Na Oksfordzie chcą leku na miłość. Psycholog: Może ratowałby przed toksycznymi związkami, ale co z... efektem ubocznym?

[url=http://shutr.bz/1bAWf6J]Lekarstwo na miłość[/url] naprawdę powinno zostać opracowane i upowszechnione?
Lekarstwo na miłość naprawdę powinno zostać opracowane i upowszechnione? Fot. Shutterstock.com
- Było kilka dziewczyn, które mocno namieszały mi w życiorysie, ale dziękuję za takie leki - mówi jeden z moich rozmówców o propozycji naukowców z Oksfordu, by wreszcie na poważnie wziąć się za pracę nad farmakologicznym sposobem na odkochanie się. Lek na miłość miałby wyzwalać nas z toksycznych związków i od nieodwzajemnionych uczuć. - Czy twórcom leku chodzi o to, by takie osoby już nigdy się nie zakochały? Jeśli nie jest to celem, to może być poważnym efektem ubocznym! - ostrzega psycholog Anna Kędzierska.

Niespełniona miłość jest jedną z najczęstszym powodem prób samobójczych na całym świecie. To miłość uzależnia też ofiary przemocy domowej, które trwają przez lata u boku swoich oprawców lub po latach do nich wracają. Zakochanie się w guru jest często tym, co trzyma przy nim wyznawców najbardziej destrukcyjnych dla ciała i duszy sekt. Nie wspominając już o tym, ilu z nas zakochuje się w kimś nowym, będąc już w stałym i dotąd szczęśliwym związku. Przemoc, choroby, zdrady... to wszystko wina tego, co nazywamy miłością.



Miłość to nie cuda, a chemia...
A o czym naukowcy od dekad mówią jako o stanie, w który nasz organizm wpada po prostu ze względu na reakcję określonych substancji chemicznych. Dla neurobiologów to, co poeci nazywają najwznioślejszym uczuciem jest jedynie efektem podwyższenia się poziomu fenyloetyloaminy we krwi. Euforia, bezsenność, radość, pewność siebie, albo na odwrót - zaburzenia łaknienia, depresja i brak koncentracji. Po tym poznajemy, że to miłość. Dla nauki to tymczasem skutek tego, iż fenyloetyloaminy należy do grupy... amfetamin.

Kiedyś musiał więc nadejść dzień, w którym ktoś zechce powiedzieć temu chemicznemu szaleństwu: stop. Na to właśnie odważyła się czwórka oksfordzkich naukowców, którzy na łamach najnowszego "American Journal of Bioethics" sugerują, iż najwyższy czas, by współczesna biotechnologia przyspieszyła z pracami nad lekiem... na miłość. Choć brzmi to kuriozalnie Brian Earp, Olga Wudarczyk, Anders Sandberg i Julian Savulescu przytaczają szereg argumentów za tym, by miłość leczyć czasami farmakologicznie.

Zmienić boski plan
Nauka zna bowiem przyczyny powstawania tego uzależniającego stanu i przed wynalezieniem antidotum powstrzymują człowieka tylko ewentualne koszty i po prostu brak woli ku temu. Leczenie miłości wielu uznaje za ostateczne przekroczenie granic etycznych. Ludzie wierzący źródeł nawet najtrudniejszej miłości upatrują przecież nie w prostych reakcjach chemicznych, a woli Boga.

Zdaniem naukowców z Oksfordu, środek farmakologiczny neutralizujący uczucie miłości mógłby być jednak podawany we wszystkich wspomnianych przez ze mnie na początku stanach, które na tak wielu ludzi działają po prostu destrukcyjnie. Koniec toksycznymi związkami i samobójcami targającymi się na życie przez nieodwzajemnioną miłość. Naukowcy przekonują, że farmakologia zwalczająca miłość byłaby też ważnym elementem terapii zapobiegającej związkom kazirodczym i pedofilii. Wystarczy poczuć, że miłość nie działa na naszą korzyść, udać się o specjalisty, a on natychmiast wypisze receptę.

Ekipa z Oksfordu przypomina zresztą, iż nie jest tak, że biotechnologia nic w kierunku takiego wynalazku nie robi. Kanwą dla prac nad pigułką na miłość mogłyby stać się podobno dotychczasowe ustalenia naukowców na temat farmakologicznego ograniczania popędu pedofilskiego. Nie brakuje też farmakologów, którzy podejmują próby wynalezienia leku na homoseksualizm. Gdyby połączyli siły i środki, efektem mógłby być właśnie skuteczny lek na każdego rodzaju miłość.

Kto nie chciałby kochać?
I gdy entuzjaści zachęcają, by już szukać grupy śmiałków, którzy na ochotnika pozwoliliby na sobie przetestować środek neutralizujący romantyczne uczucia, nie brakuje także sceptyków tego -jak się wydaje - szczytnego pomysłu. "Nieuchronny rozwój i dostępność pro-i anty-miłosnych specyfików będzie stanowić poważne zagrożenie nieuczciwym manipulowaniem emocjami" - ocenili również na łamach "American Journal of Bioethics" bioetycy Gary Marchant i Yvonne Stevens z Arizona State University.

Co na to wszystko potencjalni odbiorcy takiego leku? - Miłość to zbyt piękna sprawa. Nawet jeśli zwykle wiąże się z cierpieniem i tylko raz na jakiś czas zdarzają się dzięki niej wspaniałe chwile - mówi nam 26-letnia Magda z Wrocławia. Dziewczyna przyznaje, że co najmniej dwa razy problemy w związku lub z odwzajemnieniem miłości wpędzały ją w głębokie załamanie, ale nie sięgnęłaby nigdy po substancję sprawiającą, iż przestałaby to wszystko czuć. - Im miłość jest trudniejsza, tym przecież mocniej nas hartuje - stwierdza.

- Sądzę, że taki środek działałby bardzo ogólnie. To oznaczałoby więc, że po prostu przestawalibyśmy czuć cokolwiek do kogokolwiek. Było kilka dziewczyn, które mocno namieszały mi w życiorysie, ale dziękuję za takie leki na miłosne problemy. Już chyba bardziej byłbym za upowszechnieniem substancji, które odwzajemnianie uczuć wspomagają, ale i takie majstrowanie przy miłości jest mocno zastanawiające - ocenia Mirek z Olsztyna, student VI roku farmacji.

Proste recepty są... najgorsze
W podobny sposób pomysł naukowców z Oksfordu ocenia psycholog i trenerka umiejętności psychospołecznych Anna Kędzierska. - Pigułka na odkochanie wydaje się być kuszącym pomysłem, ale budzi u mnie sporo wątpliwości - mówi w rozmowie z naTemat. W ocenie specjalistki, osoby które miłość wpędziła w problemy potrzebują zdecydowanie więcej niż tylko odkochania się i wyjścia z pojedynczej, trudnej relacji.

- Rozwiązaniem jest odnalezienie celów, jakie realizują będąc z kimś, kto rani, poniża, obraża... Miłość nie jest w moim przekonaniu jedynym wyjaśnieniem. Poza tym jaką mamy gwarancję, że raz odkochani za chwilę nie zwiążą się z osobą o podobnym stylu funkcjonowania? Uważam, że prawdopodobieństwo jest dość duże. A może twórcom leku chodzi o to, by takie osoby już nigdy się nie zakochały? Jeśli nie jest to celem, to może być poważnym efektem ubocznym! - ostrzega psycholog.

- Coraz częściej poszukujemy metod, które dadzą nam szybkie rozwiązanie osiągnięte bez większego wysiłku. Pigułka na miłość wpisuje się w ten schemat doskonale. Póki co, mamy do dyspozycji inne metody, które chociaż wymagają więcej czasu i nakładu pracy, to są sprawdzone i o przebadanej skuteczności. A co najważniejsze zakres zmian, jakie chcemy wprowadzić w życie pozostaje pod naszą kontrolą. Mam tu na myśli spotkania z psychologiem lub psychoterapeutą, udział w grupach wparcia i w treningach rozwoju osobowości - podsumowuje.

Trwa ładowanie komentarzy...