Projektantka Vivienne Westwood ścięła rude włosy: od zmian klimatycznych do zmiany fryzury

Zmiana wizerunku projektantki Vivienne Westwood BCC/shutterstock.com
Zmiana wizerunku projektantki Vivienne Westwood BCC/shutterstock.com
Kiedy mówimy Vivienne Westwood na myśl przychodzą: punk, Sex Pistols, kultowy butik Let It Rock oraz ognistorude, długie włosy - fryzura ekscentryczna biorąc pod uwagę wiek i tytuł szlachecki projektantki. Ale to ostatnie skojarzenie jest już nieaktualne. Kreatorka mody, która za miesiąc kończy 73 lata, zmieniła fryzurę: teraz jej włosy są bardzo krótkie i siwe. Nowy wizerunek ma być formą protestu przeciwko zmianom klimatycznym. To autentyczna "zielona" inicjatywa czy kolejny pusty gest świata mody?

– Vivienne obcięła swoje włosy, aby uzmysłowić nam, że wszyscy musimy się przebudzić i zdać sobie sprawę ze zmian klimatycznych. A drugi powód jej odejścia od rudego koloru, to dowód na to, że nie widzi problemu w tym, że jest siwa i jest dumna ze swojego wieku – tłumaczy decyzję projektantki rzecznik prasowy jej domu mody. Nową fryzurę miała już podczas paryskiego tygodnia mody, jednak wtedy przesłaniało ją nakrycie głowy. W pełnej okazałości zaprezentowała ją w tym tygodniu, protestując razem ze swoją lokalną społecznością przeciwko planom zabudowy okolicy.


Najmodniejsza ekolożka na Wyspach
Śledząc karierę Vivienne Westwood, nie można zarzucić, że w jej przypadku zainteresowanie się ekologią to tylko chwilowa moda. W 2011 roku przeznaczyła na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi milion funtów. Szczodry gest był reakcją na wiadomość, że Bank Światowy wycofał się z pomysłu przeznaczenia 390 mln funtów na rzecz funduszu Climate Investment Funds. Pieniądze przekazała organizacji Cool Earth, która walczy z karczowaniem lasów tropikalnych i domaga się, by tereny te przekazać pod opiekę pierwotnie zamieszkujących je społeczności. Wcześniej, poprzez projekt Ethical Fashion Africa Collection, wspierała społeczności kenijskie.

Ostatnio projektantka ogłosiła, że nie będzie dalej rozwijać swojego modowego imperium, ponieważ chce się skupić na wspieraniu organizacji Greepeace i projektu ratowania Arktyki. Inna sprawa, że jej dom mody nie potrzebuje dalszej ekspansji, ponieważ już teraz skupia w sobie kilka dobrze prosperujących marek: Anglomania, Red Label, Gold Label, a także linię sukni ślubnych.


Paradoksalnie, w swoich publicznych wystąpieniach Westwood zniechęca ludzi do… kupowania ubrań. Uważa, że wszyscy mamy ich za dużo. Namawia by zamiast na ilość, stawiać na jakość: – Nie kupujcie sześciu nowych rzeczy, ale tę jedną jedyną, która wam się naprawdę podoba. Uważam, że ludzie powinni inwestować swoje pieniądze w naprawianie świata. Nie wydawajcie pieniędzy na modę, ale na naprawę świata, w którym żyjecie.

Pobrzmiewają w tym echa ekologicznego przebudzenia lat 60. i 70., czyli czasów, kiedy Westwood stawiała pierwsze kroki w branży mody.

Ikona stylu punk
Na przebieg jej kariery największy wpływ wywrzeć mogło spotkania z Malcolmem McLarenem. Szybko stali się parą zarówno w życiu, jak i w pracy. Westwood przekładała na język mody szalone pomysły McLarena. Wspólnymi siłami wykreowali kultowy dziś wizerunek członków zespołu Sex Pistols, którego menadżerem od 1975 roku był McLaren. I tak jak Sex Pistols, rzucając wyzwanie konserwatywnemu brytyjskiemu społeczeństwu, zrewolucjonizowali muzykę rockową, tak Vivienne Westwood wstrząsnęła światem mody, zyskując nawet przydomek matki i ikony stylu punk.


Co ciekawe, obok elementów typowych dla tej kultury: agrafek, żyletek, łańcuchów, ostrych makijaży i odważnych fryzur, w swoich kolekcjach wykorzystywała także motywy tradycyjnie angielskie np. szkocką kratkę. Inspiracji szukała w krawiectwie z przełomu XVII i XVIII wieku. Z jej pracowni wychodziły projekty stanowiące podwaliny pod późniejszą brytyjską awangardę w modzie. Londyn oszalał na punkcie jej podkoszulki z napisem „God Save the Queen”. Najwyraźniej doceniła je i królowa, w 2006 roku odznaczając projektantkę Orderem Imperium Brytyjskiego „za zasługi dla mody”.

Wracając do nowych włosów cesarzowej brytyjskiej mody, choć w pierwszym momencie ich siwy kolor szokuje, to przypomnieć trzeba, że Westwood od dawna jest w świecie mody ambasadorką starszych kobiet i bardzo chwali ich styl. Jej zdaniem to kobiety powyżej 70 roku życia są najbardziej stylowymi obywatelkami Wielkiej Brytanii. Projektantka nie ma nic przeciwko młodym ludziom, ale uważa, że „wszyscy wyglądają tak samo”. – Jedynie moi rówieśnicy wyróżniają się dzisiaj na ulicach, reszta to klony. Młodzi są konformistami, wszyscy kupują to samo w tych samych sklepach sieciowych. To urodzeni konsumenci, ale w ich wyglądzie nie ma nic wyjątkowego. Wspaniale ubierają się za to seniorzy. Dostało się nawet ulubienicy Brytyjczyków, księżnej Kate, która często nosi ubrania z sieciówek i zdaniem projektantki wygląda nijako.

Green is the new black?
Póki co o zmianie wizerunku projektantki rozpisały się przede wszystkim portale modowe, które ekologię traktują raczej jako jeden z trendów niż obszar realnych działań. Większe wrażenie robią tam buntownicze, estetycznie zaprezentowane gesty niż codzienne oszczędzanie prądu. Nie zdziwiłabym się, gdyby któryś z projektantów celowo rozbił swoje drogie auto w ramach walki z CO2, zaskoczyłoby mnie gdyby je sprzedał i zaczął korzystać z transportu publicznego.

Stąd obawy, że i protest Westwood pozostanie tylko zmianą wizerunku. Odejściem od rudego, aby podkreślić „zielony” aspekt jej osobowości. Szkoda, bo nie oczekujemy od fashion victims, że masowo zaczną wracać do naturalnego koloru włosów. Z drugiej strony w jednym dama Westwood ma rację - nie kupując farby do włosów, realizuje swój antykonsumpcyjny postulat.
Trwa ładowanie komentarzy...