Tysiące naiwnych internautów znów uwierzyło, że na Facebooku rozdają iPhone'y 5. Nie dostaną ich. Ani teraz, ani nigdy

Na "konkurs" z darmowym iPhonem 5 nabrało się tysiące użytkowników Facebooka.
Na "konkurs" z darmowym iPhonem 5 nabrało się tysiące użytkowników Facebooka. Zrzut ekranu z fanpage'a, na którym można rzekomo wygrać iPhone'a 5.
To zaskakujące i irytujące, jak dużo ludzi ciągle się na to nabiera. Bez większej refleksji lajkują i udostępniają konkursowe obrazki, licząc, że dostaną coś za darmo. A w rzeczywistości? Wykazują się daleko posuniętą naiwnością. Tym razem przynętą był iPhone 5. Dziesiątki tysięcy użytkowników Facebooka uwierzyło, że kilka kliknięć zapewni im najnowszą zabawkę od Apple. Nie, nie zapewni. Ani teraz, ani nigdy. Po pierwsze takie konkursy są niezgodne nawet z regulaminem Facebooka. Po drugie… nikt nawet iPhone'ów nie obiecuje. Wystarczy się wczytać.

Podobnych przypadków było już tak wiele, że aż dziw bierze, ile osób jeszcze się na to nabiera. A jednak. Kilka godzin wystarczyło, by rzesza użytkowników Facebooka uwierzyła, że ktoś chce rozdać całkowicie za darmo pięćset nowiutkich –iPhone'ów 5.


Czerwona lampka powinna zapalić się w głowie już po samej informacji, że na Facebooku ktoś chce rozdawać cokolwiek za darmo. Natomiast w przypadku, gdy chodzi o iPhone'a 5 wspomniana czerwona lampka powinna zamienić się w gigantyczną latarnię. Cena jednego egzemplarza z 16 GB pamięci zaczyna się od około 2300 złotych. Szybkie przeliczenie i już wiemy, że budżet takiego konkursu wynosiłby – bagatela – 1,150 mln złotych.

Jedyna taka okazja?
Ten niesamowity konkurs organizuje bliżej nieznany fanpage "iPhone 5". Jeden z kilkudziesięciu o tej samej tematyce i podobnej nazwie. Aktualnie ma zaledwie niecałe siedem tysięcy fanów, a można się domyślać, że w momencie ruszania akcji było ich o te kilka tysięcy mniej. Pewnie, na Facebooku zdarzały i wciąż zdarzają się konkursy, ale – na Boga – dlaczego ktoś zupełnie anonimowy miałby rozdawać ekskluzywne telefony (w trakcie pisania tekstu fanpage zyskał kolejny tysiąc fanów).

Przeczytaj koniecznie: Na Facebooku masowo publikują oświadczenie o prawach autorskich. Ale to najwyżej rozbawi Marka Zuckerberga

Sporo osób nie zwróciło nawet uwagi na to, że aktywność tego fanpage'a na Facebooku jest równa… zeru. Powstał w niedzielę (24 lutego) i nie opublikował absolutnie nic poza konkursem. Dowiadujemy się jedynie, że "rozdają najnowsze telefony marki Apple", które "wysyłają już od 25 września". Brzmi nie tylko absurdalnie, ale i nierealnie. Trzeba być wyjątkowym naiwniakiem, by "kupić" bajkę szytą tak grubymi nićmi.


Jednak historia dla dziesiątek tysięcy osób brzmiała wystarczająco wiarygodnie. Otóż nagle jeden fanpage otrzymał (czy kogoś zainteresowało w ogóle, skąd i dlaczego?) "500 telefonów iPhone 5 16GB, które z powodu braku ofoliowania telefonu nie mogą być wystawione na sprzedaż". I właśnie dlatego wylosuje 500 użytkowników Facebooka. Jest tylko jeden – pozornie nic nie znaczący – warunek: trzeba udostępnić konkursowy wpis, polubić tego fanpage'a i w komentarzu… napisać kolor iPhone'a, którego chcielibyśmy dostać.

I co najlepsze, w treści nigdzie nie jest napisane, że internauci otrzymają te iPhone'y. Zwróćcie uwagę, że organizator informuje jedynie, iż "z tego powodu wylosuje 500 osób, które udostępnią ten status i polubią naszą stronę". Świetnie, nagrodą będzie "wylosowanie".

Błędne koło
Niemniej jednak machina ruszyła. Zaczęło się masowe lajkowanie, share'owanie, komentowanie: biały, czarny, biały, czarny, obojętnie jaki, biały, czarny. I tak przez kilka tysięcy komentarzy. O zabawkę od Apple "walczą" wszyscy: młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Profil "Zaufaj mi, jestem social media nindżą" opublikował screena, na którym widać, że w pięć godzin po starcie konkursu, post udostępniło blisko 31 tysięcy osób, skomentowało 17 tysięcy, a polubiło niecałe 10 tysięcy. Rozbieżności są spore, więc, jak widać, niektórzy nie potrafią nawet przeczytać dokładnie trzech zdań konkursowego polecenia.


W tym momencie liczby te są już dużo mniejsze, ale wciąż i tak idące w tysiące. Wyjścia są dwa: albo fanpage usunął pierwszy post konkursowy i wrzucił kolejny, albo internauci zaczęli masowo wycofywać się ze swoich naiwnych kliknięć. Pierwszy wariant wydaje się jednak bardziej prawdopodobny. Udostępnienia: 11 tysięcy, polubienia: 3,5 tysiąca, komentarze: 7 tysięcy. A liczby wciąż rosną.

Pół biedy, gdyby takie parakonkursy ograniczały się jedynie do kliknięcia i skompromitowania "uczestników". Niestety, efektem naiwności naszych znajomych jest zaśmiecony news feed i uprzykrzanie życia innym. Każde udostępnienie to kolejny post na Facebooku. Można sobie tylko wyobrazić, jak wyglądał news feed osób, które mają co najmniej kilkoro naiwnych znajomych.

Zobacz też: Polacy hakują Facebooka. "Działamy zgodnie z prawem. Zuckerberg nie potrafi wywiązać się ze wszystkich obietnic"


Historia lubi się powtarzać
Sprawa budzi dużą irytację, ponieważ to nie pierwszy raz, gdy takie akcje pojawiają się na Facebooku. I nie pierwszy raz, gdy wszystkim usilnie wyjaśnia się ich nieprawdziwość. – W przeszłości była masa takich oszustw. Wabikami były głównie smartfony, króluje Apple i Samsung oraz przeróżne gadżety Facebooka – mówi Jakub Konik z serwisu "The Daily Interactive", który dodaje, że oczywiście nikt nigdy niczego nie wygrał w tego typu wydarzeniach. – To po prostu oszustwo, a nie konkurs. Na tyle popularne oszustwo, że niektóre osoby prowadzące amatorsko swoje fanpage zaczęły organizować ich promocje na identycznych zasadach, z tym, że tam faktycznie można było coś wygrać. Nigdy jednak nie było to 500 iPhone'ów, zwykle jakieś drobiazgi – słyszymy.

Darmowe bluzy, koszulki, kubki oraz inne gadżety – tym właśnie naciągacze próbują zwabić naiwnych użytkowników serwisu Facebook. Każdego dnia pojawiają się nowe, coraz bardziej atrakcyjne oferty. Niestety ich cechą wspólną jest to, że z pewnością nie otrzymasz żadnej nagrody. Są to zautomatyzowane systemy do tworzenia i rozpowszechniania spamu. Trzeba przyznać, że całkiem skuteczne CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: blog.kacperos.pl

Internauci jednak wciąż się nabierają. – Działa tutaj najzwyczajniejszy mechanizm społecznościowy, na którym funkcjonuje Facebook czy popularne kiedyś łańcuszki. Widzimy, że nasz znajomy udostępnił daną treść, więc uwiarygadnia on jej wartość – tłumaczy specjalista. Do tego dochodzi proste zadanie i duża nagroda. – Czemu więc nie spróbować, a może wygram? Niestety, nie wygrasz. Po blisko roku trwania tego procederu myślałem, że już nikt się na to nie nabierze. Wczoraj mój news feed na Facebooku przekonał mnie, że byłem w błędzie – dodaje Konik.

Niezgodne z regulaminem
Nasz rozmówca wyraźnie podkreśla również zupełnie inny aspekt tego procederu. Organizowanie konkursów na Facebooku, które w swoim działaniu wykorzystują funkcje natywne Facebooka jako mechanizm konkursowy (np. konkurs zmuszający do lajkowania bądź udostępniania treści wpisu) są najzwyczajniej w świecie niezgodne z regulaminem niebieskiego serwisu społecznościowego.

Fragment regulaminu Facebooka

IV. Nie wolno używać funkcji serwisu Facebook w charakterze mechanizmu rejestracji lub przystąpienia do promocji. Przykładowo polubienie strony lub zameldowanie się w miejscu nie może powodować automatycznej rejestracji lub przystąpienia do promocji.

V. Nie wolno wykorzystywać funkcji serwisu Facebook, takich jak przycisk „Lubię to!”, w charakterze mechanizmu oddawania głosów w ramach promocji.

VI. Zwycięzców nie wolno powiadamiać za pośrednictwem serwisu Facebook, np. poprzez wiadomości na Facebooku, czat lub posty w profilach (osiach czasu) lub na stronach. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: punkt III podpunkt E

Bardzo popularnym systemem zyskiwania fanów są także filmiki i zdjęcia, które można zobaczyć dopiero po udostępnieniu swoich danych. – To podobny mechanizm, jednak w tamtym przypadku musieliśmy zezwolić aplikacji na dostęp do naszych danych. Oszuści zyskiwali więc nasze maile, Facebook ID, imię, nazwisko... Świetne do robienia nielegalnych list mailingowych – mówi Jakub Konik.

Jednak w opisywanym przypadku żadna aplikacja w grę nie wchodzi, wszystko ogranicza się do lajkowania i udostępniania. Nazwę fanpage'a można zmienić jedynie do pułapu 200 fanów, więc wykluczyć należy także scenariusz, w którym właściciel profilu sprzedaje go z czasem pod zmienioną nazwą np. iPhone 5 zmienia się w fanpage konkretnej marki. W takim razie kto i co zyskuje na takich konkursach?

– Jest w Polsce kilkoro ludzi, którzy się tym trudnią zawodowo. Monetyzują farmy np. poprzez zamieszczanie na nich linków do formularzy z sieci afiliacyjnych. Za każde wypełnienie ankiety właściciele farm otrzymują ustaloną kwotę, od kilku do kilkudziesięciu złotych. Ci ludzie mają już dziesiątki farm, więc zrobienie kolejnej nie stanowi dla nich kłopotu. Wykorzystują ludzi z dotychczasowych farm do rozreklamowania nowych inicjatyw – tłumaczy Konik.

Czytaj także: Usunięcie konta na FB bezskuteczne jak oświadczenie. "Publikując coś przekazujemy mu licencję, która nigdy nie wygaśnie"

300 tysięcy bluz Facebooka
W przeszłości "konkursy" były jeszcze bardziej zuchwałe. Jednym z najgłośniejszych były "bluzy Facebooka dla pierwszych trzystu tysięcy fanów". Mechanizm niemal identyczny, jak w tym przypadku. Znikome informacje o organizatorze, nieprecyzyjne informacje dotyczące samego konkursu i oczywiście brak stwierdzonych wygranych. Grzegorz Marczak z AntyWeb pisał wtedy, że w takich przypadkach warto skorzystać z opcji "zgłoszenia strony". Natomiast serwis interaktywnie.com zwrócił uwagę, że organizator pod opisem tej akcji dołączył krótki napis, że nagrody będą wystawione w formie... zdjęć na fanpage'u. Faktycznie, niesamowita okazja.

Grzegorz Marczak

Ponieważ ja mam wątpliwości :) i podejrzewam, że wy też je macie :) Dlatego proponuję akcję 5 tysięcy szybkich zgłoszeń w celu wyeliminowanie „podejrzanych” zachowań. W razie gdybym się mylił z pewnością Facebook wyjaśni sprawę. Proszę, wykopcie, lajkujcie i plusujcie – aby wasi znajomi nie przesyłali już wam tego spamu CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: AntyWeb.pl

W listopadzie głośno było także o masowo publikowanym na Facebooku oświadczeniu dotyczącym prywatności. Spora część użytkowników serwisu była – i pewnie wciąż jest – przekonana, że wklejając na swój profil magiczną formułkę "Oświadczam, że…", uchroni się przed przekazaniem praw autorskich Facebook'owi. To kompletna bzdura, która nic nie zmieni. No może poza opinią o wklejającym – pisaliśmy wtedy w naTemat. Szef Social Hackers i twórca serwisu Fejs.pl, Konrad Traczyk, tłumaczył nam wtedy, że jednostronne oświadczenie opublikowane na tablicy nie jest w żaden sposób wiążące dla Facebooka.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetFacebookAbsurdyAppleiPhone
Skomentuj