Dziennikarze śledczy "Superwizjera" TVN świadomie przemilczeli aferę Amber Gold?

Afera Amber Gold wraca. Czy oskarżenia pod adresem "Superewizjera" TVN okażą się prawdziwe?
Afera Amber Gold wraca. Czy oskarżenia pod adresem "Superewizjera" TVN okażą się prawdziwe? Fot. Daniel Staniszewski / Agencja Gazeta
Czy dziennikarze śledczy TVN z premedytacją nie zrobili materiału na temat oszustw Amber Gold, choć wiedzieli o nich na długo przed wybuchem afery? Tak twierdzi dziennikarz Witold Gadowski. Z jego relacji wynika, że kolegami z TVN interesuje się prokuratura.

Czy sprawa Amber Gold nieoczekiwanie powróci i będzie rozpalała emocje przez kolejne lato? O historii nieuczciwego interesu gdańskiego biznesmena Marcina P. robi się dziś znowu głośno. Przez Amber Gold spore kłopoty może bowiem mieć redakcja flagowego programu śledczego TVN, czyli "Superwizjera". Tak przynajmniej twierdzi dziennikarz Witold Gadowski, który przed rokiem zajmował się tematem Amber Gold, a niedawno został zaproszony w związku z tym do warszawskiej prokuratury.


Gadowski w swoim najnowszym felietonie zdradza kulisy spotkania z prokuratorem i donosi, że śledczy poinformowali go, iż jest świadkiem w śledztwie w sprawie "Superwizjera". Z relacji byłego szefa TVP1 wynika, że prokuratura zainteresowała się domniemanym zaniechaniem dziennikarzy TVN przy relacjonowaniu afery Amber Gold. Tak dziennikarz tłumaczy, o co dokładnie może chodzić:

Witold Gadowski
dla Stefczyk.info

Reporter „Superwizjera”, wprost od świadków, pognał do producenta programu pana X. (nazwiska oszczędzę, bo w światku dziennikarskim i tak nic nie znaczy i w naszej opowieści pełni raczej rolę trybiku w maszynce do mięsa), ten – wedle relacji moich świadków – zapalił się do realizacji materiału, ale po upływie kilkudziesięciu godzin niespodziewanie zgasł, oklapł, znaczy się wrócił do swojej zasadniczej pozycji.

Temat nie został zrealizowany, ktoś nie chciał, komuś było to nie na rękę, a może „oficer polityczny TVN” (metafora – to uwaga dla sądów) pokazał kciukiem w dół – tego już się nie dowiedziałem. Po moim wpisie na blogu grupa poszkodowanych przez Amber Gold – afera pomimo profilaktycznego milczenia „Superwizjera” jednak wybuchła – wniosła do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa z paragrafu 119 Kodeksu Karnego, który ogólnie mówi o naciskach i kryminalnych próbach wpływania na zachowanie innych osób. Śledztwo się toczy, pan X (ten producencik). dostał profilaktycznego kopa i już nie pełni żadnej funkcji w TVN, pozostaje jednak pytanie: dlaczego jeśli kotek wiedział to nie powiedział? A jeśli nie powiedział, to kto mu zakazał? CZYTAJ WIĘCEJ


Dlaczego prokuratura zajmuje się doborem tematów w jednej ze stacji telewizyjnych? Z relacji Witolda Gadowskiego wynika, że śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte, ponieważ znamion przestępstwa dopatrzono się w tym, że jedna z największych telewizji w naszym kraju postanowiła przemilczeć aferę, mając już informacje na temat skali oszustwa jakiej dopuściło się Marcin P. i Amber Gold. Redakcja "Superwizjera" mogłaby więc usłyszeć zarzut zatajenia informacji o przestępstwie. "Jeśli wszystkie podejrzenia i relacje, o których piszę (...) potwierdzą się, to będziemy mieli aferę przy której londyńskie machinacje Murdocha i jego 'News Corp' są jedynie dziecinną igraszką" – podsumowuje dziennikarz.

Czytaj także:
Był oszustem i bankrutem, jest milionerem. Interesy tajemniczego właściciela OLT Express i Amber Gold

Żona prezesa Amber Gold oskarżona o oszustwo na kwotę 668 mln złotych

źródło: Stefczyk.info
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Amber GoldDziennikarstwo śledczeTVNProkuratura
Skomentuj