Rząd chce, byś "dobrowolnie" decydował o swoich pieniądzach. Eksperci: To pułapka, skok na kasę i manipulacja ludźmi

Rząd chce, by Polacy "dobrowolnie" oddawali pieniądze do ZUS-u
Rząd chce, by Polacy "dobrowolnie" oddawali pieniądze do ZUS-u Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Rząd chce dać Polakom "dobrowolność" wyboru, jeśli chodzi o ich własne pieniądze na emerytury. Niestety, nie wiadomo tylko, gdzie ta dobrowolność miałaby być. Bo propozycje rządu są psychologicznymi pułapkami, a z punktu widzenia prawa mogą być nie tylko absurdalne, ale nawet niezgodne z Konstytucją. Na ich skutek nasze długo odkładane pieniądze mogą trafić do ZUS-u i... już nigdy do nas nie wrócić.

Minister Finansów Jacek Rostowski zapowiedział na konferencji prasowej, jakie zmiany w systemie emerytalnym bierze pod uwagę rząd. Zaskoczenia nie było: dwa główne rozwiązanie, istotne dla obywateli, to tak zwana "dobrowolność" pozostania w OFE oraz przenoszenie pieniędzy z OFE do ZUS-u na 10 lat przed emeryturą.



Rostowski na konferencji przekonywał, że "Polacy będą mieli wolny wybór", choć kilka jego wypowiedzi pozostawia wątpliwości. Bo jak odnieść się do słów, że "kto uzna, że w interesie Polski nie jest powiększanie długu, ten listu o pozostanie w OFE nie wyśle"?


Również eksperci, z którymi rozmawiamy, nie mają wątpliwości: proponowane przez rząd zmiany to manipulacja i pułapka na pieniądze przyszłych emerytów.

Emerytalna dobrowolność w teorii
Zmiany mają być wprowadzone trzy – jedna dotyczy m.in. sposobu, w jaki OFE będą inwestować. Najważniejsza dla obecnych i przyszłych emerytów zmiana to jednak wspomniana wcześniej "dobrowolność". Premier zapowiadał, że obywatele dostaną wybór: czy chcą zostać w OFE i dostawać emeryturę od funduszy i ZUS-u, czy chcą przenieść się z OFE całkowicie do ZUS-u.

Problem polega na sposobie, w jaki Polacy mieliby wybierać między tymi dwoma opcjami. Mianowicie, wszyscy, którzy już korzystają z OFE, a także ci, którzy się do nich dopiero zapiszą, mieliby potwierdzać, że chcą zostać w OFE w czasie 3 miesięcy od wprowadzenia nowej ustawy. Procedura wyglądałaby więc tak, że najpierw podpisujemy umowę z OFE, a następnie musimy potwierdzić, że chcemy dalej w nim być. Jeśli nie potwierdzimy, to pieniądze zgromadzone przez nas w OFE przejdą automatycznie do ZUS-u. Oczywiście, przejście do ZUS-u - świadome lub nie - będzie ostateczne, za to osoby, które zostaną w OFE, będą mogły po paru latach jeszcze wciąż przenieść środki z OFE do ZUS-u.

Druga propozycja dotyczy sposobu wypłacania emerytur przez OFE. Obecnie nie istnieje żadna instytucja ani regulacja, która by to określała. A czasu na decyzję jest niewiele, bo już od przyszłego roku fundusze mają zacząć płacić swoim klientom. Rząd chce, by ostatecznie jednak emerytury – nawet te z OFE – wypłacał ZUS. W taki sposób, że na 10 lat przed przejściem na emeryturę nasze pieniądze z OFE będą stopniowo, 1/10 co roku, przelewane do ZUS-u. Warto podkreślić, że przez te 10 lat fundusze nie będą już mogły nimi inwestować, więc de facto zmniejsza to szansę na pomnożenie naszych środków. Oczywiście, ministrowie pracy i finansów zapewniali, że na subkontach w ZUS-ie te pieniądze będą bezpieczne, a taki sposób jest najtańszy i najłatwiejszy do realizacji, ale nie oszukujmy się: pieniądze w ZUS-ie to obietnica, a nie realne środki. Szczególnie, że pieniądze w ZUS-ie de facto nie należą do nas jako obywateli, a są środkami publicznymi i ostatecznie rząd może z nimi robić, co chce.

To pozwoliłoby pieniądze z OFE przeznaczać na bieżące wypłaty emerytur, na które zawsze brakuje. Oczywiście, Jacek Rostowski, omawiając ten projekt, zapewniał, że nasze pieniądze będą bezpieczne, ale kto miałby je nam zwrócić? Państwo nie jest w stanie tego zagwarantować, bo pracujących będzie coraz mniej, a emerytów coraz więcej. Czyli: dziura będzie się powiększać. Przy czym nie będzie to już problem Jacka Rostowskiego, który pewnie nie będzie ministrem, gdy "poprawiony" przez niego system się finansowo załamie.

Cała prawda o "dobrowolności"
Jak te zmiany oceniają eksperci? O pierwszej, dotyczącej "potwierdzania" umowy z OFE, prof. Jerzy Stępień, prawnik i były prezes Trybunału Konstytucyjnego, mówi: to pułapka. Jak wyjaśnia, nie może być tak, że prawo stawia obywatela w sytuacji de facto bez wyjścia: jeśli czegoś nie zrobisz (w tym wypadku: nie potwierdzisz podpisanej wcześniej umowy w jakimś określonym terminie), to Twoja umowa zostanie rozwiązana, a pieniądze trafią do wielkiego, dziurawego worka z napisem ZUS. Czyli zostaną, w zasadzie, uwłaszczone – takiego określenia używa prof. Stępień.

Również mecenas Romand Rewald, prawnik z międzynarodowej kancelarii Weil, Gotshal&Manges, nieprzychylnie patrzy na taki pomysł. Jak stwierdza, sytuacja, w której trzeba potwierdzić umowę, by pozostać w OFE, przypomina zasadę "kto nie zagłosuje przeciwko, jest za". Mec. Rewald zaznacza, że generalnie, by wykonać kontrakt, nie trzeba podejmować żadnych dodatkowych kroków. - Bierność służy zachowaniu status quo. Odwracanie tej zasady jest niezgodne ze społecznymi zasadami współżycia – przekonuje mecenas.

- To niezwykłe podejście do wpływania na decyzje ludzi. Jeśli OFE rozwiązuje kontrakt, to musi pojawić się taki zapis w umowie. Powinien być tam zapisany powód rozwiązania, jeśli nie, powinno nastąpić odszkodowanie. Jeśli ustawowo będzie zapis, że OFE może samo rozwiązać taki kontrakt, to jest duże prawdopodobieństwo, że będzie to niezgodne z Konstytucją – dodaje Roman Rewald.

Czy pieniądze w OFE są Twoje?
Oczywiście, można tutaj od razu zadać pytanie, czy pieniądze w OFE należą do nas, czy do państwa. Bo jeśli do państwa, to znaczy, że rząd może z nimi robić co chce i nie musi nas pytać o zdanie. Jacek Rostowski twierdzi, że są to pieniądze publiczne, a nie nasze prywatne. Twierdzi tak na podstawie wyroku Sądu Najwyższego z 2008 roku, który uznał wówczas, że "składki na ubezpieczenie emerytalne odprowadzane do funduszu nie są prywatną własnością członka funduszu".

Z tym wyrokiem nie zgadzał się jednak nasz rozmówca prof. Stępień, który uważa, że Sąd popełnił błąd w orzeczeniu. Bowiem składki są publiczne, gdy trafiają do ZUS, ale kiedy przechodzą pod zarządzanie OFE, to już przestają być publiczne. Szczególnie, że jeszcze żaden prawnik nie uznał OFE za własność państwową. Również Polacy, według badań opinii publicznej, uważają, że pieniądze zgromadzone w funduszach należą do nich, a nie do państwa. Ministerstwo Finansów jeszcze nie rozwiązało tego dylematu, wygodnie pomijając zarzuty prof. Stępnia.

Ty oszczędzasz, państwo zabiera
Druga propozycja, dotycząca wypłacania emerytur, też budzi sprzeciw byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Prof. Stępień ocenia, że projekt, w którym pieniądze z OFE zaczną być przelewane do ZUS-u na 10 lat przed przejściem na emeryturę, to po prostu "zamach na prawa majątkowe". - Moim zdaniem to OFE powinny same powołać instytucję, która wypłacałaby emerytury – ocenia nasz rozmówca.

- Próba przejęcia przez budżet państwa praw majątkowych, budowanych o umowę cywilną z prywatną instytucją, pachnie nacjonalizacją olbrzymiego majątku, który ludzie zgromadzili dzięki odprowadzaniu składek ze swoich wynagrodzeń – przestrzega prof. Stępień. Jego zdaniem, takie prawo bardzo podważyłoby zaufanie obywateli do państwa, które i tak przecież dzisiaj szwankuje.

Wielki skok na kasę
Także głos ekonomisty wskazuje, że propozycje rządu z "dobrowolnością" nie mają zbyt wiele wspólnego. Nasz rozmówca twierdzi, że o dobrowolności można mówić, kiedy ludzie w pełni ją rozumieją. I jego zdaniem to, co proponuje rząd, to tylko "pozory dobrowolności", a na temat "potwierdzania" umów z OFE powinien wypowiedzieć się przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny.

Jednocześnie prof. Rybiński przypomina, że już dzisiaj rządu nie stać na wypłacanie emerytur. - Obecnie planowany demontaż II filaru to skok na te pieniądze, by załatać dziurę budżetową – ocenia ekonomista. - Zamiast przepisywać środku Polaków z jednego miejsca na drugi, warto powiadomić Polaków o deficycie i związanym z nim kryzysie finansów, który może przełożyć się na kryzys w ogóle – uważa prof. Rybiński, który zmiany skomentował również na swoim blogu. Pisze tam, między innymi, że propozycje rządu mają prowadzić do tego, by wszyscy Polacy ostatecznie przenieśli się do ZUS-u.

Janusz Jankowiak, prezes Polskiej Rady Biznesu, twierdzi z kolei, że takie postrzeganie "dobrowolności" narusza elementarne zasady funkcjonowania systemu emerytalnego. We wprowadzeniu OFE chodziło bowiem, by zróżnicować ryzyko finansowe. - W ten sposób zwiększamy ryzyko, a zmniejszamy możliwości wyboru – ocenia Jankowiak.

Jak podkreśla, państwo nie daje gwarancji wypłacania emerytur. - „Potwierdzenie” bycia w OFE to kwestia czysto techniczna i przy odpowiedniej akcji zniechęcającej do OFE bardzo możliwe jest, że Polacy szybko wycofają się z funduszy – dodaje Jankowiak. Jego zdaniem, system emerytalny na pewno wymaga zmian, ale nie można wprowadzać takiej dobrowolności.

Obywatele w szoku
A co na to obywatele? Spytaliśmy o to trzech młodych osób, które emeryturami powinny interesować się najbardziej. Ekspedientkę w sklepie Annę, managera w korporacji Mateusza i pracownika stacji benzynowej Marka. Wszyscy troje, jak mnie poinformowali, zapisali się już do OFE. - Myślałem, że to moje pieniądze, które w razie czego, nawet jak ZUS zawiedzie, to ja dostanę – mówi mi Marek. Kiedy wyjaśniam mu, że według rządu to są pieniądze publiczne i że prawdopodobnie i tak będą zabierane do ZUSu, zanim on sam przejdzie na emeryturę, moj rozmówca jest bardzo zaskoczony. - Zawsze myślałem, że to ma właśnie na tym polegać, że te pieniądze nie będą w ZUS, tylko w funduszu, więc nie wiem, po co w ogóle takie rozwiązania – ocenia 29-latek.

Ania z kolei pracuje w sklepie i jak opowiada, wie mniej więcej jak ten system działa, bo wyjaśnił jej to ojciec, on też doradzał jaki wybrać fundusz. - Mówił, że dzięki temu chociaż część moich pieniędzy oddawanych w składkach zostanie w moich rękach. A z tego, co Ty mówisz, wynika, że wcale tak nie jest. To po co w ogóle robili to OFE, jeśli i tak w końcu wszystko ma trafić do jednego worka? - pyta mnie Ania. Kiedy wyjaśniam, że np. Nie wiadomo jeszcze, kto miałby wypłacać emerytury i przenoszenie pieniędzy z OFE do ZUS ma to załatwić, dziewczyna patrzy na mnie spode łba. - Nie znam się na tym, może i tak musi być. Ale z tego, co słyszałam od znajomych i jak patrzę w telewizji, to chyba ZUS-owi zawsze brakuje pieniędzy. Więc nie wierzę, że jeśli ktoś mi je zabierze, to one do mnie wrócą – mówi dziewczyna.

Jak więc widać, nie tylko specjaliści widzą, że w proponowanych przez rząd rozwiązaniach brakuje logiki. O dobrowolności nie wspominając. Bardzo celnie, na chłopski rozum, podsumowuje to Marek, gdy rozmawiamy o dobrowolności emerytalnej: - To znaczy, że rząd, tak jak by, będzie mnie nakłaniał, żebym dobrowolnie przeniósł pieniądze z OFE do ZUS? To ja chyba zacznę oszczędzać na własną rękę.

Współpraca: Anna Jośko

Czytaj także:

"Wszyscy jesteśmy Cypryjczykami". W sprawie OFE rząd ograbił Polaków podobnie, jak próbowano to zrobić na Cyprze?

Jacek Rostowski: Moralna i intelektualna konstrukcja OFE runęła w gruzach

OFE kosztowały 6 mld, przyniosły 84 mld
Trwa ładowanie komentarzy...