o potrzebę akceptacji. Poza tym ja na przykład jestem uzależniony od sportu. Od walki. Ale czy jestem wariatem? Tak na to nigdy nie patrzyłem – mówi naTemat.pl Nastula.

Rekord świata Foremana i Hopkinsa

Gołota upodobał sobie przypadek legendarnego Georga Foremana, który do boksowania wrócił po kilku latach przerwy i będąc w wieku Gołoty i Salety – mając dokładnie 45 lat, 9 miesięcy i 26 dni – zdobył mistrzostwo świata! W samej walce rywal Foremana, Michael Morrer, posiadacz pasa IBF i WBA, przez większość walki obijał byłego mistrza, ale wystarczyła chwila nieuwagi i w 10. rundzie obrońca tytuły wylądował na deskach. Po dwudziestu latach bez mistrzowskiego pasa Amerykanin mógł znów przypomnieć sobie chwile, kiedy był wielki. Foreman pobił ówczesny rekord świata, jeżeli chodzi o wiek mistrza. Po pokonaniu Morrera bokser mógł iść na zasłużoną emeryturę, ale jemu wciąż było mało! Doszło do obrony pasa IBF, w której… Foreman znów wygrał. W słabym stylu, niejednogłośnie na punkty, ale jednak wygrał. Po walce z Niemcem Axelem Schulzem zrzekł się co prawda kolejnego pasa, ale nie przestał się bić. Pokonał jeszcze dwóch kolejnych rywali i dopiero Shannon Briggs odesłał byłego mistrza do kapci i cygara. Foreman miał wtedy… 49 lat.

Rekord złotego mistrza olimpijskiego z Meksyku został jednak pobity – po latach, przez Bernarda Hopkinsa, mistrza świata w kategorii średniej w latach 1995 - 2005, w latach 2001 - 2005 posiadacza pasów IBF, WBC, WBA. Od 2011 do 2012 roku mistrza świata federacji WBC. To właśnie ostatnim tytułem Hopkins przeszedł do historii boksu. Pas zdobył 21 maja 2011 roku, pokonując Jeana Pascala jednogłośnie na punkty (115-113, 116-112, 115-114). Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że Hopkins miał wtedy 46 lat, 4 miesiące i 6 dni! Rekord próbował ustanowić już wcześniej, ale 18 grudnia 2010 roku, w pierwszej walce z Pascalem, sędziowie orzekli remis. Hopkinsowi, podobnie jak przed laty Foremanowi, wciąż brakowało adrenaliny i toczył kolejne walki. Podczas ostatniego pojedynku z Chaden Dawsonem odniósł kontuzję, a walka została uznana za nieodbytą. Kolejny pojedynek Hopkins stoczy 9 marca 2013 roku w Nowym Jorku z niepokonanym do tej pory Tavorisem Cloudem, mistrzem świata federacji IBF wagi półciężkiej. Jeżeli Hopkins wygra tę walkę, poprawi własny rekord świata. Hopkins przed miesiącem obchodził 48. urodziny.

Dziś ciężko wyobrazić sobie, że do tego wieku będzie boksował Andrzej Gołota. Chociaż sam zapowiada, że jeżeli jego lewa ręka będzie funkcjonować dobrze i wygra pojedynek z Saletą, to będzie chciał zostać w ringu. Czy czeka nas jeszcze jedna, piąta walka Andrzeja Gołoty o mistrzostwo świata? Czy Andrew będzie chciał powtórzyć wyczyn Foremana i Hopkinsa? Z całą pewnością ta idea jest gdzieś głęboko w głowie Gołoty, który znów może nas zaskoczyć.

Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Sporty walkiPrzemysław SaletaGołota – SaletaBoksAndrzej Gołota

PROMOWANE

  • Poznawanie ciekawych ludzi - praktyczne narzędzia cz.1

    Większość Polaków, starając się nawiązać ciekawe relacje stosuje różne, często nieefektywne strategie. Jedna z nich polega na podświadomym traktowaniu nieznajomych jako potencjalnych wrogów, a potem na przyczynianiu się własnym postępowaniem do tego, aby ta przepowiednia się spełniała. To często kończy się posiadaniem wąskiego kręgu przyjaciół i szarpaniną z resztą świata, co z kolei prowadzi do stresu, agresji i kiepskiej jakości życia. Jak rozejrzymy się wokoło siebie, to znajdziemy mnóstwo takich przypadków. czytaj więcej

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej