Pamiętajmy o Pussy Riot

Dlaczego mało kto pisze o Pussy Riot?
Dlaczego mało kto pisze o Pussy Riot? Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta
Przeczytałem niedawno znakomitą powieść Wasilija Grossmana „Wszystko płynie”. Kiedyś pochłaniałem ją w wydaniu zasłużonej podziemnej oficyny „Krąg”. Wtłoczony w 230 stron ogrom ludzkiego bólu i cierpienia. A wielu twierdzi, że to szkic, ledwie zarys, powieści. Zostawmy tragiczny los bohatera. Powiedzmy tylko, że jedna z tez tej niezwykłej książki brzmi – historia Rosji to historia niewoli. Grossman pisze, że w ciągu tysiąclecia jego kraj zasmakował wszystkiego, ale nigdy nie zasmakował jednego – wolności.

Tłumaczyłem dla poniedziałkowego wydania „Polska The Times” świetny dwukolumnowy tekst Marka Franchettiego. Autor rozmawia z dwiema członkiniami performerskiej kapeli Pussy Riot Nadieżdą Tołokonnikową i Jekateryną Aljochiną. Jakże to inne oblicze Rosji niż te symbolizowane przez wynoszonego w polskich i zachodnich mediach na piedestał Michaiła Chodorkowskiego. Faceta, który – prawda, zachował w więzieniu godność – brał po prostu udział w dzikiej prywatyzacji tego kraju. To wtedy w ręce grupy oligarchów dostało się wszystko, z czego winni dziś korzystać zwykli Rosjanie. U Grossmana, jeśli tylko ucho przyłożysz, znajdziesz rozwiązanie i tego problemu.



Obie wypuszczone teraz po niemal dwu latach performerki napatrzyły się na cierpienia więźniarek w koloniach karnych Mordowii i Syberii. Teraz mówią, że z Rosji za Boga nie wyjadą. Będą walczyć o prawa więźniów. Już założyły stowarzyszenie! Przypomnijmy – dziewczyny mają po dwadzieścia kilka lat!!! O pokolenie lub dwa mniej niż „młodzieżówki” PIS, PO i SLD. A w Rosji odwaga nie polega na udziale w jakimś marszu, gdzie możesz – przy bezczynności policji – co najwyżej dostać w głowę od bandyty w kominiarce. Tam nie ma przebacz.

Skrobnął ktoś coś poważniejszego o Pussy Riot? Może wywiad? Po cholerę. To nie temat dla naszych mediów. Dlaczego jednak pomyśleli o nim Brytyjczycy? Z wywieszonym jęzorem przy telewizorze oglądamy ciągle tych samych polityków od lat powtarzających te same urągające inteligencji idiotyzmy. Te same – bo tak najprościej – konfrontacje wyznawców potwora spaghetti z ludźmi myślącymi po prostu w sposób normalny. Efekt? Tylko jeden. Patologia zdobywa dostęp do milionowej widowni.

Wiem. Kogo obchodzą te młode Rosjanki? Wystarczy, że w mediach brylują Słomki, Ziobry, Brudzińscy, Czarneccy z jednej, a Pitery, Millerowie, jacyś Jońscy i Wunderlichowie z drugiej. Na dodatek Pawłowicz, której w normalnym kraju nie podałby ręki żaden polityk. Wszyscy jak jeden mąż w pocie czoła pichcą po nocach bon moty. Kimają na polówkach na korytarzach telewizji. Powiedzieć skrajny cynizm, to nie powiedzieć nic.

Dokładnie tak jak chce kościół i po jego myśli toczy się kompletnie zastępcza dyskusja o gender. Wychwala się papieża, który podobno pochyla się nad biednymi, ale ani mu w głowie wydanie pedofila. Właśnie zganił księży kombinatorów, ale znienawidzonego przez wiernych biskupa Limburga, który uwił sobie gniazdko za ponad 30 mln euro…zawiesił wszystkiego na dwa miesiące. Śmiech.

Pamiętajmy o „Puśkach”. Żadna zabawa. Dziewczyny podjęły grę godną ludzi najbardziej odważnych. To nie gardłowanie o patriotyzmie, Smoleńsku, wraku, Macierewiczach i czym tam jeszcze. To nie kpienie z ludzi. Bajanie tygodniami o trzydziestym pustym expose premiera, jego haniebnej rejteradzie ze świata wartości – ech, gdyby tak miał prosty kształt futbolówki! – alkomatach czy kolejnym zmartwychwstaniu jakiegoś politycznego cwaniaka.

Widzimy wszystko, tylko nie to, co się dzieje na świecie. Rano, w południe i wieczorem te same zajarane własnym odbiciem na podglądzie twarze. Nieśmiertelne. Bo to nasza chata. A że na zadupiu…Kogo to obchodzi?

Powodzenia „Puśki”. Musimy do was dorosnąć.

Trwa ładowanie komentarzy...