Wielki Piątek, wielka porażka. "Od kościoła do kościoła szukaliśmy spowiedzi"

Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Reklamują się na wielkich billboardach, banerach, plakatach, ulotkach i stronie internetowej. Są nawet specjalne koszulki i profil na Facebook'u. I nie chodzi tutaj o premierę najnowszego filmu, a o… przedświąteczną spowiedź. Księża w całej Polsce z okazji "Nocy Konfesjonałów" spowiadają zabieganych wiernych dosłownie nocami. Przynajmniej takie jest założenie, bo jak to często bywa, rzeczywistość ostro weryfikuje teorię. - Byłem w trzech Kościołach i z przykrością muszę stwierdzić, że to porażka - żali się Paweł Płuska, dziennikarz TVN24.

"Noc Konfesjonałów" zorganizowano już trzeci rok z rzędu. Kapłani z całej Polski zadeklarowali się, że w nocy z czwartku na piątek będą spowiadać wiernych do późnych godzin nocnych, a czasami nawet przez całą noc. Do akcji zgłosiło się 99 Kościołów, których dokładne adresy można było znaleźć na stronie internetowej.

- W tym roku poszło dobrze, udało się trochę - kolokwialnie mówiąc - rozładować kolejki. Najgorzej było do północy, potem sytuacja trochę się uspokoiła - mówi ksiądz Grzegorz Adamski, koordynator akcji. Zainteresowanie było duże, ale jak mówi ksiądz - Nie można rozpatrywać tego w kategorii sukcesu. Jesteśmy po prostu zadowoleni, że ludzie przyszli - wyjaśnia.

Na oficjalnej stronie akcji czytamy: "Świat wymaga dziś od nas pośpiechu. Intensywne życie zawodowe, materializm, konsumpcjonizm i mnogość rozrywek wypłukują z ludzi wiarę i głębokie wartości".

Spowiedź przez internet? CZYTAJ WIĘCEJ

Świetny pomysł, ale słabe wykonanie
Stąd pomysł na "Noc Konfesjonałów", która ma pokazywać, że Kościół idzie z duchem czasu, a księża są gotowi do poświęceń. "Chodzi o to, by także najbardziej zabieganym ludziom umożliwić duchowe przeżycie Świąt Wielkiej Nocy - wyjaśnia na łamach serwisu money.pl, bydgoski ksiądz Krzysztof Buchholtz.

Jaja coraz droższe, ale i tak je kupimy. Z kamerą na bazarze


- To naprawdę świetna inicjatywa. Wspieram ją całym sercem, bo Kościół powinien zmieniać się w ten sposób. Wychodzić z takimi rewelacyjnymi pomysłami do ludzi, zwłaszcza młodych - mówi Paweł Płuska, dziennikarz TVN24. Jednak nie wolno zapominać, że na chęciach się nie kończy. - W czwartek około godziny 21 wybrałem się do Kościoła NMP Matki Panny na ulicy Domaniewskiej, który na stronie zadeklarował swój udział w akcji - opowiada.

Nadchodzi Wielkanoc... CZYTAJ WIĘCEJ

Na miejscu rozczarowanie numer jeden. Główne drzwi zamknięte, otwarte jedno boczne wejście. A ludzi było naprawdę dużo. - Co chwilę pod Kościół podjeżdżała i przychodziła masa, z reguły młodych ludzi - mówi dziennikarz. W środku niestety spowiedzi nie było. - Trwała tylko adoracja, jakiś starszy Pan powiedział nam, że "Noc Konfesjonałów" była, ale… tydzień temu - wyjaśnia.

Od kościoła do kościoła
Zaskoczyło to wszystkich, bo na stronie internetowej od kilku dni wisiała informacja, że w godzinach nocnych będzie można się wyspowiadać właśnie w ten czwartek. - I wciąż wisi - dodaje Paweł Płuska.

Wiernych odesłano kilka ulic dalej do Franciszkanów, gdzie spowiedź podobno trwała. Słowo podobno jest tutaj kluczowe. - Wszyscy, jak stali, tak pojechali, a tam? Praktycznie to samo. Księża spowiadali, ale do godziny 19. Średnio można nazwać to nocą - tłumaczy dziennikarz.


Jajeczno-świąteczne refleksje technologiczne - czyli gadające króliki i rozbijarka do jajek


Wszyscy byli już - lekko mówiąc - zdenerwowani. Pod Kościół dotarła też grupa młodych ludzi ze świątyni na ulicy Fieldorfa. Tam podobno księża nie spowiadali, bo jedli kolację. Wierni byli naprawdę zdeterminowani, bo postanowili spróbować jeszcze jeden raz. Kawałek dalej był Kościół św. Patryka, w którym ku zdziwieniu wszystkich - spowiadano. Niestety tłum oczekujących był tak wielki, że wiele osób po prostu odpuściło.

Potrzeba zadumy, a nie złości
- Tak się nie robi. Ludzie nie zostawiają spowiedzi na ostatnią chwilę z lenistwa, ale dlatego, że pracują coraz dłużej. Ci wszyscy, którzy tam byli naprawdę mieli ochotę się wyspowiadać. Księża mogliby raz czy dwa razy w roku trochę mniej pospać i mieć większy kontakt z wiernymi. O to powinno chodzić. A koniec końców byłem taki wkurzony, że nawet jakbym się wyspowiadał, to nie miałoby to sensu. To powinna być chwila zadumy - kończy dziennikarz.

Te zawirowania i rozbieżności pomiędzy informacjami na stronie internetowej
a stanem faktycznym wyjaśnia ksiądz Grzegorz Adamski, koordynator akcji: - To pierwszy razy, kiedy do akcji zaprosiliśmy parafie z całej Polski. Portal jest zbudowany tak, że każda z nich rejestruje się sama. Otrzymuje swój login i hasło, dzięki którym wpisuje datę i godzinę spowiedzi - mówi.

Zapotrzebowanie jest duże
Większość parafii została potwierdzona przez organizatorów, ale jak widać wszystkiego nie udało się dopiąć na ostatni guzik. - To pierwszy przypadek, który do nas zgłoszono. Zapotrzebowanie jest duże, więc musimy pomyśleć, jak w przyszłości zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami. Jeżeli jeszcze gdzieś były problemy to trzeba je do nas zgłosić - mówi ksiądz Adamski

Kościół wychodzi naprzeciw młodym ludziom i próbuje mówić ich językiem. I o ile w większości parafii nocne spowiedzi odbyły się zgodnie z planem to pewien niesmak pozostaje. A wśród Polaków zapotrzebowanie na takie akcje naprawdę istnieje. Jeszcze dzisiaj pod jednym z warszawskich Kościołów przez cały czas stoi kolejka na około dziewięćdziesiąt osób. Siedmiu księży spowiada na bieżąco. Jak informuje nas ksiądz Kazimierz Sowa, nasz bloger akcja cieszyła się też dużym powodzeniem w Krakowie. - Ludziom naprawdę tego potrzeba - kończy Paweł Płuska.
Trwa ładowanie komentarzy...