"Jack Strong" - pułkownik Ryszard Kukliński bohaterem filmu gangsterskiego Władysława Pasikowskiego

"Jack Strong" to film gangsterski w mundurach LWP
"Jack Strong" to film gangsterski w mundurach LWP Fot: jackstrongfilm.com
7 lutego do kin wchodzi „Jack Strong”. Najnowszy film Władysława Pasikowskiego opowiada o losach pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Oficer sztabu generalnego LWP, w którego wcielił się Marcin Dorociński, był informatorem wywiadu amerykańskiego w czasach zimnej wojny. Jednak mimo kontrowersyjnego bohatera, to w odróżnieniu od ostatniego filmu Pasikowskiego, czyli „Pokłosia”, "Jack Strong" nie powinien wywołać aż tylu głosów krytyki.

Pasikowski miał niezwykle trudne zadanie. Od samego początku wiadomo, że film może wzbudzić kontrowersje ze względu na jego czas akcji, jak i osobę głównego bohatera – Ryszarda Kuklińskiego. Pasikowski nie tyle zadbał o to, by pułkownika zrehabilitować, ale przede wszystkim by przedstawić okoliczności i motywy, które skłoniły go do informowania wywiadu Stanów Zjednoczonych o ruchach Układu Warszawskiego. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to film biograficzny, czy też historyczny. Jest to film sensacyjny, wręcz można śmiało powiedzieć, że gangsterski.

Reżyser zadbał o napięcie. Przez cały film można odnieść wrażenie, że lada chwila coś wybuchnie, ktoś zginie. Jakbyśmy oglądali "Ojca Chrzestnego". Tę atmosferę potęguje doskonale napisana muzyka Jana Duszyńskiego, która w niektórych momentach zastąpuje dialogi głównych bohaterów.

Ryszard Kukliński, ps. "Jack Strong", "Mewa"

Ryszard Kukliński (ur. 1930, zm. 2004), był pułkownikiem Wojska Polskiego i armii amerykańskiej. W PRLu był zastępcą szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego WP, oraz tajnym współpracownikiem CIA. W latach 1971-1981 Kukliński przekazał amerykańskiemu wywiadowi przeszło 40 tysięcy stron dokumentów o planach Układu Warszawskiego. W 1981 r. "Jack Strong" przy pomocy CIA uciekł na Zachód. Władze PRL zaocznie wydały na niego wyrok śmierci, który nie został wykonany. W 1993 i 1994 w tajemniczych okolicznościach zginęli jego synowie, co niektórzy tłumaczą jako zemstę na Kuklińskim za jego zdradę. W 1995 r. wyrok śmierci został uchylony i przywrócono mu stopień pułkownika. Kukliński zmarł w 2004 w Tampie na Florydzie. CZYTAJ WIĘCEJ


Gangsterskie porachunki
Film zaczyna się obrazami niczym z lat siedemdziesiątych, w stylu „Brudnego Harry'ego”. Do budynku huty podjeżdża kawalkada samochodów. Niczym mafia. Oficer wywiadu mówi skazańcowi, że zdradził i że czeka go śmierć. Dwóch zamaskowanych osiłków wrzuca go do hutniczego pieca. Tak ginie Oleg Pieńkowski, oficer rosyjskiego wywiadu, który przeszedł na stronę Amerykanów. To wygląda, jak gangsterskie porachunki. Pasikowski przez to pokazuje, co grozi Kuklińskiemu, jeśli przejdzie na stronę Amerykanów.

Pora poznać „Jacka Stronga”, wysokiej rangi oficera ludowego Wojska Polskiego. Pięćdziesięciokilkuletni pan siedzi w ciemnym pomieszczeniu. Jest przesłuchiwany. Śledczy ustawiają światło tak, by lepiej widzieć jego twarz. Prowadzą gierkę psychologiczną, bo jeden wypija pół szklanki wody i stawia ją przed nim. Zaczynają się pytania: czy pułkownik został schwytany?


Smutny bohater
Cofamy się w czasie. Podchodzący pod czterdziestkę Kukliński zostaje ważną osobą w Układzie Warszawskim. Bryluje przed śmietanką sowieckiej generalicji. Możemy odnieść wrażenie, że to wybitnie uzdolniony wojskowy. Do tego jak się okazuje, niezwykle troszczący się o losy rodaków. I taki wydaje się być ten Kukliński przez cały film – posępny, ponury, myślący tylko o Polsce.

Nie można powiedzieć, że Marcin Dorociński źle zagrał głównego bohatera. Jest przekonujący. Znakomicie się odnajduje w momentach, kiedy napięcie jest najwyższe, np. kiedy Kukliński próbuje poinformować CIA, że muszą go ewakuować z Polski. Z drugiej strony zdaje się by zbyt przejęty ojczyzną. Jakby nic innego w życiu się dla niego nie liczyło. Ciągle chodzi smutny.

Przez tę troskę o ojczyznę tylko raz w filmie się uśmiecha dłużej, wtedy, kiedy z poczuciem ulgi może się wyspowiadać wywiadowi USA, ale i tu jego entuzjazm szybko zostaje zgaszony. To ma nam pokazać, że Kukliński jest zmuszony do tego żyć sam ze swoją tajemnicą.

Pasikowski, jak już wcześniej wspomniałem zadbał o napięcie. W końcu to film gangsterski, w którym główny bohater zdradził swoich przyjaciół. Widz, wraz z głównym bohaterem, żyje w ciągłym strachu, że zostanie on schwytany i skończy tak jak Pieńkowski.

Trzeba jednak dodać, że czasami dialogi są przegadane. Zbyt często pojawia się wątek wstydu za bycie częścią komunistycznego reżimu. Regularnie przypomina się o różnych tragicznych wydarzeniach, jak chociażby pacyfikacja strajków na Wybrzeżu.

Czy to będzie kolejny Pasikowskiego, które wywoła oburzenie?
Autorom filmu prawdopodobnie uda się uniknąć kontrowersji politycznych. Pasikowski zręcznie przedstawia przygotowania do wprowadzenia Stanu Wojennego, bez wskazywania palcem na winnych. No chyba, że prawica będzie mieć pretensje, że gdy pułkownik przegląda tajną listę członków „Solidarności”, którzy mają zostać internowani, padają nazwiska: Bujaka, Kuronia, Michnika i Wujca, a brakuje małżeństwa Gwiazdów, Macierewicza i kilku innych. Może to celowy zabieg, by wywołać dyskusję wokół filmu.

Amerykanie bez polotu
Podczas gdy polscy i rosyjscy aktorzy zagrali rewelacyjnie, to nie można tego samego powiedzieć o Amerykanach. Czasami są zbyt teatralni w swoich rolach, a ich tajne narady pozbawione emocji. Wiele do życzenia pozostawia też ich angielski, który wydaje się szkolny, wzięty prosto z nagrań lekcji tego języka.

Produkcja przypomina film gangsterski osadzonym w PRL. LWP i Związek Radziecki to mafia, Amerykanie to policja, Kukliński to ich szpicel. Nie wiem, czy taki był zamiar reżysera, by przedstawić komunistyczne wojsko jako mafię, ale takie można odnieść wrażenie. Wystarczy zamienić rogatywki armii ludowej na kapelusze gangsterskie, a Kuklińskiego na donosiciela policji. Obejrzyjcie "Jacka Stronga", to przekonacie się, o co mi chodzi.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Ryszard KuklińskiJack Strong
Skomentuj