"Surowi rodzice", czyli jak tresować nastolatki

„Jak byk ryczy, to obora słucha, czyli jest demokracja, a ja i tak jestem najważniejszy”- mówi Marek Grądzki, bohater najnowszej produkcji TVN „Surowi rodzice”. Międzynarodowy format, po zagranicznych sukcesach, trafił właśnie do polskiej telewizji. Czy rzeczywiście da się wychować nastolatka w tydzień?

Wychowanie w 7 dni tylko w TVN.
Wychowanie w 7 dni tylko w TVN. Fot. Sebastian Rzepiel
Popularny za granicą program właśnie trafił na anteny telewizji TVN. Scenariusz „Surowych rodziców” nie wiele różni się od innych reality show pokazywanych w stacji. Dwoje zbuntowanych nastolatków na tydzień ląduje w przykładnej rodzinie, która ma pomóc jego rodzicom w wychowaniu dziecka. W trakcie programu, jak w każdym filmie, następuje obowiązkowy punkt zwrotny. Zwykle około trzeciego dnia, kiedy nastolatek zaczyna rozumieć swoje złe zachowanie. Stałych, wyreżyserowanych punktów nie brakuje. List od matki, łzy i łamanie zasad. Nic nowego. W końcu telewizja rządzi się swoimi prawami i rzadko zaskakuje. Tym bardziej jak korzysta z utartych schematów.

Stereotypów w programie jest więcej. Złe rodziny, czyli te, które dzieci wychować nie potrafią, zamieszkują duże miasta i zwykle są dysfunkcyjne. Ojcowie albo się nie pojawiają na ekranie, albo ich w ogóle nie ma. Dobre rodziny to z kolei te mieszkające na wsi, w zgodzie z naturą, w których prym wiedzie oczywiście ojciec. To on ustala zasady, na ogół posługując się regulaminem, który oczywiście łamie, bez specjalnych konsekwencji. Przyszywane matki są za to od łagodnych słów, przytulania i najważniejsze, przytakiwania mężowi. Wiadomo, surowy rodzic to tylko ten, który umiejętnie posługuje się zasadą kija i marchewki.

Problemem programu nie są tylko tępo powielane kalki. Wiadomo, że w reality show trzeba posługiwać się grubymi kreskami, żeby wszystko było zrozumiałe. Dużo większym błędem wydaje mi się główne założenie programu. W „Surowych rodzicach” to nastolatki trzeba wychowywać, a nie ich rodziców. Po obejrzeniu dwóch odcinków, jestem przekonana, że zarówno jedni, jak i drudzy potrzebują pomocy. Trudno zresztą nazwać, to co dzieje się w programie, wychowywaniem. Dzieci trafiają do rodzin zastępczych na tydzień, więc jedyne o czym może być mowa to „tresowanie”. Programowi przyświeca teza, że na młodzieńcze wybryki najlepsza jest ciężka praca. Bohaterowie więc spędzają tydzień na sprzątaniu, pomaganiu i ogarnianiu. O poważnych rozmowach, które byłyby wskazane, można zapomnieć. W końcu „dziecko ma podporządkować się rodzicom, tak jest stworzony świat” jak mówi Dobromiła Tenerowicz- Grądzka, jedna z przyszywanych mam.

„Surowi rodzice” to program przejaskrawiony do granic możliwości. Z jednej strony pokazane są w nim rodziny, w których na porządku dziennym jest wyzywanie dzieci od dziwek, a rodziców od tępaków. Z drugiej porządni opiekunowie, którzy na ustach, jak mantrę mają słowa: kara, konsekwencja i zasada. Zdecydowanie brakuje środka. Wychowywanie nie polega przecież tylko na zakazywaniu albo odpuszczaniu, a raczej na odpuszczaniu przez zakazywanie i na odwrót. Oczywiście, nie ma co się zbytnio przejmować. Nastolatka i tak nie wychowa się w tydzień. Nawet TVN tego nie potrafi.
ZOBACZ TAKŻE:

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej