Wolne środy to przyszłość pracy? "Z taką świadomością można pracować wydajniej"

Wolne środy to przyszłość pracy w korpo? Coach: Rozliczajmy za pracę, nie za godziny
Wolne środy to przyszłość pracy w korpo? Coach: Rozliczajmy za pracę, nie za godziny Shutterstock.com
Cztery dni pracy i trzy dni wolnego w tygodniu? Taką zmianę proponują twórcy inicjatywy "wolne środy". Okazuje się, że ten pozornie oderwany od rzeczywistości pomysł jest już wprowadzany w zachodnich korporacjach. – Mając świadomość, że w poniedziałek idziemy do pracy i za dwa dni mamy taki mini weekend, moglibyśmy bardziej się rozluźnić i pracować wydajniej – stwierdza coach Władysław Ochojski.

Ostatnim spośród 21 postulatów sierpniowych był ten, dotyczący ustanowienia wszystkich wolnych sobót. Te były wprowadzane stopniowo aż do końca lat osiemdziesiątych. Dziś żaden przedstawiciel młodego pokolenia nawet nie wyobraża sobie, by ktoś zmuszał go do sześciodniowego tygodnia pracy. Ale czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie nieco odwrotny scenariusz, w którym w tygodniu są aż trzy wolne dni?



Twórca inicjatywy "wolna środa" nie tylko sobie to wyobraża, ale i rozpoczyna publiczną dyskusję na ten temat. – Wszyscy jesteśmy trochę zmęczeni trybem życia, który prowadzimy, choć dziś mało kto się do tego przyzna. Nikt nie chce zostać wyśmiany i uznany za mięczaka – mówi Paweł, założyciel strony internetowej "Wolna środa". – Nie chcemy robić trzydniowego weekendu, który byłby pretekstem do zbyt intensywnej zabawy i całkowitego oderwania się od rzeczywistości. Wolna środa ma być dniem wypoczynku, ale ze świadomością, że jutro idziemy do pracy, więc nie można przeginać z balangami – mówi Paweł.

– Pomysł bardzo ciekawy – mówi naTemat Władysław Ochojski, specjalista ds. planowania kariery. Jego zdaniem, takie krótsze okresy mogłyby sprawić, że ludzie staliby się o wiele efektywniejsi w pracy. A to przyniosłoby również wiele korzyści właścicielom firm. – Można to porównać do takich krótkich zrywów podczas nauki. Nasz umysł nie jest w stanie pracować na dużych obrotach przez więcej niż 40 minut. Jest to optymalny czas, w którym możemy się na maksa skoncentrować i wykonać zadanie. Dzięki temu zwiększamy również motywację, ponieważ mamy świadomość, że szybko wykonamy jakieś jedno ważne zadanie i mamy je z głowy. Inaczej byłoby w przypadku, gdy trzeba siedzieć nad nim przez 3 godziny bez przerwy – porównuje Ochojski.

Coach Beata Rzepka przyznaje, że właśnie tego typu rozwiązania stanowią przyszłość pracy w korporacjach. – Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak się stanie. Wzorce z Zachodu pokazują, że taki model jest najbardziej efektywny. Podczas kryzysu rzadko zwraca się uwagę na kwestię lojalności pracownika, a powinno się o nim myśleć długoterminowo. Człowiek, który ma większą elastyczność w ustalaniu czasu pracy, jest w nią bardziej zaangażowany – mówi autorka bloga "kariera pod kontrolą".

Co mielibyśmy robić w środy?
Pomysłodawca "wolnych śród" wpadł na ten pomysł równo rok temu, gdy na świat przyszedł jego syn. – Moje życie zmieniło się całkowicie. Zajrzałem wgłąb siebie zacząłem patrzeć na życie nieco bardziej filozoficznie. Mój pomysł to próba wyrwania się z błędnego samonapędzającego się koła. Chodzi o to, aby z dystansem spojrzeć na pogoń za pieniądzem, co jest coraz trudniejsze – mówi Paweł w rozmowie z naTemat. Wolne środy mają wyjść naprzeciw temu, co słyszymy każdego dnia. Że trudno znaleźć pracę, że jest kryzys, że trzeba więcej pracować za mniejsze pieniądze.

Czy to w ogóle jest możliwe? Paweł zwraca uwagę na to, że tego typu zmiany są absolutnie możliwe, choć początkowo uznaje się je za brednie. – Gdyby w kapitalistycznej Anglii ktoś pomyślał o wolnych sobotach, to uznano by go za wariata. Tymczasem ich wprowadzenie nie zahamowało rozwoju i nie zatrzymało postępu technologicznego – mówi twórca inicjatywy "wolne środy". Dodatkowy dzień wolny w tygodniu miałby sprawić, że inaczej zaczęlibyśmy patrzeć na rozwój intelektualny człowieka.

Władysław Ochojski wyjaśnia, jak bardzo mogłoby się zmienić nasze nastawienie do pracy, gdyby zajmowała ona nie pięć, a cztery dni tygodniowo. – Mając świadomość, że w poniedziałek idziemy do pracy i za dwa dni mamy taki mini weekend, moglibyśmy bardziej się rozluźnić i pracować wydajniej. Zbyt duży stres przeszkadza w zasadzie w każdej dziedzinie życia - zarówno w pracy, życiu osobistym jak i w sporcie – uważa Ochojski.

Wolne środy nie mają wyglądać tak, że nikt nic nie robi. – Część ludzi i tak będzie tego dnia pracować, choćby wykonując różne czynności domowe. Zakładam też, że część prac w firmach mogliby wykonywać ludzie młodzi, którzy nie mają jeszcze dzieci i mają więcej czasu. Byłaby to dla nich niewątpliwa szansa na rozwój – uważa Paweł. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkim obciążeniem dla budżetu byłoby wprowadzenie dodatkowego dnia wolnego. Jego zdaniem jednak, jest to inwestycja w człowieka, który dziś żyje w zdehumanizowanym świecie maszyn, komputerów i produkcji masowej.

Dziesięć godzin zamiast ośmiu
Pomysł Pawła nie jest jedynie marzeniem szalonego idealisty. Zachodnie firmy już od pewnego czasu stosują podobne rozwiązania. – Jak najbardziej jestem za tym, aby firmy wprowadzały takie zmiany – mówi coach Beata Rzepka. – Trzeci wolny dzień w tygodniu sprawia, że pracownik może mieć lepszy balans między życiem zawodowym, a pracą. Niektóre korporacje już to dostrzegły – mówi coach.

Zdaniem Beaty Rzepki trudno byłoby wyobrazić sobie, aby odgórnie narzucić wszystkim trzeci wolny dzień w tygodniu. Jednak są przypadki, kiedy byłoby to absolutnie uzasadnione. – W niektórych firmach daje się pracownikowi wybór. Zamiast pięciu dni po 8 godzin dziennie, może on pracować o dwie godziny dłużej, ale mięć w zamian za to wolny piątek. Na razie stanowi to najczęściej formę nagrody dla najlepszych pracowników – mówi Rzepka.

Tak długi dzień pracy z pewnością nie jest modelem idealnym. – Dziesięć godzin to dużo i nie każdy by się na to zdecydował. Ale część osób wolałoby mieć dodatkowy dzień na załatwienie spraw urzędowych, czy też na spędzenie kilku godzin z rodziną. Chodzi o to, aby dać wybór każdemu pracownikowi. Ci, którzy mają mają możliwość decydowania o swoim czasie pracy, są do niej lepiej zmotywowani – mówi coach.

Władysław Ochojski zauważa, że tak naprawdę praca na etacie zabiera nam o wiele więcej, niż tylko osiem godzin dziennie. Sam dojazd do pracy może trwać nawet półtorej godziny. – Dlatego też z każdym dniem tygodnia nasza efektywność spada i wiele osób ma trudności z koncentracją już w okolicach czwartku - tak wynika przynajmniej z moich obserwacji. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że wiele ludzi nie potrafi jeszcze radzić sobie konstruktywnie ze stresem i zmęczeniem co sprawia, że źle sypiają – mówi specjalista ds. rozwoju biznesu i kariery.

Jakość, nie ilość
Niestety, polskie firmy raczej nie stosują elastycznych rozwiązań, które pozwalałyby samemu decydować o czasie pracy. Beata Rzepka jest zwolenniczką systemu, który opiera się wyłącznie o wyniki pracownika, a nie o ilość czasu, który spędza w biurze. – Nowocześni pracodawcy nie przywiązują tak dużej wagi do tego, jak długo siedzisz za biurkiem. Ważne jest jedynie to, czy dobrze wykonasz swoje zadania. To idealny model łączenia życia zawodowego i prywatnego – stwierdza coach.

Dzisiejszy tryb życia sprawia, że szybko wypalamy się zawodowo, przez co nasza praca staje się nieefektywna. – Oczywiście można ten tryb życia zmienić, jednak jest to kwestia odpowiedniego podejścia, zmiany w myśleniu i zachowaniu. Dlatego warto byłoby dać sobie na tą zmianę czas np. podczas wolnej środy – uważa Władysław Ochojski.

Czytaj także:


Wypaleni na starcie. "Mam 27 lat. Uwielbiałam swoją pracę, a teraz idę do niej ze łzami w oczach"

10 plag młodych lemingów: stres, bezrobocie, depresja, samotność, samobójstwo...

"Zawsze odbieram telefon" i "przestałem się wysypiać", czyli dostępni w pracy 24h na dobę
Trwa ładowanie komentarzy...