Mam żal do Polaków

Nie dorośliśmy do demokracji.
Nie dorośliśmy do demokracji. Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Nie dojrzeliśmy do demokracji. My – Polska, obywatele, przedstawiciele obywateli. Narzekamy na polityków, a przecież to tacy sami ludzie jak my. A przynajmniej kiedyś tacy byli. Co za różnica więc, czy oni urzędują na Wiejskiej, czy mielibyśmy to być my?

Wymiana kadry coś zmieni? Szczerze wątpię. Jak wygląda wchodzenie do polityki osób, które wcześniej nie miały z nią kontaktu, można było obserwować, gdy formował się Ruch Palikota. Przy całej mojej sympatii do ludzi i poparciu dla programu, na początku zaskoczyło mnie i przeraziło to, że nim coś jeszcze konkretnie powstało, już trwało rozdawnictwo stołków. Gros tych ludzi nie myślało w tamtym momencie o tym, co mogą zdziałać, co będą robić i jak, tylko kim będą w nowych strukturach. A nuż da radę ustrzelić jakiś stołek, za którym pójdą pieniądze i władza. Potem przychodzi rozczarowanie, że trzeba tyrać, a talary brzęczą komuś innemu.
Jakie społeczeństwo, tacy politycy. Jesteśmy społeczeństwem biednym i wiecznie cierpiącym na niedostatek. Idąc do polityki, trudno powściągnąć żądzę władzy i ciśnienie na kasę. Trudno wszedłszy między wrony, nie krakać tak jak one. Brak nam odpowiedniego kręgosłupa moralnego, kapitału społecznego. Nie stawiamy interesu kraju, ogółu obywateli, społeczności na pierwszym miejscu. Na początku zawsze są interesy własne.
Dlatego dawno pozbyłam się złudzeń i nie oczekuję od polityków bezinteresowności, szczerości intencji. Nie interesuje mnie, czy polityk w głębi serca wierzy w to, co głosi, czy politykuje dla kasy czy dla Polski, czy ma kolegów z prawa czy z lewa. Nie interesuje mnie, w co wierzy. Interesuje mnie, czy działa (siedząc u żłoba, czy tylko siedzi) i czy w swoich działaniach jest skuteczny, a jeśli nie jest, to dlaczego. Bo trudno oczekiwać od mniejszościowej opozycji skuteczności na poziomie partii rządzącej i trudno wybaczyć partii rządzącej nieudolności na poziomie mniejszościowej opozycji. A reszta? Co mnie obchodzi reszta…
Nie podobają nam się oni, ani starzy, ani nowi. Bo staż nie ma znaczenia na dłuższą metę. Żółtodziób jest nowy i nie wie jeszcze, gdzie tu można przyciąć, gdzie zakombinować. Dowie się, to zacznie. Nie ma to znaczenia. Wszak z ludu wybrany, z narodu kombinatorów i złodziei. Gdyby w Polsce obowiązywała demokracja bezpośrednia i ustawy przechodziłyby przez referenda, mało kto analizowałby, co jest dobre dla Polski, dla Polaków, co jest dobrym rozwiązaniem w długiej perspektywie. Znakomita większość zwyczajnie zastanawiałaby się, ile i na czym może zyskać i stracić na dziś i na jutro. Nie ważne, co będzie za 10 lat czy 20. Perspektywiczne myślenie nie jest domeną Polaków. Dlatego u nas wszystko robi się, aby jakoś działało do końca kadencji. Zepsuje się, to się będzie naprawiać. Albo niech się martwią następni.
W tym wszystkim żal, że nie można włodarzy wynająć, jak trenera reprezentacji, że krajem nie zarządzają menagerowie rozliczani za efekt, a nie za barwność obietnic. I wreszcie szkoda, że politycy nie potrafią kraść i jednocześnie wspólnie działać dla dobra kraju, grać do jednej bramki. Skoro kraść muszą, to niech chociaż robią tak, by było co kraść. Bo niedługo zabraknie, źródełko wyschnie. A wtedy kogo będą skubać i z czego?
Utopia mi się marzy? A może zamordyzm. Skoro nie dorośliśmy do demokracji.



Trwa ładowanie komentarzy...