Ujawniamy: szef klubu PSL Jan Bury bogaci się na kontraktach z państwową agencją. A kieruje nią… znajomy Pawlaka

Poseł Jan Bury z PSL czerpie korzyści z kontaktów, jakie spółka, w której ma udziały, podpisuje z państwowymi agencjami
Poseł Jan Bury z PSL czerpie korzyści z kontaktów, jakie spółka, w której ma udziały, podpisuje z państwowymi agencjami Fot. Patryk Ogorzałek / AG
Spółka, w której udziały ma Jan Bury, przewodniczący klubu parlamentarnego PSL i były wiceminister skarbu, zarobi miliony na zleceniu od państwowej Agencji Rezerw Materiałowych. Na czele ARM od kilku lat stoi dr Jacek Bąkowski, dobry znajomy polityka PSL Waldemara Pawlaka. – Bezkarność polityka koalicji, który czerpie korzyści z tego, że w państwowych spółkach ulokowani są ludzie PSL, jest zadziwiająca. Przerwijmy to wreszcie – oburza się w rozmowie z naTemat polityk PiS z Podkarpacia.

O tym, że poseł Bury znów zarabia na kontraktach, jakie spółka Makarony Polskie, w której ma udziały, podpisuje z państwowymi agencjami, zaalarmował nas lokalny działacz "ludowców" z Rzeszowa. "Znów", bo podobna sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Wtedy chodziło jednak o opiewającą na 16,7 mln zł umowę z Agencją Rynku Rolnego, a kontrowersje wzbudzał dodatkowo fakt, że w rzeszowskim oddziale ARR zatrudniona jest żona polityka PSL.


Sam Bury przekonywał wówczas, że sprawa jest czysta, ale po medialnej burzy, jaką rozpętały doniesienia o jego interesach, kontakty Makaronów Polskich z państwowymi agencjami ustały (wcześniej podobne umowy podpisywano w 2010 i 2011 roku). Aż do listopada 2013 roku, kiedy podpisano kolejny kontrakt, z tą tylko różnicą, że Agencję Rynku Rolnego zastąpiła Agencja Rezerw Materiałowych. Podlega ona ministrowi gospodarki, a zajmuje się skupowaniem strategicznym dla kraju produktów - paliwa, żywności czy leków, oraz zarządzaniem nimi, np. na wypadek klęsk żywiołowych.

9,3 mln zł – taka kwota widnieje na umowie, którą spółka z udziałami Burego podpisała z ARM. Makarony Polskie (udziały ma tam i Bury, i jego żona) dostaną te kilka milionów za "usługi przechowywania obejmujące magazynowanie oraz wymianę dań gotowych", a kontrakt realizowany będzie do 2017 roku. O tym, że suma rzeczywiście jest spora, niech świadczy fakt, że we wrześniu ubiegłego roku kapitał własny Makaronów wynosił prawie 60 mln zł.

Czy to właściwe, że parlamentarzysta, były wiceminister skarbu, którego partyjny szef Janusz Piechociński jest w dodatku ministrem gospodarki (podlega mu ARM), czerpie korzyści z takich zleceń? Wątpliwości nie mają posłowie PiS, którzy kilka dni temu na forum Sejmu zwrócili się z pytaniem do ministra skarbu, ile w ostatnich 10 latach spółka z udziałem Burego zarobiła na kontraktach z państwowymi agencjami.

– Wciąż czekamy na odpowiedź, ale nie mamy wątpliwości, że takie interesy są w takim zwykłym kontekście moralnym po prostu naganne. Może się też okazać, że działania posła Burego łamały prawo, ale trzeba jeszcze z tym poczekać – komentuje dla naTemat poseł Piotr Babinetz, który w Sejmie zapytał ministra skarbu: "Czy uważa pan za dopuszczalne i akceptowalne wykorzystywanie wpływów w instytucjach państwowych do osiągania korzyści biznesowych przez Burego?".

Biznes Makaronów i Agencji Rezerw Materiałowych jest podejrzany nie tylko dlatego, że mówimy o prywatnych interesach posła, ale także ze względu na personalia w ARM. "Gazeta Wyborcza" pisała wręcz w sierpniu 2012 roku, że to jedna z tych agencji, która obsadza stanowiska głównie z klucza partyjnego. Jeszcze w 2008 roku jej prezesem został dr Jacek Bąkowski, który zna się z byłym wicepremierem Waldemarem Pawlakiem (pracowali razem w Warszawskiej Giełdzie Towarowej). Zasiadał też w radzie nadzorczej spółki Elewarr, która była jednym z bohaterów tzw. afery taśmowej w PSL.

Na innych stanowiskach też nie brakuje PSL-owców. W 2009 roku dyrektorem oddziału ARM we Wrocławiu został "ludowiec" Maciej Maciejak. W centrali, jak ujawniła "GW", zatrudniony został z kolei Leszek Polakowski, który wcześniej pracował w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

"Konkursy to tam fikcja. Warunki pisano pod określonych ludzi z PSL, np. trzeba było mieć zaliczone ściśle określone szkolenia. Tak czy siak, stanowiska tu dostaną tylko ludowcy" – podsumował w rozmowie z "Gazetą" jeden z pracowników ARM.

Co na to Bury? Nie odbiera telefonu, więc o komentarz poprosiliśmy rzecznika klubu PSL Krzysztofa Kosińskiego. – Niech pan nie łączy słów "PiS" i "prawda". Nie znam sprawy, więc trudno mi się do niej odnosić. Proszę pytania przesłać na adres mailowy przewodniczącego – stwierdził. Czekamy więc na odpowiedzi.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polskie Stronnictwo LudoweBiznes
Skomentuj