Kręgarze, "rosyjscy lekarze" i terapeuci ze Wschodu. Pseudospecjaliści zagrażają polskim pacjentom

Polska jest jedynym krajem w UE, który nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty.
Polska jest jedynym krajem w UE, który nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. Fot. flattrcom/Flickr tinyurl.com/q44wffo / CC BY-SA tinyurl.com/4kprz
Od 3 do 6 miesięcy – tyle w Polsce czeka się na wizytę u profesjonalnego fizjoterapeuty. Trudno się dziwić, że z tego powodu wiele osób wybiera samozwańczych "ekspertów", którzy swoimi "zabiegami" mogą nieodwracalnie uszkodzić ich ciało. Wszystko przez to, że Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. – Ruch jest lekiem, ale może być zabójczy, jeśli jest niewłaściwie stosowany – ostrzega dr Maciej Krawczyk ze Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska.

Polski system ochrony zdrowia nadal pozostawia wiele do życzenia. Jednak sytuację, na którą zwracają uwagę fizjoterapeuci, najlepiej opisuje jedno słowo – skandal. Otóż okazuje się, że pomimo 25 lat oczekiwań, tysięcy wysłanych pism i przede wszystkim próśb pacjentów, którzy stracili zdrowie z powodu nieumiejętnych działań pseudospecjalistów, w naszym kraju nadal nie ma ustawy o zawodzie fizjoterapeuty.


Co to oznacza dla pacjentów? Dokładnie tyle, że są narażeni na utratę zdrowia, a nawet życia, z rąk osób, które podszywają się pod fizjoterapeutów. Jak to możliwe? Otóż w naszym kraju, dosłownie każdy może wywiesić na budynku tabliczkę z napisem "fizjoterapeuta". – Brak ustawy powoduje, że wielu ludzi podszywa się pod wykwalifikowanych fizjoterapetów. Nie ma bowiem ochrony prawnej nazwy tej profesji – mówi Maciej Krawczyk, Członek Zarządu Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska.

O ile nie nikt nie może wywiesić tabliczki z napisem "lekarz", jeśli nie jest lekarzem, czy też tabliczki z napisem "gabinet lekarski", jeśli nie zatrudnia lekarzy, tak "gabinet fizjoterapii" nie musi zatrudniać fizjoterapeutów. Eksperci o sprawie alarmują, lecz niekiedy i oni załamują ręce. Sytuacja ta bowiem trwa w Polsce od wielu lat i żaden rząd nie pochylił się skutecznie nad problemem.

– Od wielu lat mówi się o tym, ale niestety efektów nie ma – mówi wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia Jarosław Katulski z PO. – Uważam, że to jedna z pilniejszych spraw, ale nie jest ona prosta. Chodzi bowiem o uregulowanie całego szeregu zawodów medycznych, takich jak choćby psycholog, logopeda czy właśnie fizjoterapeuta. Gdyby chodziło tylko o jeden zawód, sprawa pewnie byłaby łatwiejsza – mówi parlamentarzysta, który jest także lekarzem.

Pacjent w rękach oszusta
Kim są osoby, które przyjmują pacjentów co prawda legalnie, ale bez właściwego przygotowania? – Bardzo często są to zwykli ludzie, którzy dowiedziawszy się, że można uzyskać łatwy zarobek, udają się na kilkugodzinne, czasami kilkudniowe kursy. Uzyskują w ten sposób dyplom masażysty, terapeuty manualnego i zaczynają świadczyć usługi. Bardzo często pomijają przy tym wszelkie zasady higieny i bezpieczeństwa, gdyż nie posiadają nawet najbardziej podstawowej wiedzy medycznej. Wykonują zabiegi manipulacji na kręgosłupie szyjnym, co niekiedy kończy się paraliżem ciała pacjenta – ostrzega dr Maciej Krawczyk z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Dr Maciej Krawczyk
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Często są to ludzie z tzw krajów wschodnich - masażyści, a niekiedy osoby skrajnie nawiedzone. Wykonują rękoczyny na ciałach swoich klientów, bez jakiejkolwiek diagnostyki i zapoznania się ze stanem chorego. Są tzw felczerami, którzy ukończyli dwuletnie studia w Wietnamie lub głębokiej Rosji czy Mongolii. Boją się pracować jako lekarze, dlatego otwierają gabinety fizjoterapeutyczne.


Specjaliści przyznają, że nie każda wizyta u pseudospecjalisty musi się źle skończyć. – Można być świetnym kierowcą rajdowym, a nie mieć prawa jazdy – mówi dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański Prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii. – Jednak każdy taki przypadek jest sytuacją nieprawidłową dla pacjenta. Znam historie górników czy stolarzy, którzy kończyli kursy. Oni mają jakieś kwalifikacje, ale absolutnie nie mogą nazywać się fizjoterapeutami – zaznacza dr.n.med. Kiljański.

O ile kursy, które kończą pseudoeksperci są niekiedy firmowane przez instytucje państwowe, to i tak nie są wystarczające. Dlaczego? – Na uzyskanym dyplomie mają wpisane słowo że są specjalistami, a to bzdura – mówi dr.n.med. Marek Kiljański. – Aby być specjalistą, należy ukończyć studia magisterskie w wymiarze około 6200 godzin na uczelni oraz 2 tysiące godzin specjalizacji. To nawet dużo więcej niż lekarz, który uczy się przez 5800 godzin – zauważa prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii.

Uszkodzenia bywają nieodwracalne
Nieświadomi zagrożenia pacjenci korzystają z usług samozwańczych fizjoterapeutów, którym niekiedy udaje się pomóc, a przynajmniej nie zrobić krzywdy. Zdarza się jednak, że z gabinetu "wschodniego cudotwórcy" trafiają wprost do szpitali. – Najczęściej są to pacjenci po zabiegach kręgarskich. Pomimo uszkodzeń ciała, nie wstępują na drogę sądową, bo nie mają ku temu podstaw – mówi dr Maciej Krawczyk.

Jeśli bowiem udamy się do niesprawdzonego gabinetu fizjoterapii, robimy to na własne ryzyko. Sprawy o odszkodowanie są niezwykle rzadkie, gdyż prawnicy nie są zainteresowani walką z wiatrakami. – Pacjent jest wprowadzany w błąd, ale do takiego gabinetu idzie z własnej woli – zaznacza Krawczyk.

Dr Maciej Krawczyk
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Pseudospecjaliści leczą przez nakłuwanie gwoździami, ugniatają ciało pacjenta za pomocą desek. Dokonują też zabiegów polegających na podaniu środków chemicznych. Czasem wykorzystują też urządzenia mechaniczne do leczenia najcięższych chorób. Ruch jest lekiem, ale może być zabójczy, jeśli jest niewłaściwie stosowany.


dr.n.med. Marek Kiljański dodaje, że osoby pokrzywdzone przez kręgarza często nie przyznają się do tego. – Zetknąłem się z pacjentami, którzy zatajali wizytę u pseudospecjalisty, a później oskarżali lekarza o błąd w sztuce. Wiedzą bowiem, że od lekarza da się uzyskać odszkodowanie, a od cudotwórcy z głębi Rosji już nie – mówi ekspert w dziedzinie fizjoterapii.

A uszkodzić ciało podczas zabiegu jest niezwykle łatwo. W niektórych przypadkach, pomimo dobrych chęci, lekarze nie dają rady cofnąć działań amatorów. – Pacjenci mają niekiedy tak hipermobilne stawy (nadmiernie ruchome), że nie jesteśmy już w stanie tego odwrócić. Jak są hypomobilne (zbyt mało ruchome), to je uruchamiamy. Ale jak już ktoś zwiększy mobilność, jest to nieodwracalne – tłumaczy dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański.

O tym, jak działają pseudospecjaliści mówi się od lat. Dziennikarze TVN-u parę lat temu sprawdzili kilku "fizjoterapeutów" podczas programu "Usterka". I choć program nagrywany jest z przymrużeniem oka, to chyba nikt nie chciałby znaleźć się w rękach takiego masażysty.


Czas na ustawę
Fizjoterapeuci biją na alarm. W najbliższy piątek odbędzie się specjalna konferencja, w czasie której Stowarzyszenie Fizjoterapia Polska przedstawi raport „Pacjenci w rękach pseudospecjalistów. Konsekwencje braku ustawy o zawodzie fizjoterapeuty”. Eksperci będą się starali po raz kolejny zwrócić uwagę na to, że zdrowie i życie pacjentów jest zagrożone, z powodu bierności rządzących.

– Dziś nie ma instytucji, która mogłaby zweryfikować stan gabinetów fizjoterapii. Trudno nawet określić, jak duża może być skala problemu. Jedyną metodą rozwiązania tej sytuacji jest opracowanie ustawy o zawodzie fizjoterapeuty, o którą walczymy od 25 lat – mów dr.n.med. fizjoterapeuta Marek Kiljański. Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia nie ma jednak dla nas optymistycznych informacji. – Nie robię sobie nadziei, że taka ustawa w najbliższym czasie powstanie – mówi wprost Jarosław Katulski.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZdrowieSłużba zdrowiaPrawoLekarze
Skomentuj