Czujesz, że nadchodzi miłość? Piotr Najsztub radzi: ubezpiecz się od zakochania!

Czy warto ubezpieczyć się od zakochania?
Czy warto ubezpieczyć się od zakochania? www.amoreum.pl
W związku ze zbliżającymi się Walentynkami, firma ubezpieczeniowa Amoreum wprowadza na rynek polisę od zakochania, o nazwie Amoreum Plus. Gwarantuje ona swoim klientom dwa tygodnie wolnego w pracy, które można przeznaczyć na intensywne spotkania z nowym wybrankiem czy wybranką, lub na... płakanie w poduszkę. Zakochanie (szczególnie to nieszczęśliwe) można przecież uznać za „wypadek”, który uderza w nas jak grom z jasnego nieba – nie pozwala spokojnie pracować, jeść i spać.

Firma Amoreum jest projektem stworzonym przez Aleksandrę Hirszfeld, artystkę, która porusza w swoich inicjatywach, fotografiach i instalacjach, tematykę nurtujących problemów społecznych. Fikcyjne ubezpieczenia od zakochania mają za zadanie zwrócenie uwagi na wizerunek miłości, który jest nam serwowany przez media i kulturę. - To trochę spontaniczna, oddolna akcja. Zorganizowaliśmy ją w dwa tygodnie. Zależało mi na tym, by projekt miał swoja premierę w okolicach walentynek, czyli wtedy, kiedy komercyjny wymiar miłości osiąga swoje apogeum – opowiada o projekcie artystka.

- Pomysł zrodził się trochę z mojej potrzeby wynajdywania punktu zapalnego u styku dwóch nieprzystających do siebie rzeczywistości, w tym wypadku pomiędzy realnymi, doświadczalnymi uczuciami i tym, jak odmiennie pokazują nam je media. Wydaje mi się, że miłość jest w tej chwili bardzo skomercjalizowana, wręcz towarowa, więc czemu by jej nie ubezpieczyć? – pyta Aleksandra Hirszfeld.

Narzędzia systemu
Projekt, w którego kampanii reklamowej wystąpił Piotr Najsztub, jest nieco przewrotny. Uruchamia dziwne poczucie, że kilka dni wolnego w początkowej fazie zakochania byłoby jakimś rozwiązaniem. Przeciwstawia się podejściu, że nie mamy czasu na miłość, bo trzeba przede wszystkim być produktywnym. - Jednak rodzi się pytanie, czy faktycznie możemy cokolwiek osiągnąć przez dwa tygodnie, oprócz zwykłego randkowania lub rozpaczania nad swoim uczuciem. To projekt w duchu kapitalistycznym. Używam w nim narzędzi systemu i próbuję jeszcze mocniej podkręcić tę śrubę, by zapytać się, w jakim punkcie myślenia o relacjach, miłości, czy zakochaniu obecnie jesteśmy - twierdzi Aleksandra Hirszfeld.



W jej odczuciu ciągle tkwimy w schizofrenii naszych czasów. Z jednej strony dostajemy pewne wizerunki, pokazujące, jak powinno wyglądać nasze życie, a z drugiej strony patrząc na rzeczywistość wiemy, że nie mamy szans ich zrealizować, przez co rodzi się frustracja. - Myślę, że z miłością jest podobnie i nie bez przyczyny zmierzamy w kierunku społeczeństwa singli. Jestem ciekawa, czy pomysł na tę polisę by się sprzedał, czy firmy ubezpieczeniowe nie chciałyby rozszerzyć swojej oferty w taki sposób, ponieważ sądzę, że chętni na kupno by się znaleźli. Zależy mi na tym, by usłyszeć opinie ludzi o projekcie i ich podejściu do tematyki miłości – mówi artystka.

Gdzie jest miejsce prawdziwej miłości?

Zapytana o to, czy sama miała kłopoty z dostosowaniem wyobrażeń do rzeczywistości, odpowiada – Zdarza mi się. Myślę, że panujące wzorce determinują nasze moralne oczekiwania wobec miłości, a jednocześnie coraz mocniejszy nakaz samodoskonalenia powoduje, że ludzie maja więcej lęków, iż nie spełniają wymogów wizerunku i coraz bardziej boją się wchodzić w relacje. Choć z drugiej strony istnieje również niebezpieczeństwo relacji za wszelką cenę. Niezależnie więc od perspektywy, wpadamy często w pułapkę uwikłania w lęk. Nie sądzisz? - pyta mnie Aleksandra Hirszfeld i nie trudno mi się z nią zgodzić.

- W mediach i w telewizji szczęśliwą, a wręcz idealną miłość, widzimy dużo częściej niż w prawdziwym życiu. Jest ona pokazywana nam w nierealistyczny i skrótowy sposób – uważa psycholog społeczny Rafał Jaros. - A prawdziwa miłość składa się z trzech komponentów – namiętności, intymności i zaangażowania. Namiętność w pierwszej fazie bardzo szybko eksploduje, natomiast później pojawia się zaangażowanie. Kiedy partnerzy są zaangażowani, intymność jest w stanie zastąpić gasnącą namiętność. W mediach widzimy tylko pierwsze stadium – twierdzi psycholog.

Według Rafała Jarosa osoby oglądające za dużo romansów, lub czytające często książki, które pokazują miłość płytko, mogą odczuć negatywny wpływ na przeżywanie prawdziwych sytuacji, które nie są tak piękne i różowe, a mają swoje blaski i cienie. Nie zawsze żyje się długo i szczęśliwie.

Wektory

Rafał Jaros twierdzi także, że komercyjny świat mocno eksploatuje miłość i próbuje wykorzystać ją do swoich celów, pokazując uczucia tylko pod odpowiednim kątem. Aleksandra Hirszfeld podziela jego opinię twierdząc, że ma już przesyt komercjalizacji wszelkich możliwych sfer. - Wizerunek współczesnej miłości, zwłaszcza w okolicach 14 lutego, ociera się o karykaturę, kicz i bajkę. Z drugiej zaś strony to, że musimy być przede wszystkim produktywnymi i robić karierę, blokuje nas emocjonalnie. Dobrze byłoby więc wyzwolić się od tego uwikłania w uproszczone schematy plastikowej miłości czy od paraliżujących lęków, a skupić na dwukierunkowej fascynacji – twierdzi artystka.

Czy zaproponowany przez Aleksandrę Hirszfeld projekt miałby szansę zyskać powodzenie na rynku? Czy miłość faktycznie może kogoś wykluczyć z prawidłowego funkcjonowania, chociażby w pracy? - Tak, lecz nie do końca zgadzam się z tezą, że dzieje się to szczególnie na początkowym etapie i potrzeba specjalnego ubezpieczenia – żartobliwie odpowiada Rafał Jaros. - Dla mnie ta polisa by się przydała, ale chyba na koniec, przy rozstaniu. Kończąca się miłość jest w stanie dużo mocniej zaburzyć funkcjonowanie pośród ludzi, w momencie gdy przeżywamy duże rozczarowanie, kiedy rozpływają się iluzje co do partnera i wspólnej przyszłości.

Trwa ładowanie komentarzy...