POPULARNE Cukiernik ujawnia prawdę o chemii w ciastkach

Umowa o pracę, zlecenie czy o dzieło - poradnik praktyczny

„Jak ci proponują umowę o pracę, to ją łap i nie zastanawiaj się, bo jeszcze zmienią zdanie” - spotkaliście się z takią opinią? Zanim z radością podpiszecie umowę o pracę, dwa razy się zastanówcie.

Kraków, biuro firmy State Street Services
Kraków, biuro firmy State Street Services fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
- Nie wiem, co mam zrobić. Dostałam propozycję z jednej firmy, proponują mi umowę o pracę, ale ta robota nie jest spełnieniem moich marzeń i ambicji. Zastanawiam się, czy sam fakt, że będę miała umowę o pracę powinien mnie przekonać - zapytała mnie ostatnio koleżanka. Umowa o pracę ma mnóstwo zalet dla nas - pracowników, ma też swoje wady. Podobnie jak znienawidzone przez niektórych tzw. umowy śmieciowe - zlecenia i o dzieło.

Studenci to wyjątkowa grupa pracowników - mają ubezpieczenie, nie zastanawiają się nad emeryturą, bo swoją ścieżkę kariery dopiero zaczynają i bardziej niż składki emerytalne liczy się dla nich kwota, jaką co miesiąc będą dostawać na konto. Dlatego nie odstraszają ich umowy śmieciowe. Z kolei dla pracodawców często bywają one prawdziwym wybawieniem. - O umowach śmieciowych nie będziemy rozmawiać, możemy rozmawiać o umowach cywilnoprawnych, określenie „śmieciowe” jest niesprawiedliwe - mówi naTemat Dominika Staniewicz, ekspert rynku pracy Business Centre Club. - Jest teraz taka tendencja, by umowy cywilnoprawne w ogóle usunąć, a to byłaby bardzo zła decyzja.

Większa kasa, mniej zobowiązań

W przypadku umowy o dzieło pracodawca wypłaca „pracownikowi” jedynie jego wynagrodzenie, nie martwi się o jakiekolwiek składki. Jeżeli umowę zlecenia podpisuje ktoś, kto skończył 26 lat i już nie studiuje, szef oprócz wynagrodzenia odprowadza składki emerytalne, rentowe i zdrowotne. Jeżeli strony się tak umówią, możliwe jest też odprowadzanie składek chorobowych i wypadkowych. Czym więc w oczach pracodawcy wygrywa ze zwykłym etatem? - Przede wszystkim szybkością rozwiązania umowy i faktem, że taki pracownik nie podlega pod regulamin pracy, więc nie ma tylu przywilejów no i we współpracy na takich zasadach nie występują nadgodziny - mówi Staniewicz.

Czytaj też: Tylko bez mazania się - kiedy i jak prosić o podwyżkę?

Umowy cywilnoprawne mają wiele zalet także dla pracowników. - Łatwość rozwiązania umowy to plus nie tylko dla pracodawcy. Gdy my - pracownicy - dostaniemy lepszą ofertę pracy możemy po prostu odejść. Kolejną zaletą jest wyższe wynagrodzenie na rękę, w przypadku umowy zlecenia niższe są składki odprowadzane do ZUS. Takie rozwiązania są bardzo korzystne dla wolnych zawodów, nawet jeżeli podpisaliśmy tzw. lojalkę. Wtedy możemy powiedzieć pracodawcy, że OK, nie możemy pracować u konkurencji, ale w takim razie chcemy więcej zarabiać - dodaje Staniewicz. Jej zdaniem bowiem głównym celem umów cywilnoprawnych jest umożliwienie podejmowania pracy w różnych miejscach. - Takie umowy dają nam możliwość i poprawiają umiejętności dbania o swoje, negocjowania naszych warunków, bycia aktywnym na rynku pracy - mówi.

Umowa o pracę - złudzenie bezpieczeństwa

Umowa o pracę w oczach większości daje poczucie stałości, bezpieczeństwa i stabilizacji, co nie zawsze jest zgodne z prawdą, a w dzisiejszych czasach może liczyć się coraz mniej. - Naprawdę każdego można zwolnić, niezależnie od tego, jaką ma umowę - mówi Dominika Staniewicz. - Umowa o pracę daje nam iluzję bezpieczeństwa, a pracodawcy przy takiej formie zatrudnienia mają możliwość zablokowania nam odejścia do innej pracy przez 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Taka umowa czasem bywa batem na pracownika. Te czasy, gdy pracowało się po 30 lat u jednego pracodawcy już nigdy nie wrócą. Jeśli zasidzimy się u jednego pracodawcy i rozminiemy z trendami na rynku pracy, dużo ciężej będzie nam znaleźć pracę - dodaje ekspertka BCC.

Czytaj też: Jak nie chodzić do pracy, zarabiać i nie zostać zwolnionym - telepraca rośnie w siłę

Rozmawiając z osobami, które zastanawiają się właśnie, na jaki rodzaj zatrudnienia postawić, często słyszę zarzut, że umowy cywilnoprawne nie dają możliwości na przykład wzięcia urlopu. - W takim umowach możemy z pracodawcą ustalić i wynegocjować wszystko, ustalić ile dni urlopu w roku możemy wziąć, czy będzie płatny, czy bezpłatny, co w przypadku choroby. Mało tego, składki możemy odprowadzać sami, założyć sobie konto w fundusze emerytalnym, albo po prostu co miesiąc przelewać jakąś kwotę na lokatę, by tam doczekała do naszej emerytury. Nikt przecież nie powiedział, że państwo musi wszystko za nas robić, dbać o nasze sprawy. Często jesteśmy w stanie zadbać o nie lepiej, niż rząd i jego instytucje - mówi Staniewicz.

Etat jak w banku

Umowa o pracę ma oczywiście swoje zalety. Przede wszystkim dużo bardziej przychylnym okiem na takich pracowników patrzą banki, gdy chce się wziąć kredyt na mieszkanie, czy dom. - To też się zmienia. Bardzo powoli, ale się zmienia. Banki zdają sobie sprawę, że fakt posiadania umowy o pracę nie sprawi, że będziemy mieli tę pracę w nieskończoność. Pracują już nawet w bankach analitycy, którzy oceniają nasz potencjał w pracy i to, czy jest szansa, że będziemy mieli zlecenia. Dzięki temu kredyty dostają właśnie przedstawiciele wolnych zawodów - tłumaczy Staniewicz.

Czas przepracowany na umowie o pracę wlicza się do stażu pracy, jesteśmy zarejestrowani, ubezpieczeni, jeżeli w pracy się nie sprawdziwy, mamy okres wypowiedzenia, podczas którego możemy szukać nowej pracy. Wydaje się jednak, że są to rozwiązania coraz bardziej archaiczne, nie dające wcale tak dużego bezpieczeństwa, jak sądzi się powszechnie. Poza tym, jeżeli w swojej pracy jesteśmy naprawdę dobrzy, umowa o pracę wcale nie jest nam potrzebna, bo w dzisiejszych czasach na rynku pracy najbardziej liczą się talenty.

Czytaj też: Blaski i cienie umów śmieciowych - odpowiadamy na wasze komentarze
ZOBACZ TAKŻE:

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej