"Chocolate Daddy" i "Jude Rause" na ścianach Muranowa – mniejszości w Warszawie czują się zagrożone

Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu Fot. Agencja Gazeta
W tym tygodniu mieszkańcy Warszawy byli świadkami dwóch następujących tuż po sobie ataków. We wtorek, około 6:00, pracownicy afrykańskiej restauracji La Mama, mieszczącej się na ulicy Andersa, zobaczyli pokrywające ją rasistowskie graffiti, natomiast następnego dnia o poranku jeden z mieszkańców okolicy kopca Anielewicza ujrzał ogromny napis „Jude Rause” (sic!).

Kiedy wychodziliśmy z restauracji o drugiej w nocy graffiti jeszcze nie było – mówi Kamil Zakrzewski, jeden z pracowników knajpy La Mama – natomiast następnego poranka o 6:00 zobaczyliśmy dwa wielkie napisy „Chocolate Daddy” i rysunek człowieka na szubienicy. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie pamiętam, aby wcześniej miały miejsce jakiekolwiek przypadki bezpośredniej agresji względem moich czarnoskórych kolegów z pracy.




Nigdy więcej
Takie same napisy pojawiły się na znajdującym się nieopodal sklepie afrykańskim. Sąsiedzi restauracji, czyli klubokawiarnia Państwomiasto wraz ze stowarzyszeniem „NIGDY WIĘCEJ” zareagowali bardzo szybko na ten rasistowski atak i zorganizowali na Facebooku akcję zamalowywania napisów. Oprócz siły portalu społecznościowego, który ponownie pozwolił na szybkie skrzyknięcie chętnych do pomocy osób, wydarzenie pokazało także solidarność mieszkańców Warszawy oraz to, że wielu z nich nie daje cichego przyzwolenia na rasizm. Spontaniczna akcja doprowadziła do spotkania się ponad pięćdziesięciu osób, które wspólnie zamalowywały naznaczone przez rasistów ściany. W trakcie naprawiania szkód osoby obecne przed lokalem debatowały na temat sytuacji w mieście, która z dnia na dzień robi się coraz bardziej napięta.

Mój czarnoskóry kolega mówił mi ostatnio, że nigdy nie miał specjalnych problemów z poruszaniem się po mieście i wracaniem z imprez, jednak ostatnio ledwie uciekł grupie goniących go kibiców Legii, a innym razem został zaatakowany przez skinheada, który na szczęście był zbyt pijany, aby sprawnie wyprowadzać ciosy. Znajomy wyznał, że od jakiegoś czasu po prostu się boi.

"Jude Rause" (sic!)
Środowe usuwanie napisu spod kopca Anielewicza niestety nie przybrało formy społecznej akcji. Około 17:00 wymalowany sprayem napis „Jude Rause” został wyczyszczony przez odpowiednią osobę wydelegowaną z Zarządu Terenów Publicznych. Co najciekawsze, „autor” graffiti nie umiał nawet poprawnie napisać antysemickiego hasła (rause zamiast raus), ale za to doskonale wiedział, gdzie uderzyć. Kopiec Anielewicza jest szczególnym miejscem. Podczas powstania w getcie w znajdującym się tu bunkrze schronił się sztab Żydowskiej Organizacji Bojowej z Mordechajem Anielewiczem na czele. Niemcy otoczyli to miejsce 7 maja 1943 r. Większość znajdujących się w bunkrze bojowców popełniła samobójstwo. Zginęło wtedy ok. 100 osób.


Antysemityzm czy wandalizm?
Napis z koszmarnym błędem, podobnym trochę do tych obraźliwych graffiti budzących raczej współczucie dla piszącego, gdzie słowo na „ch” okazuje się być słowem na „h” i tak dalej, pozwala myśleć, że ten, kto to napisał był po prostu idiotą, który nawet swojej nienawiści nie umie wyrazić w poprawny sposób.

Policja nie potraktowała zdarzenia poważnie, nie uznała tego za akt antysemityzmu, a jedynie zwykły wandalizm, z czym absolutnie nie zgadza się Hanna Szmalenberg, opiekunka kopca Anielewicza.

Czytaj także: Otwarcie antysemicka partia legalnie działa w Polsce. Sąd i prokuratura nie reagują

Nic nowego
Tuż przed obchodami 70 rocznicy powstania w getcie pojawiły się podobne napisy, które przed przyjazdem odpowiednich służb zdążyli zamalować mieszkańcy - ostatni akt nie był pierwszym takim incydentem w tym miejscu. Tak samo wtorkowe graffiti na restauracji La Mama było „powtórką z rozrywki”. W ubiegłym roku mieliśmy podobną sytuację  - mówi Kamil Zakrzewski – ale wtedy uporaliśmy się z graffiti sami i przez to prawie nikt się o tym nie dowiedział. Jestem bardzo dumny ze środowej akcji i tego, jak wielu ludzi chciało nam pomóc.

Władze Warszawy również powinny być dumne z tego „pospolitego ruszenia”, ale czy będą? Raczej nie, ponieważ ostatnimi czasy zwyczajnie obawiają się tego, że ludzie chcą brać miasto w swoje ręce.
Trwa ładowanie komentarzy...