Nasza Czytelniczka buduje szkołę w Afryce za 5 tysięcy euro. Ma ogromną szansę powodzenia

Bundoli w Ghanie - wioska, w której Anna Goworowska chce zbudować szkołę
Bundoli w Ghanie - wioska, w której Anna Goworowska chce zbudować szkołę Fot. Fundacja Dzieci Afryki / https://www.facebook.com/BudujemyszkolewGhanie
Bundoli w Ghanie to mała wioska, bez dostępu nawet do wody pitnej. Jedno z miejsc, o których mało kto słyszał. Właśnie tam Anna Goworowska chce zbudować szkołę. Potrzebuje 5 tysięcy euro. – To koszt postawienia budynku. Jeśli nie zbiorę więcej, zeszyty, książki i kredki kupię sama – deklaruje pani Anna. Jej historia pokazuje, że chęć pomocy Afryce można przekuć na bardzo konkretne działania.

Temat pani Anny Goworowskiej
Dużo podróżuję, zawsze marzyłam o misji w Afryce, wolontariacie edukacyjnym. Chciałam być bliżej tego kontynentu i mu pomóc. Ale zawsze wypadało mi coś innego. No i wyjechanie na taki wolontariat nie jest łatwe – mówi nam Anna Goworowska. Marzenie naszej bohaterki zaczęło się spełniać: trafiła do Fundacji Dzieci Afryki, a od 1 stycznia zbiera pieniądze na szkołę w wiosce Bunduli w Ghanie.



W Bunduli nie ma elektryczności, wody pitnej, o edukacji czy środkach czystości, nie wspominając. To wioska położona aż 600 kilometrów od stolicy Ghany, ale tylko 40 km od najbliższego miasteczka. Pomysł, by zbudować tam szkołę za 5 tysięcy euro, może niektórym wydawać się śmieszny lub szalony. Ale wbrew wszelkim przeciwnościom losu i opiniom sceptyków pani Anna ma ogromne szanse, by plan wprowadzić w życie.

– Zdaję sobie sprawę z problemów Polski czy Europy. Ale w Afryce drobne rzeczy mogą ludziom bardzo pomóc, a dla Polski byłaby to kropla w morzu potrzeb. Gospodarka Ghany ma szanse na rozwój, edukacja jest tam obowiązkowa, tylko nie ma na to środków – mówi pani Anna, wyjaśniając, dlaczego zdecydowała się pomagać tak daleko, a nie gdzieś blisko domu. Obecnie w Bundoli jest jedna szkoła, a raczej szkółka, do której przyjeżdża jeden nauczyciel – ale zbyt rzadko, by przyniosło to jakiś efekt.

Bundoli?!
Można by więc spytać: dlaczego akurat w tam, w Bundoli, ma powstać szkoła i czy przypadkiem nie będzie tak, że budynek powstanie, a potem z edukacji nici? Pani Anna wierzy, że wszystko się powiedzie. Głównie dlatego, że Bundoli nie zostało wybrane przypadkowo, a nasza bohaterka ma duże wsparcie ze strony księdza, który przebywa tam na misji. – To nie jest ksiądz, który zobaczył inicjatywę i porwał się na nią ot tak. Poznałam go, zbudował w Ghanie już jedną szkołę, która pozostaje pod jego opieką, mieszka 40 km od naszej wioski. Na dodatek ma swoich edukacyjnych wolontariuszy, którzy będą nauczać. Ksiądz doskonale też zna wioskę i jej mieszkańców – podkreśla Anna Goworowska.

Z misjonarzem współpracuje właśnie Fundacja Dzieci Afryki i to dzięki temu plan zbudowania szkoły ma bardzo duże szanse powodzenia. Robert Noga, prezes Fundacji Dzieci Afryki, który uczestniczył w rozmowach z mieszkańcami wioski, opowiada: – Nie wybraliśmy tej wioski przypadkowo. Polecił nam ją misjonarz, z którym tam współpracujemy. Mówił, że w Bundoli mieszkają ludzie sprawiedliwi i uczciwi. Gdy powiedzieliśmy o tym starszyźnie wioski, spotkaliśmy się z aprobatą – wspomina Noga. Wówczas przedstawiciele Fundacji ustalili z mieszkańcami, że szkoła powstanie, jeśli tylko wioska udostępni budowlańcom i pani Annie miejsca do spania i jedzenie. Przy czym "budowniczy" to także Ghańczycy, tyle że z okolicznych miast.

Mieszkańcy Bundoli też mają pomagać w całym przedsięwzięciu i, jak podkreśla w rozmowie z nami pani Anna, zależy im na tym. – Ich podejście jest bardzo dojrzałe – były obrady, pytania o budowę szkoły. Sami też starają się na nią zbierać pieniądze. Osoby z Fundacji, które były wtedy w Bundoli, powiedziały mi, ze mieszkańcy już czekają na szkołę i "tę siostrę Anię", jak mnie nazwali – opowiada Goworowska. I podkreśla, że – niestety – mieszkańcy Afryki często uznają problem braku wody za powszedni i trudny do rozwiązania. Mieszkańcy Bundoli mają natomiast świadomość, że edukacja może zmienić ich los.

Zobacz też: Afryka dzika? O tym, jak korporacje łamią prawa człowieka i niszczą środowisko rozmawiamy z mozambijskim aktywistą

Marketingowiec w Afryce
Kwota potrzebna na spełnienie marzeń mieszkańców z pozoru nie wydaje się wysoka: 5 tysięcy euro. Ale jej zebranie wcale nie jest proste. – Ludzie mówią: a, dwa, trzy dni i będzie. A wcale tak nie jest. Szczególnie, że nic nie wydaję na promowanie akcji, robię to swoimi siłami. Każda złotówka, która do nas wpływa, zostanie wykorzystana na budowę szkoły – zapewnia Anna Goworowska.

Swoją inicjatywę rozprzestrzenia "wirusowo", polegając na mediach. Pomaga jej w tym doświadczenie w pracy marketingowca. – Bez wsparcia medialnego nic bym nie osiągnęła – podkreśla nasza rozmówczyni.

Kwota pięciu tysięcy euro może też budzić zwątpienie: jak to, postawić za tyle szkołę? Ale to, co nam, Europejczykom, wydaje się małe, w Afryce znaczy o wiele więcej. – Te 5 tysięcy to kwota minimum. Pozwoli postawić budynek. Mam już kosztorys i wiem, że to wystarczy na najbardziej podstawową wersję szkoły. Nie ukrywam, że liczę na więcej i jeśli zbiorę większe fundusze, to przeznaczę je na przykład na ścianki między klasami, żeby były pełne, a nie tylko połowiczne. Za te pieniądze kupione zostaną również książki, zeszyty, rzeczy do pisania – wylicza Goworowska.

Szkoła na 3 klasy
A co, jeśli nie uda się zebrać więcej niż 5 tysięcy euro? Anna Goworowska zapewnia, że projektu nie porzuci. – Wtedy sama będę zbierać środki na książki, zeszyty, sama je kupię – deklaruje inicjatorka akcji. Szkoła, w podstawowym założeniu, ma mieć 3 klasy. W samej Bundoli jest około 70 dzieci. Ale nasza rozmówczyni podkreśla, że do tej szkoły mogą też uczęszczać dzieci z sąsiedniej wioski – wówczas uczniów byłoby około setki. Goworowska nie wyklucza dobudowania kolejnych 3 klas, jeśli projekt się powiedzie. – A musi się udać! – zaznacza.

Anna Goworowska wprost też mówi o finansach. Nie chce niczego ukrywać przed darczyńcami. – Na stronie na Facebooku na bieżąco informuję o stanie przygotowań i finansów. Na chwilę obecną zebrałam już niemal 8 tysięcy złotych – oświadcza nasza rozmówczyni. Warto przy tym podkreślić, że tutaj – w przeciwieństwie do wielu
masowych zbiórek – każda złotówka naprawdę się liczy, bo kwota docelowa jest z góry określona. I nie zginie w wirtualnym wysyłaniu paczek, tylko pójdzie na konkretny cel. A o postępach w pracach regularnie będą pojawiać się informacje na Facebookowym profilu akcji.

Kto do wolontariatu?
Ludzi takich jak pani Anna i członkowie Fundacji, nie jest w Polsce wiele. Do Dzieci Afryki zgłasza się kilkanaście osób rocznie, góra 20, zostaje kilka. – Osoby, które zgłaszają się do wolontariatu, są w różnym wieku. Przychodzą i studenci, i emeryci, a także osoby w średnim wieku – mówi nam Robert Noga. Biznesmeni chcą pomagać rzadko. Nasz rozmówca podkreśla, że jednak nie każda osoba na stałe zostaje w Fundacji. – Zanim kogoś wyślemy, proponujemy, by popracował z nami w Polsce – podkreśla Noga. W ten sposób widać, czy ktoś jest szczerze zaangażowany i czy nie ma słomianego zapału.

Jak podkreśla prezes, w tym roku Fundacja wyśle cztery osoby do Afryki na wolontariat misyjny. Jedna z nich pojedzie do Namibii pracować z niepełnosprawnymi ruchowo, druga – do Kamerunu, do szkoły dla głuchoniemych. Trzecią będzie właśnie pani Anna Goworowska, czwarta zaś będzie od września nauczać biologii i języka angielskiego w Ghanie. Między innymi właśnie w Bundoli, w szkole, którą chce zbudować pani Anna. Nauczycielka ma dojeżdżać do szkoły dwa razy w tygodniu. A wszystko w warunkach, odbiegających od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień.
JAK POMÓC?

Przelew na konto NAWET DROBNEJ KWOTY. W tytule dodaj również swój adres mailowy! W podziękowaniu za Twój wkład postaram się wraz z dziećmi w Ghanie własnoręcznie przygotować kartkę pocztową – Anna Goworkowska. Fundacja DZIECI AFRYKI 08 2490 0005 0000 4600 6959 6230 tytuł: "G1 - Budowa szkoły w Ghanie"

Trwa ładowanie komentarzy...