Internety robię, czyli jestem panem swojego walla

Mój wall, to moja twierdza. Tak mi się przynajmniej do niedawna wydawało. Myślałem, że mam prawo decydować o tym, czyje posty wyświetlają się w moim feedzie na Facebooku. Tymczasem spotkałem się z opinią kilku osób, które uważają ukrywanie nieatrakcyjnych dla mnie postów za wyniosłość i zwykłą niekoleżeńskość. Ale czy naprawdę muszę uczestniczyć w poszukiwaniu domu dla wszystkich bezdomnych zwierząt, o czym bez przerwy informuje mnie facebookowa tablica?

Jeśli ktoś nie spędza dużo czasu na Facebooku, z góry uprzedzam, że ten artykuł nie jest dla niego. To wpis o problemach pierwszego świata.


Jestem fanem Facebooka i uważam go za wspaniałe narzędzie, zwłaszcza w pracy którą wykonuję. Wszystko co gorące od razu trafia na "fejsa" i najczęściej to on informuje mnie, że dzieje się coś bardzo ważnego, kuriozalnego lub po prostu ciekawego. To Facebook pomaga mi w dotarciu do interesujących mnie informacji.

Selekcjonują je portale, bo wrzucają na swoje fanpejdże najbardziej atrakcyjne treści, z którymi często chcą wyjść jako pierwsi. Ja wybieram portal, on wybiera informacje - maszynka działa. Jeśli osoba odpowiedzialna za social media wrzuca posty zbyt często lub "wrzutki" mnie nie interesują, po jakimś czasie się żegnamy. Taki lajf.

Nie wysyłam postów codziennie, ale raz na jakiś czas zdarza mi się napisać to i owo. Bywa również, że wykorzystuję Facebooka do pracy, podczas szukania ciekawych historii lub bohaterów do artykułów. Biorę jednak pod uwagę, że moje wpisy mogą się komuś nie spodobać i jest bardzo prawdopodobne, że niektórzy mnie zablokowali. Taki lajf.

Czy mam do kogokolwiek żal o to, że nie chce czytać moich wpisów? Absolutnie nie, bo każdy sam decyduje o tym w co klika. Jeśli więc ktoś uznał moje wpisy za nieatrakcyjne, miał prawo je ukryć. Prosta i zrozumiała dla mnie zasada. W końcu Facebook ma nam ułatwić życie a nie je uprzykrzyć.

Kilka dni temu odbyłem interesującą dyskusję w czasie której powiedziałem o ukrywaniu postów, które uznam za nieatrakcyjne. Co miałem na myśli? Zacznę od budzących największe kontrowersje postów dotyczących zwierząt potrzebujących pomocy. Był czas, że na moim profilu pojawiało się ich mnóstwo. Nie odbieram nikomu prawa wrzucania takich treści na Facebooka. To w jakimś sensie "szczytny cel", więc trudno to negować. Ja jednak nie chcę, aby mój Facebook stał się internetowym schroniskiem dla zwierząt. Dlaczego?

Bo istnieją specjalne profile, które można polubić i tam dowiadywać się o potrzebujących psach i kotach. Dobrze że istnieją, bo dzięki nim zwierzęta znajdują dom. Nie lajkuję ich, ale wiele osób to robi. I świetnie. Nie rozumiem jednak, dlaczego ukrywanie przeze mnie takich postów spotkało się z ostracyzmem. Nie mam zamiaru w najbliższym czasie przygarniać psa ani kota. Dlatego osoby, które każdego dnia udostępniają kilka, czasem nawet kilkanaście tego typu ogłoszeń na swoją tablicę, ukryłem.

Ktoś mnie zapytał, a co w przypadku, jeśli osoba ta wrzuci post, który wydałby mi się atrakcyjny? Idąc szlakiem swojego rozumowania, "stracę na tym", bo ten post nie wpadnie na moją tablicę. Niestety, tego już nie będzie dane mi sprawdzić. Jeden dobry post nie zniweluje wszystkich tych, które były wcześniej. Moim zdaniem nadmierna i pozorna (w wielu przypadkach) dobroczynność sprawia, że pewne widoki stają się dla nas "oklepane" i odwracają uwagę od realnych problemów. Jeśli oglądamy coś codziennie, szybko nam powszednieje i przestaje robić wrażenie.

Natomiast spory sens ma wrzucanie na swoją tablicę wizerunków poszukiwanych osób, jak to miało miejsce po gwałcie w lesie Kabackim, czy też w ubiegłym tygodniu, gdy poszukiwano sprawców pobicia na Nowym Świecie w Warszawie. Takie ogłoszenia nie pojawiają się codziennie, dlatego wiele osób miało szansę je dostrzec, dzięki czemu policja schwytała podejrzanych o pobicie.

Jakiś czas temu poproszono mnie także, abym udostępnił wśród swoich znajomych informację o pewnym evencie. Sprawa była raczej niszowa i związana z życiem zawodowym mojej znajomej. Odmówiłem. Nie chciałem bowiem zaśmiecać tablic swoich znajomych postem, który będzie dla nich nieciekawy.

Jeśli ktoś chce otrzymywać wszystkie informacje, które wysyłają znajomi - bardzo proszę. Każdy z nas jest panem swojej tablicy, a tak naprawdę swojego życia. Nie rozumiem tylko, dlaczego niektórzy odbierają mi prawo do personalizowania swojego Facebooka (a tak naprawdę czegoś więcej) zgodnie ze swoimi zainteresowaniami czy sympatiami.

Bardzo cenię sobie filmy, muzykę i artykuły polecane przez moich znajomych. Lubię sarkastyczne komentarze i naprawdę śmieszne obrazki. Sam lubię dzielić się fajnymi znaleziskami w internecie. Jeśli jednak będziemy wrzucali na swoje tablice wszystko i bez zastanowienia, serwis społecznościowy zamieni się w Trashbooka, a na jego miejsce pojawi się wkrótce nowy, lepszy.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetFacebook
Skomentuj