Niezdrowe emocje wokół zdrowej żywności. Wielka burza wokół tekstów "Polityki"

Wielka dyskusja o eko-żywności.
Wielka dyskusja o eko-żywności. fot. Polityka / http://bit.ly/1a5Bqpf
Jeśli zależy Ci na zdrowiu własnym, jedz jaja oznaczone "3". Jeśli na zdrowiu kurczaków, wybieraj "0" – to konkluzja teksu zamieszczonego w najnowszym numerze "Polityki". Tygodnik po raz kolejny wkłada kij w eko-mrowisko. A internet? Reaguje nerwowo i oskarża dziennikarza naukowego o to, że płacą mu wielkie koncerny.

Najpierw stanął w obronie szczepionek. Później bronił GMO i wziął się za prześwietlanie ekologicznej żywności. W najnowszej "Polityce" pisze, że najlepsze dla zdrowia są najtańsze jajka. Marcin Rotkiewicz naraził się zwolennikom zdrowego odżywiania. Ci na jego publikacje poskarżyli się samemu premierowi.



Jajka, eko-żywność, GMO
Jajka z chowu klatkowego są najlepsze dla naszego zdrowia? Taką tezę postawił w najnowszej "Polityce" Marcin Rotkiewicz, dziennikarz naukowy. Według przytaczanych przez niego argumentów to, że na półkach wybieramy droższe, bardziej "ekologiczne" jaja, to zasługa głównie intensywnego marketingu. A nie, jak zwykło się uważać, faktycznych walorów jajek z wolnego wybiegu.

To zresztą nie pierwsza publikacja dziennikarza, która wkładała kij w eko-mrowisko. Kilka tygodni wcześniej Rotkiewicz opublikował w "Polityce" materiał, w którym skrytykował zachwyty nad żywnością ekologiczną. W tekście przekonywał, że nie tylko nie jest ona zdrowsza od tej, która nie ma stosownej etykiety, ale wręcz szkodzi środowisku z powodu niższej wydajności produkcji.

Marcin Rotkiewicz na łamach "Polityki" prowadził też wielką dyskusję o GMO, czyli żywności modyfikowanej genetycznie. W cyklu wielu artykułów rozmawiał z naukowcami i rolnikami, a także opisywał osoby, które opowiadają się przeciwko uprawom modyfikowanym genetycznie. Pisał między innymi o byłym nauczycielu tańca i joginie, rolniku uwikłanym w procesie sądowym i neurobiolożce, która miała udowodnić szkodliwość GMO, ale jej badania nie spełniły oczekiwań.

Superchwast
Teksty Rotkiewicza niemal za każdym razem wywołują wielką dyskusję. Próbkę mieliśmy choćby w naTemat, kiedy Maciek Zientarski zmierzył się z tezą postawioną w tekście dotyczącym jajek. "To ściema lobby klatkowego", "kolejny artykuł pisany na zamówienie", "ktoś się tam ładnie ułożył z Polityką, bo to nie pierwszy raz, kiedy Polityka wypuszcza artykuł dyskredytujący uprawy/hodowle z certyfikatem eko" – pisaliście.

To nic w porównaniu do tego, jak na teksty Rotkiewicza reaguje reszta internetu. Po okładkowym temacie o żywności ekologicznej, jeden z blogerów założył nawet specjalny wpis, w którym obiecał monitorować dyskusję. Nic dziwnego, bo komentarzy zeszła po tym tekście cała lawina. Felietonista "Krytyki Politycznej" nazwał dziennikarza "superchwastem". Zasugerował też, że Rotkiewicz współpracuje z wielkimi firmami. "Pracowałem kiedyś w agencji reklamowej, która obsługiwała producenta chińskich zupek i innej chemicznej 'żywności'. Producent chińskich zupek zrobił nam szkolenie. Prowadząca je pani na samym początku powiedziała nam, że chemia jest dobra i użyła właśnie tego argumentu z jabłkiem. Ciekawe, kiedy Rotkiewicz zaliczył to szkolenie" – napisał odnosząc się do fragmentu, w którym dziennikarz "Polityki" pisał, że w pełni naturalnie wyhodowane jabłko składa się przecież ze związków chemicznych.

"Krytyka" co prawda przeprosiła za słowa Tomasza Piątka, ale podobne argumenty przywoływali też inni. Choćby bloger serwisu tok.fm.

Niekończąca się polemika
Marcin Rotkiewicz przed zarzutami bronił się na swojej ścianie na Facebooku, zamieszczając tam obszerny wpis z polemiką. Zwolennicy ekologicznej żywności nie odpuszczali. Prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska, przedstawicielka stowarzyszenia Polska Ekologia napisała list otwarty do premiera. "Niniejszy artykuł godzi w dobre imię polskiej żywności ekologicznej, a także bezpośrednio w producentów, przetwórców oraz konsumentów żywności ekologicznej.  Jest bowiem pozbawiony jakichkolwiek podstaw, zarówno prawnych, jak i faktycznych" – napisała po tekście "ekościema, czyli mity zdrowej żywności".

Z samym Rotkiewiczem nie udało mi się skontaktować. O kontrowersyjne artykuły zapytałam więc dr. Andrzeja Gorzyma, szefa działu nauka w "Polityce".

– Nie dziwi nas dyskusja, którą wywołują te artykuły – przyznał. – Każdy z nas kupuje przecież żywność, a coraz większej liczbie konsumentów przestaje być obojętne, co jedzą. Te tematy budzą więc zainteresowanie, bo dotyczą wszystkich.

Redaktor w rozmowie przekonywał mnie, że niejednokrotnie dziennikarze "Polityki" zostawali już nazywani agentami różnych wielkich firm. – W dzisiejszych czasach bardzo łatwo komuś przypiąć łatkę – przekonuje i dodaje, że redakcja stara się po prostu obalać mity opierając się na wiarygodnych badaniach naukowych.

Jak jednak pokazują gigantyczne dyskusje, pytanie: jak idzie, pozostaje otwarte.
Trwa ładowanie komentarzy...